Dwa lata Vitezslava Lavicki w Śląsku

03.01.2021 (06:00) | Karol Bugajski

fot.: Paweł Kot

3 stycznia mijają dwa lata od zatrudnienia czeskiego szkoleniowca w klubie z Wrocławia. Lavicka odbudował pozycję Śląska w krajowym futbolu, jednak apetyty rosną z każdym miesiącem jego pracy.



 

Vitezslav Lavicka pojawił się we Wrocławiu po ponad trzech latach pracy z młodzieżową reprezentacją Czech, którą w 2017 roku poprowadził nawet na mistrzostwach Europy U-21 w naszym kraju. Siedmiu jego poprzedników na ławce Śląska było Polakami, a by znaleźć ostatniego obcokrajowca prowadzącego zielono-biało-czerwonych, trzeba było cofnąć się aż do kadencji Stanislava Levy’ego.

Lavicka przejmował Śląsk w trudnym momencie. Po dwudziestu kolejkach sezonu 2018/2019 nikt nie myślał już o próbie wiosennego ataku na grupę mistrzowską, kluczowym zadaniem było uratowanie ekstraklasy dla Wrocławia. Drużyna z Oporowskiej przegrała połowę z dotychczasowych meczów i zimowała na ostatniej bezpiecznej lokacie z zaledwie punktem przewagi nad strefą spadkową.

Początki pracy czeskiego szkoleniowca w Polsce w zaskakująco jaskrawy sposób zarysowały atuty i mankamenty, które aktualne wydają się do dzisiaj. W pierwszych trzech domowych meczach pod wodzą Lavicki Śląsk trzy razy wygrał nie tracąc żadnej bramki, a w trzech pierwszych wyjazdach… trzykrotnie przegrał, za każdym razem do zera. Wyniki udało się ustabilizować dopiero w kwietniu 2019 roku, sęk w tym, że pod negatywnym względem.

Po czterech kolejnych porażkach na przełomie sezonu zasadniczego i rundy finałowej, Śląsk na mecz 33. kolejki przy Reymonta wychodził jako przedostatnia drużyna ligi z czterema punktami straty do miejsca gwarantującego utrzymanie. Remis 1:1 w strugach krakowskiego deszczu okazał się jednak przełomowy, wrocławianie wygrali cztery pozostałe do końca sezonu mecze i przedłużyli swój ligowy byt.

Przed kolejnym sezonem w stolicy Dolnego Śląska wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że podobne nerwy nie mają prawa się powtórzyć. Vitezslav Lavicka zaczął układać drużynę po swojemu sprowadzając między innymi Matusa Putnockiego, Dino Stigleca, Przemysława Płachetę czy Erika Exposito, a wrocławianie jesienią 2019 roku imponowali całej lidze. Pomimo dramatycznie wymagającego terminarza, zgodnie z którym tylko w pierwszych czterech kolejkach czekały ich wyjazdy na stadiony Wisły Kraków, Legii i Lecha, Śląsk punktował bardzo regularnie i następującą po siedmiu występach wrześniową przerwę na kadrę spędzał w fotelu lidera.

Wrocławianie w poprzednim sezonie byli najdłużej niepokonaną drużyną ekstraklasy, a sposób na drużynę Lavicki zupełnie niespodziewanie znalazła dopiero w 10. kolejce Korona (0:1). Spotkanie w Kielcach wpisało się zresztą w późnojesienną zniżkę formy Śląska, który chwilę wcześniej odpadł z Pucharu Polski po klęsce na stadionie drugoligowego Widzewa Łódź, a w kolejnym meczu wyjazdowym potknął się też w rywalizacji z beniaminkiem Rakowem Częstochowa. Listopad był jednak naznaczony efektowną serią pięciu kolejnych ligowych zwycięstw i drugą po sierpniowej nagrodą trenera miesiąca dla Lavicki, a zimowanie na 4. miejscu z punktem straty do lokaty medalowej należało wziąć za dobrą monetę.

Drugi rok pracy czeskiego szkoleniowca we Wrocławiu pozostawił jednak uczucie niedosytu. Podziurawiona pandemią ligowa wiosna co prawda została zwieńczona wyczekiwanym od 2015 roku awansem do grupy mistrzowskiej, rywalizacja w czołowej ósemce wbrew nadziejom nie przyniosła jednak awansu do grupy mistrzowskiej. W dodatkowej rundzie sezonu Śląsk wygrał tylko raz, tracił dużo bramek po prostych błędach, a po jedynej tegorocznej porażce na własnym stadionie (1:2 z Lechią w ostatniej kolejce), właśnie na koszt gdańszczan wypuścił z rąk 4. miejsce w końcowej tabeli.

Runda jesienna trwającego sezonu zakończyła się dla wrocławian identyczną lokatą jak 366 dni wcześniej, jednak podobnego entuzjazmu wśród kibiców próżno szukać. Z biegiem czasu trudno oprzeć się wrażeniu, że drużyna pod wodzą Vitezslava Lavicki rozwija się w bardzo niespiesznym tempie, a kolejne miesiące uwypuklają mankamenty. W ostatnich miesiącach znowu na pierwszej rundzie po wpadce z rywalem spoza ekstraklasy zakończyła się przygoda Śląska w Pucharze Polski, a obserwowanie wyjazdowych poczynań wrocławian wydawało się wręcz jeszcze większą udręką niż wcześniej.

Plusem po jesiennej części sezonu z pewnością jest jednak poprawa gry w defensywie. W ciągu przedłużonej wiosny zespół Lavicki na zero z tyłu zagrał tylko dwa razy, zaś w pierwszych 14 kolejkach trwającego sezonu tej sztuki dokonał już pięciokrotnie. A mogło być przecież jeszcze lepiej, bo w Płocku i Szczecinie punkty uciekały przecież po jedynej bramce traconej tuż przed końcem regulaminowego czasu.

Pracujący w roli trenera Śląska od dwóch lat Vitezslav Lavicka niedawno poprawił rezultat Oresta Lenczyka, który we Wrocławiu ostatnio zatrudniony był o miesiąc krócej, a poprzednim szkoleniowcem z dłuższą historią na ławce zielono-biało-czerwonych niż Czech pozostaje Ryszard Tarasiewicz. Lavicka przywrócił należne Śląskowi miejsce w ligowej czołówce, ale nadzieje kibiców cały czas są niezaspokojone.

VITEZSLAV LAVICKA W ŚLĄSKU:

70 meczów: 29 zwycięstw – 16 remisów – 25 porażek, bramki: 97:84

ZOBACZ też: Kartka z kalendarza