Dymkowski: Liczymy, że dostaniemy się do fazy grupowej (WYWIAD cz.2)
01.07.2024 (18:00) | Marcin Polańskifot.: Paweł Kot
Marcin Dymkowski to wychowanek Śląska Wrocław, który wrócił do klubu jako trener zespołu rezerw, a aktualnie jest członkiem sztabu szkoleniowego pierwszej drużyny. Zapraszamy do lektury drugiej części wywiadu przeprowadzonego podczas zgrupowania WKS-u w Austrii.
Pierwsza część wywiadu to m.in rozmowa o trenerskiej drodze, trudnym losie wychowanków i wpływu przepisu o młodzieżowcu, specjalizacji na defensywie, różnicy w podejściu trenerów Ivana Djurdjevicia i Jacka Magiery, zmianie piłkarskiej filozofii sztabu w ostatnim sezonie.
W drugiej części m.in rozmowa o:
- Wadze Erika Exposito
- Przebudowie drużyny
- Trwającym okresie przygotowawczym
- Transferach
- Walce na trzech frontach
- Opasce kapitana
Czy wyjściowe ustawienie, formacja ma duże znaczenie? Czy taka zmiana z meczu na mecz z gry na przykład czwórką w linii na grę z wahadłami wymaga specjalnego przygotowania, czy też to nie jest żadne wyzwanie?
Przede wszystkim to ustawienie dopasowujemy do aktualnej dostępności i dyspozycji zawodników. Wiadomo, że głównie graliśmy i będziemy grać czwórką obrońców. To nam daje najwięcej korzyści bo jest już dużo automatyzmów. Piłkarze się czują bardzo komfortowo w tej konfiguracji i robią pewne rzeczy w ciemno. Gdy nam kogoś brakowało, w przypadku kontuzji, kartek, zmienialiśmy ustawienie na trójkę.
Drużyna jest przebudowana, odeszło kilku ważnych zawodników – Exposito, Janasik, Konczkowski. Cały czas kontuzjowany jest Bejger, niepewna jest przyszłość Macenki. Okres przygotowawczy jest dość krótki.
To będzie wyzwanie, żeby wdrożyć nowych zawodników w tę filozofię gry?
Na szczęście szkielet drużyny został zachowany – bramkarz, środkowi obrońcy, środek pola, z przodu Nahuel i Samiec-Talar. Myślę, że nowi zawodnicy szybko się odnajdą i zrozumieją jakie są oczekiwania. Piątkowe treningi tu na obozie właśnie były temu w dużej mierze poświęcone. Widać było duże zaangażowanie i dlatego w sobotę jest nieco luźniej. Zawodnicy byli bardzo zaangażowani, to bronienie było na dużej intensywności. Nikt nie kalkuluje, widać było olbrzymie chęci, a przy tym można zaobserwować, że sprawia im to przyjemność i naprawdę bardzo dobrze to wygląda jak na ten moment przygotowań. Wracając do pytania, myślę, że ten okres adaptacji nowych zawodników będzie krótki. Piłkarze, którzy są tu dłużej, mogą powiedzieć, że wracamy do tego samego na treningach co było rok temu, ale musimy to powtórzyć, bo piłkarz świadomy, wiedzący czego oczekuje od niego trener, na pewno jest efektywniejszy.
Pozostając przy temacie nowych zawodników – czy nie ma obaw o jakość tych następców? Gracze z Ruchu Chorzów, czy Stali Mielec, te nazwy klubów nie powalają.
Nie od razu Rzym zbudowano, ale jest jedna rzecz, która jest widoczna w tej kadencji trenera Magiery. Zawodnicy nieoczywiści stają się wielkimi postaciami – Petkow, Petrow, Pokorny, Macenko – to byli zawodnicy szerzej nieznani, niedoceniani. Czy nawet w przypadku Erika czy ktoś by powiedział, że będzie królem strzelców? Wiadomo Janasik, Konczkowski, to byli piłkarze z dużym doświadczeniem, z dużymi umiejętnościami, ale teraz przychodzą nowi. Wierzymy, że szybko się wkomponują z zespół i ich poziom sportowy pewnie będzie rósł z dnia na dzień.
Rezygnacja z jednego ze sparingów na zgrupowaniu była podyktowana właśnie tym, żeby było rzeczywiście więcej tych jednostek treningowych pod kątem zgrania drużyny?
Tak, zdecydowanie. Wychodząc na trening o charakterze defensywnym musisz być przygotowany mentalnie na 100%. Musisz dać z siebie maksa w treningu, a to jest bardzo wyczerpujące. Każdy pojedynek jeden na jeden wyzwala u piłkarza tyle emocji, tyle zaangażowania, tyle wysiłku, że bywa potem ciężko. Dlatego po analizie krwi, po pewnych badaniach, które pozwoliły nam określić poziom zmęczenia zawodników, doszliśmy do wniosku, że potrzebny jest dzień luźniejszy. Żeby nie wydarzyło się nic złego, żeby nie doszły kontuzje, żeby kolejnego dnia zawodnicy byli zregenerowani i mogli dalej mocno i intensywnie trenować.
Badania krwi to nowość jeśli chodzi o zgrupowanie Śląska.
Takie badania robiliśmy tylko w momencie, jeżeli wracaliśmy do Wrocławia, tam mogliśmy sobie na to pozwolić. Tutaj mamy od tego obozu Rafała Mazura, który odpowiada za te rzeczy. Mamy specjalny sprzęt do tego przystosowany. Klub zadbał o to, żeby był komfort i wszystko było na odpowiednim miejscu, na wysokim poziomie. Dzięki temu minimalizujemy ryzyko kontuzji. Potrzebujemy zdrowych zawodników, a nie takich, którzy lądują w gabinetach lekarskich.
W sparingu z CFR Cluj z gry obronnej, ale też całościowo, chyba można być zadowolonym?
Potwierdziło się, że idziemy w dobrym kierunku. Mecz pokazał, że nie musimy mieć obaw związanych z organizacją gry po odejściu kilku zawodników. Próbujemy teraz więcej Mateusza Żukowskiego na prawej obronie, doszedł Serafin Szota na lewej. Jakość po zmianach nie spadła. Liczymy na nich, bo mają duży potencjał. Doszli też młodzi piłkarze, którzy ambicją nadrabiają pewne deficyty. Tak jak mówiłem, ten szkielet został, a dochodzą nowi zawodnicy, jak chociażby Kuba Jezierski, który zagrał naprawdę fajny mecz i bardzo mocno liczymy na niego. Podpisał właśnie kontrakt i to jest niesamowita rzecz, że wychowanek klubu będzie miał możliwość już w wieku 19 lat być piłkarzem, na którego bardzo mocno klub będzie liczył.
Śląsk czeka walka na trzech frontach, a przy ostatniej takiej sytuacji nie skończyło się to najlepiej. Rozmawialiście o tym, analizowaliście tamten okres? Co zrobić, żeby to się nie powtórzyło?
Trener Magiera wyciąga wnioski, a jest doświadczony, grał w Lidze Mistrzów. To się rzadko zdarza u trenerów polskich, żeby tego dotknęli. Oczywiście rozmawiamy o tym, planujemy, chcemy dojść jak najdalej. Liczymy, że dostaniemy się do fazy grupowej, ale nie chcemy zaniedbywać innych rzeczy. Nie możemy się budzić w grudniu i dopiero nadrabiać straconych punktów w lidze.
Śląsk finalnie zagra w pucharach, ale gra wiosną nie wyglądała tak bardzo dobrze jak jesienią. W pewnym momencie, po porażce z Ruchem, WKS wypadł z podium. Był spokój, że na pewno się uda, czy jednak trochę niepewności w głowie się pojawiało?
Pierwsza runda była wyczynem bardzo dużym, mieliśmy długą serię zwycięstw i trudno jest takie wyniki powtórzyć. Wierzyliśmy do końca, że ta drużyna jest w stanie osiągnąć dobry wynik na koniec sezonu. Wiadomo, że teraz z perspektywy czasu, jak patrzymy to punkt z Ruchem Chorzów, czy niestracony gol z Górnikiem dawałyby nam mistrzostwo. To już było i nie ma co do tego wracać. Na pewno byliśmy spokojni, bo ta kadra, którą mieliśmy, dawała nam poczucie, że mamy jakość w drużynie, a każdy zawodnik da z siebie wszystko dla zespołu i chce osiągnąć sukces.
Apetyt rośnie w miarę jedzenia, a o powtórzenie wyniku z pewnością nie będzie łatwo. Patrząc na budżety klubów w Ekstraklasie i fakt, że co roku pół ligi celuje w grę w pucharach.
Przede wszystkim jak Śląsk był kojarzony przez ostatnie lata jako drużyna, która broni się przed spadkiem, tak chciałbym, żeby teraz był kojarzony jako klub, która walczy zawsze o top 5. Nie oczekujmy od razu, że Śląsk poprawi wynik i będzie mistrzem Polski. Piłkarze, których ściąga na przykład Legia, kontrakty jakie płaci, są zdecydowanie wyższe od naszych. Nie jesteśmy krezusami finansowymi, ale jesteśmy stabilnym klubem i to piłkarze też doceniają. Dlatego te transfery, które są, to pokazuje, że warto przyjść do Śląska, bo jest poważnym klubem. Zrobimy wszystko, żeby kibice przychodzili na stadion, bo to było coś niesamowitego jak widzieliśmy te 20 tysięcy i więcej kibiców, a nawet komplet. Wsparcie było wspaniałe, każdy czerpał przyjemność z tego, że gra w piłkę. Chcemy to powtórzyć, bo na pewno nikt się tutaj nie nasycił tym ostatnim wynikiem. Jesteśmy głodni, chcemy iść do przodu. Mamy duże wyzwanie, bo jest liga, Puchar Polski i Liga Konferencji, ale mamy młodych zawodników głodnych sukcesów, mamy doświadczonych piłkarzy, którzy przeszli już swoje, dlatego jestem przekonany, że ta mieszanka da dobre efekty.
Kto będzie przewodzić drużynie w nowym sezonie i przejmie opaskę kapitańską?
Nie wiemy tego jeszcze, trener Magiera zbiera informacje. Myślę, że nie na ten sparing ze Slavią, ale na kolejny już może być wszystko wiadomo. Nie ma Erika, ale są inni doświadczeni piłkarze, są zawodnicy wykazujący najwięcej cech przywódczych, także jest kilku kandydatów. Trener Magiera też powiedział fajną rzecz, którą zapamiętałem, że kapitan to nie jest tylko osoba, która nosi opaskę. To jest człowiek, który wyznacza kierunek drużyny. Jeżeli chcemy mieć zaangażowaną, waleczną drużyną, to musi być to odpowiednia osoba. Dlatego to jest ważny wybór.
Czy kadra na jesień jest już zamknięta, czy można spodziewać się jeszcze jakichś nowych zawodników?
Myślę, że jest jeszcze przestrzeń na to, żeby jeden czy dwóch piłkarzy dołączyły do nas, ale to nie jest na siłę. To muszą być naprawdę piłkarze o określonym potencjale i dużej jakości. Mamy dużo młodzieży, która jest mocno zaangażowana i też czeka na swoją szanse. Myśląc o wzmocnieniach, to potrzebujemy zawodników o odpowiednio wysokich umiejętnościach.
To pytanie z X, dawnego Twittera. Gdyby trener miał do dyspozycji dużą pulę budżetową i mógł ściągnąć jakiegoś zawodnika, to na jaką pozycję?
Trudno powiedzieć. Nie odpowiem tak konkretnie, bo potem każde słowo może być odebranie opacznie. Chcielibyśmy na pewno piłkarzy, którzy wzmocnią zespół, z jakością, takich którzy dadzą pole manewru i zwiększa rywalizację. Co do pozycji... Dobrego piłkarza, tak odpowiem.
To drugie pytanie od czytelników. Czy po takim dużym wysiłku, przy takiej dużej temperaturze, wieczorem zawodnicy mogą sobie pozwolić na małe piwko w ramach relaksu?
Przyjechaliśmy tu do pracy, zdecydowanie. To nie jest tak, że się tu fajnie bawimy. Nie, to tak nie funkcjonuje. To piwo jest teraz zastępowane... basenem. Zamiast się relaksować przy piwie, tak jak ze starych czasów, to zawodnicy wykorzystują to na regenerację na basenie. Dobry posiłek. To jest najważniejsze. Piwo nie. Wiadomo wyjątkowo po ciężkim okresie, gdy się przyjedzie do domu to czemu nie? Jesteś tylko człowiekiem, albo aż człowiekiem, trzeba korzystać jeżeli sprawia ci to przyjemność, okej. Natomiast ja z perspektywy czasu wiem, że to jest złe, naprawdę. Trzeba się poświęcić te kilkanaście lat, zrobić wszystko, żeby wyciągnąć jak najwięcej, a potem można sobie fajnie przeżyć życie.
Było w poprzednim sezonie trochę zastrzeżeń do Erika, szczególnie po jednym zdjęciu. I tu padały pytania: Jak to jest, że widać, że ta sylwetka nie jest optymalna, a trenerzy tego nie widzą, nic z tym nie robią?
Oczywiście przypominam sobie to zdjęcie, ale to tak realnie nie wyglądało. Wiemy jaki był Erik, ma swoje za uszami. Wiadomo, jakie ma podejście do życia, jak to południowiec, że on chciałby korzystać z życia. To nie jest jednak tak, że on czegoś nie robi, czego nie realizował. Nie. On był w pełni zaangażowany. Na treningach, na meczach jest pełnym profesjonalistą, robił wszystko z sercem. Gdybyście go oglądali codziennie na treningu, to byście zobaczyli, że tak naprawdę wszystkie obciążenia znosi. Trochę się dziwię, że ta sprawa była tak rozdmuchana, że tak ludzie tym żyli, że jakaś fałdka wyszła na zdjęciu, zamiast popatrzeć ile strzelał goili, ile dawał drużynie jako kapitan, jak był zaangażowany.
Z tego co wiem, to piłkarze są regularnie ważeni.
Tak i każdy z zawodników ma limit. Codziennie rano, piłkarze są ważeni przed śniadaniem. Jeżeli piłkarz się nie mieści w limicie, to są wyciągane konsekwencje. Dlatego tu nie ma tak, że się coś wydarzy i pozostaje bez echa. Musimy o to dbać. Ale powiem szczerze, gdyby tego nawet nie było, to 99% piłkarzy robi to dla siebie. Jestem przekonany, że w pierwszym dniu jak i w ostatnim, w zimie, w lecie, utrzymują tę wagę, bo są świadomi tego, że to jest potrzebne dla nich.
Czy ten okres przygotowawczy, ze względu na to, że jest krótki i do tego dochodzi gra w Europie, to jest wyzwanie?
Każdy okres przygotowawczy to jest wyzwanie. Na szczęście są takie metody, że zawodnicy, którzy jadą do domu na urlopy, tak naprawdę są ciągle monitorowani. Mają rozpiski treningowe, dostają elektronikę, która pozwala nam ich kontrolować, dlatego nie wracają tak jak kiedyś po trzech tygodniach leżenia na leżaku, tylko są na pewnym poziomie motorycznym. Krótka przerwa letnia jakoś specjalnie nie jest problemem.
Przygotowania rozpoczęły się w Karpaczu. Jaki był cel tego krótkiego wyjazdu?
Nie wszyscy zawodnicy byli od początku z nami. Reprezentanci mieli dłuższy okres urlopowy, niektórzy z różnych względów też dołączyli później. Doszli do drużyny młodzi gracze i ten okres był też dobrą okazją na to, żeby zawodnicy się ze sobą poznali. My też chcieliśmy się im przyjrzeć jak funkcjonują w grupie, no i przede wszystkim zaczęliśmy już trenować. Tam były naprawdę wspaniałe warunki do treningu. Baza w Karpaczu jest na wysokim poziomie. Przy okazji też weszliśmy na Śnieżkę, to też element integracyjny. Spędziliśmy trochę czasu razem, budują się więzi. Ten wypad był z tej perspektywy udany.
Kolejnym przystankiem jest teraz Austria. Klimat, wysokość, to miało znaczenie przy wyborze tej lokalizacji?
Zdecydowanie. W Polsce całkowicie inaczej się odbiera taką temperaturę powyżej 30 stopni Celsjusza. Tutaj nie czuć tego gorąca, jest fajny klimat, ale przede wszystkim jesteśmy tutaj sami. Jesteśmy jedyną drużyną, która jest w tym hotelu. Nie musimy się z nikim przepychać o siłownię, o boisko, o godziny. W którym momencie chcemy, korzystamy z tej bazy i to jest optymalne dla nas.
Teraz te obozy wyglądają zupełnie inaczej, niż jakiś czas temu. Na koniec może jakaś anegdota z kariery zawodniczej?
Niestety to były takie czasy, że wiedza też trenerów nie była zbyt duża, pracowało się na nosa. Piłkarze nie byli tak świadomi jak dzisiaj, czyli zamiast odpoczywać to robili inne, ciekawsze rzeczy. Z takich wspomnień, to pamiętam byliśmy zimą ze Śląskiem w górach, chyba w Zieleńcu. Wyszliśmy w teren, śnieg po pas i trener Łazarek patrzy w dal i mówi: „Widzicie tamto drzewo jakieś dwa kilometry dalej? Pobiegnijcie tam i wróćcie.” I po pas śniegu trzeba było tam zapierniczać w tę i z powrotem, a trener patrzył sobie z oddali. Niestety takie metody funkcjonowały, ale to się na szczęście zmieniło.
Parterami wyjazdu Śląsknetu do Austrii są firmy Uniwer-Trans i Acana