Ekspert ocenia kontrowersje z meczu Śląska. Czy sędzia podjął dobre decyzje?

28.07.2025 (21:00) | Marcin Sapuń

fot.: Paweł Kot

Na początku nowego tygodnia wracamy jeszcze do wydarzeń z piątkowego wieczoru, kiedy piłkarze Śląska Wrocław przegrali 1:2 ze Stalą Rzeszów. Oprócz gry Wojskowych, dużo w ostatnich dniach mówiło się o arbitrze spotkania, Mateuszu Jendzie. Istotne decyzje sędziego ocenił Łukasz Rogowski, znany również jako "Zawód Sędzia"



 

Nie tak kibice wyobrażali sobie początek sezonu w wykonaniu piłkarzy Śląska Wrocław. Spadkowicz z Ekstraklasy w pierwszych dwóch kolejkach zgromadził na swoim koncie tylko jeden punkt, remisując na inaugurację z Wieczystą Kraków (1:1) i przegrywając w piątek ze Stalą Rzeszów (1:2).

W drugim kwadransie pierwszej połowy meczu w Rzeszowie podopieczni Ante Simundzy mogli mówić o sporym pechu, gdyż w mniej niż dziesięć minut stracili najpierw zawodnika, a potem bramkę rzutu karnego. Decyzje sędziego Mateusza Jendy były szeroko komentowane przez fanów Trójkolorowych. Czy były one prawidłowe? Przeanalizowaliśmy je z Łukaszem Rogowskim, byłym dziennikarzem Interii, znanym na portalu X jako "Zawód sędzia". 

CZERWONA KARTKA MARKO DIJAKOVICIA 

Na zegarze była wówczas 18. minuta, gdy jeden z graczy gospodarzy posłał piłkę za plecy obrońców Śląska w kierunku Jonathana Juniora. Brazylijczyk przyjął futbolówkę, lecz chwilę później padł na ziemię po kontakcie z Marko Dijakoviciem. Sędzia początkowo przyznał faul drużynie Wojskowych i ukarał napastnika Stali żółtą kartką, lecz po długiej analizie z systemem VAR (prawie pięć minut) zmienił swoją decyzję, odgwizdując faul zawodnika WKS-u, który dodatkowo obejrzał bezpośrednią czerwoną kartkę i od 22. minuty podopieczni Ante Simundzy musieli radzić sobie w dziesiątkę. 

Moim zdaniem faul zawodnika Śląska jest oczywisty – przegrywa on walkę o pozycję i upadając na murawę, chwyta rywala za koszulkę w momencie, gdy ten próbuje opanować piłkę. W rezultacie Jonathan Junior również przewraca się na boisko. Skoro mamy do czynienia z faulem, należy rozważyć karę indywidualną. Zawodnik Stali miał szansę znaleźć się w sytuacji sam na sam z bramkarzem, co oznacza, że doszło do taktycznego faulu, który przerwał realną szansę na zdobycia bramki (tzw. DOGSO). W takiej sytuacji sędzia powinien przeanalizować cztery kluczowe kryteria: odległość od bramki, kierunek akcji, możliwość kontroli nad piłką oraz liczba obrońców. Wszystkie z nich zostały spełnione, w związku z tym właściwą decyzją był rzut wolny bezpośredni i czerwona kartka

- twierdzi Rogowski. 

CZY STALI RZESZÓW NALEŻAŁ SIĘ RZUT KARNY? 

Na pewno większą kontrowersję wzbudziła akcja, po której rzeszowianom został podyktowany rzut karny. Wszystko zaczęło się od zagrania w pole karne, po którym piłka najpierw musnęła Serafina Szotę, a następnie dotknęła rękę Marca Llinaresa. Niespełna 33-letni arbiter wskazał na jedenasty metr, a rzut karny wykorzystał Jonathan Junior, wyprowadzając Stal na prowadzenie. 

Na czym polega kontrowersja? Jak mówi nam Łukasz Rogowski, od dłuższego czasu obowiązuje interpretacja, zgodnie z którą jeśli zawodnik zostaje trafiony w rękę po zagraniu piłki przez kolegę z zespołu, nie ma podstaw do odgwizdania przewinienia. W opisywanej sytuacji futbolówka została delikatnie trącona przez kapitana Trójkolorowych. Dlaczego w takim razie sędzia podyktował karnego dla gospodarzy? Zdaniem eksperta, zagranie Szoty nie było celowe, a przypadkowe, co zmienia jego ocenę. 

WIDEO: JEDENASTKA DLA RZESZOWIAN

- Opisywana interpretacja dotyczy jednak sytuacji, gdy zagranie to jest rozmyślne, a kontakt z ręką – przypadkowy. W tym przypadku zawodnik Śląska jedynie musnął piłkę, co można uznać raczej za rykoszet niż świadome zagranie. Dlatego uważam, że decyzja o podyktowaniu rzutu karnego była prawidłowa. Analogicznie można to porównać do sytuacji, gdzie zagranie obrońcy „kasuje” lub „nie kasuje” spalonego

- opisuje nasz rozmówca. 

 

SĘDZIA POZWALAŁ NA ZBYT WIELE? ''CZUŁEM, ŻE TO BYŁ BARDZO OSTRY ATAK''

Pracę arbitra w piątkowym meczu ocenił również Patryk Sokołowski. Pomocnik Wojskowych pod koniec pierwszej połowy ucierpiał po starciu z Władisławem Krasowskijem, który wślizgiem sfaulował w polu karnym gości właśnie zawodnika Śląska. Mateusz Jenda odgwizdał faul, ale nie pokazał nawet żółtej karki graczowi Stali, chociaż powtórki pokazywały, że Sokołowski mocno ucierpiał. Zdaniem 30-latka, zawodnik gospodarzy powinien zostać upomniany kartonikiem: 

- Powiem szczerze, czułem, że to był bardzo ostry atak, z wyprostowaną nogą prosto na piszczel. Dla mnie to minimum żółta kartka, a tam nawet kartki nie było, co uważam za spory paradoks. 

Dla wrocławian przywitanie z I ligą jest dość trudne, a w niedzielę podopieczni Ante Simundzy zagrają na własnym stadionie z jednym z kandydatów do awansu, Ruchem Chorzów. Przy okazji spotkania pożegnana zostanie legenda WKS-u, Mariusz Pawelec. Pierwszy gwizdek sędziego zaplanowano na godzinę 14:30. 

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet na kanale WhatsApp. Odwiedź nas także na Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.