Ewolucja i młoda krew (Przed Pucharem Polski)

21.09.2021 (09:00) | Kacper Rudzik
uploads/images/2021/9/rezerwy_614876cd417a7.png

fot.: Rafał Sawicki

Do meczów ligowych zdążyliśmy się przyzwyczaić, wrzesień to też miesiąc, gdy drużyny Śląska podejmują swoich rywali w Pucharze Polski. Ekstraklasowy zespół zmierzy się z Bruk-Bet Termaliką Nieciecza, ale my postanowiliśmy się pochylić nad drużyną rezerw, którą czeka starcie z Zagłębiem Lubin. Kolejne mecze umożliwiają coraz lepsze poznanie nowych zawodników wchodzących do tej drużyny, jak i pomysłu na grę trenera Krzysztofa Wołczka.



 

Pojedynek derbowy, niezależnie od poziomu, zawsze elektryzuje. W takich meczach nigdy nie brakuje walki, zaangażowania, a nieraz emocje buzują na tyle, że starcie opuszcza strefę tylko piłkarską. Zanim jednak będziemy żyć zdarzeniami stricte boiskowymi, to warto spojrzeć na to, jaką ścieżkę przeszła druga drużyna Śląska. Ten twór ewoluuje, zmienia się wraz z każdym bodźcem, który z zewnątrz oddziałuje. Czy to przez promocję zawodników do pierwszego zespołu, czy trenera na wyższy poziom, czy też po prostu przez wygaśnięcie kontraktów.

Życie pustki nie znosi i każdy musi reagować na zmiany. W przypadku drużyny prowadzonej przez Krzysztofa Wołczka można zacytować wypowiedź Bartłomieja Pawłowskiego dla reportera Canal+ o grze na wahadle: "Dostosuj się albo zgiń". A rezerwy zginąć nie chcą, podobnie zawodnicy, którzy musieli wypełnić luki. Co więcej, oni dopiero mają okazję by zacząć żyć, niczym młodzież, która kończy szkołę i wyrusza na studia, by już doświadczyć dorosłego życia. Młodzi piłkarze we wtorek dostaną próbkę futbolowej dorosłości i zobaczą, jak daleko bądź blisko im jest do tego etapu.

"Dwóch siedemnastolatków znowu w podstawowym składzie"

Te słowa trenera Krzysztofa Wołczka pokazują kierunek, w jakim mają iść rezerwy. Cel jest niezmienny od dawna i cieszy, że mimo zmian, jest realizowany. W kontekście ostatniego meczu z KKS-em Kalisz od razu prosi się, aby wspomnieć o tych dwóch zawodnikach, czyli Szymonie Michalskim oraz Michale Szmigielu. Ten pierwszy operujący w środku boiska, jako teoretycznie defensywny pomocnik pokazał dużą dojrzałość. Asekurował swoich kolegów, a przy rozegraniu pokazywał mądrość w rozprowadzaniu piłki. Nie był typowym defensywnym pomocnikiem, który tylko miał wykonać swoją pracę w tyłach i grę do przodu zostawiać innym. Jeśli już piłkę posiadał, to starał się szukać podania, które już będzie uruchamiało akcję. Gdyby szukać porównania, to do biegów w aucie. On operował na tym pierwszym biegu, kiedy to dobrze ukierunkowany pass pozwala wejść na odpowiednie obroty i wrzucić wyższy bieg. Jest to ważna, a często niedoceniana praca w futbolowym świecie, gdzie na piedestale stawia się tych, co wykańczają akcje, notują asysty.

Opinia Jakuba Luberdy, eksperta Śląsknetu:

Młodzież wchodząca do zespołu rezerw zdecydowanie może imponować, nie tylko ze względu na potencjał. Michalski, Zawadzki, Szmigiel, Konstanty - tych zawodników nie oglądamy w II lidze tylko ze względu na ich przyszłe możliwości, ale przede wszystkim dlatego, że bardzo dużo drużynie mogą dać już teraz. Michalski gra niezwykle dojrzale. W meczu z KKS-em Kalisz był prawdziwą skałą, o którą rozbijały się kolejne ataki gości. W dodatku imponować mogła też jego umiejętność wprowadzania piłki. Podobnym zawodnikiem jest Zawadzki - jego rola na boisku jest niemal bliźniacza do tej Michalskiego. W tragicznym meczu z Garbarnią to właśnie Zawadzki był jedynym pozytywnym aspektem całej gry rezerw, a jego cudowna asysta przy golu Marchewki pokazuje, jak dużo widzi on na boisku. 

Oprócz solidnych rzemieślników mamy także dwóch urwisów. Szmigiel, który wystawiany jest jako wahadłowy, imponuje przede wszystkim szybkością, zwrotnością, dynamiką i dryblingiem, a jego popisy mogliśmy oglądać w ostatnim meczu z kaliszanami. Co prawda, odstaje jeszcze trochę fizycznie, ale bez wątpienia mamy do czynienia z ogromnym potencjałem. Podobnym, ale jednak nieco innym piłkarzem jest Konstanty, który gra zazwyczaj jako skrzydłowy lub podwieszony pod napastnikiem zawodnik. Hubert również jest piekielnie zwrotny i szybki, ale w jego przypadku warunki fizyczne nie stanowią aż takiego problemu. Nisko osadzony środek ciężkości pozwala utrzymywać mu się na nogach, a zawziętość z jaką walczy z rywalami może imponować.

"Widzę też dużo mankamentów"

Trener rezerw musi je widzieć, co więcej, drużyna ma prawo do popełniania błędów. Musimy pamiętać o tym, że poza zmianą trenera mocno zmienił się trzon tego zespołu. W linii obrony pozostał Caliński, który operuje na boku, wrócił po kontuzji Wypart. Ale środek już jest konstruowany z innych cegieł. Podobnie jak środek pola, wiosną tam był duet Pałaszewski-Bukowski, a przed nimi elastycznie poruszający się Bargiel oraz Łyszczarz. Dziś pierwszy jest w Polkowicach, drugi kontuzjowany, trzeci operuje w innej strefie, mając inne zadania, a ostatni rywalizuje o miejsce w pierwszym zespole.

Zamiast nich, ze względu na zmianę w taktyce, środek pola tworzy trójka Młynarczyk, Michalski/Zawadzki, Bukowski/Hyjek. Ci zawodnicy muszą na nowo się poznać, zrozumieć wspólne zachowania w różnych boiskowych sytuacjach, a nie jest to proces łatwy, tym bardziej przy regularnych rotacjach. Centralna strefa boska jest kluczową przestrzenią w pojedynku o przejęcie inicjatywy i kreowanie obrazu spotkania.

Nasz ekspert odpowiadający za serię Taktycznie taką ma opinię w tym aspekcie: 

Z drużyną Krzysztofa Wołczka mam taki problem, że w moim odczuciu rezerwy straciły trochę na tej młodzieńczej finezji oraz fantazji, za którą pokochaliśmy je w zeszłym sezonie. Zawodnicy nie podejmują tak często prób dryblingu czy akcji indywidualnych, starając się raczej stworzyć coś wspólnie. Oczywiście, nie można tego traktować jako zarzut, wszak to Krzysztof Wołczek jest trenerem i wprowadza jedynie swoją wizję gry, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że te mecze są po prostu nudniejsze - drugi zespół nie daje nam już takich właśnie widowisk jak w minionych rozgrywkach. 

Polem, na którym rezerwy zaliczyły jednak progres, jest świadomość taktyczna. Nowy szkoleniowiec wprowadził pewne schematy i kilka rygorystycznych zasad, dzięki którym cała drużyna funkcjonuje jak zegarek. Czasem jak zegarek szwajcarski, czasem jak zegarek zepsuty, ale jednak ta wizja i pomysł na grę za każdym razem są widoczne. Rezerwy grają hybrydowym ustawieniem, które przechodzi z 4-3-3 w 3-4-2-1. Kluczową rolę odgrywa zazwyczaj defensywny pomocnik, mający za zadanie cofać się między duet stoperów, tworząc z nimi trójkę środkowych obrońców. Boczni obrońcy naturalnie wychodzą wyżej, przejmując rolę wahadłowych, a skrzydłowi schodzą nieco bliżej środka, grając pod napastnikiem.

Spadochroniarzy nie będzie

Przechodząc do pucharowego meczu, nie ma się raczej co spodziewać, aby w tym przedstawieniu pojawili się aktorzy z ekstraklasowego Śląska. W kontekście kalendarza i czwartkowego meczu z Termaliką wręcz może dojść do kolejnego osłabienia, bo w tych rozgrywkach potrzebni są minimum dwaj młodzieżowcy. Nie znamy stanu zdrowia Łukasza Bejgera, z urazem zmaga się Javier Ajenjo Hyjek, także ograniczone są opcje trenera Jacka Magiery. W tej sytuacji jak już, to można się spodziewać raczej ruchu w drugą stronę, do pierwszego zespołu.

Z drugiej strony to też dobrze dla zawodników rezerw, bo w znanym sobie zestawieniu będą mogli spróbować swoich sił z mocnym przeciwnikiem. To będzie test ich możliwości, który pokaże, w którym miejscu są. Niezależnie od wyniku, to jest po prostu kolejny etap na drodze rozwoju i promocji na wyższy poziom.

ZOBACZ też: Pogromy, półfinały i wiejskie potyczki - Śląsk II w Pucharze Polski