Garcia naciska, Stiglec nie ulega

02.12.2021 (13:00) | Konrad Omieljaniuk
uploads/images/2021/11/stiglecporzucek_6186879792a12.png

fot.: Mateusz Porzucek

Gdy po słabym sezonie 2020/21 zajechany jak koń po westernie Dino Stiglec udał się na urlop, wiadomym było, że przed wznowieniem ligi trzeba mu znaleźć konkurencję na lewą stronę defensywy. Przyszedł Victor Garcia i dość szybko posadził Chorwata na ławce. W ostatnich tygodniach Stiglec pokazuje jednak, że choć fizycznie nie będzie już jak dynamiczny Hiszpan, to w lewej nodze wciąż ma sporo argumentów, by być pierwszym wyborem trenera.



 

Dino Stiglec od początku dał się lubić. Bez gadki o aklimatyzacji, o potrzebie „dotarcia się” z drużyną, zrozumieniu stylu zespołu, wszedł do składu, strzelił piękną bramkę w debiucie na wagę trzech punktów, po czym dobrymi, regularnymi występami wszedł do grona najlepszych lewych obrońców ligi. Był to sezon 2019/20. Zakończył go z dorobkiem czterech bramek i pięciu asyst, będąc jedną z najjaśniejszych postaci Śląska w przekroju całego sezonu.

MONOPOLISTA Z ZADYSZKĄ

Dlatego też w sezonie następnym wymagaliśmy od niego minimum podtrzymania dyspozycji do jakiej nas przyzwyczaił. Nic z tego nie wyszło, Stiglec był jedną z twarzy marazmu schyłkowego okresu Vitezslava Lavicki. Nie miał formy, był wolny i przewidywalny. Dodatkowo kompletnie nie czuł oddechu konkurencji na plecach, zwyczajnie był pewniakiem do gry – jak tylko był zdrowy, wychodził w pierwszym składzie.

Naturalnie stawiał więc też na niego trener Magiera po objęciu zespołu. Stiglec miał więc duży udział w wywalczeniu czwartego miejsca na koniec sezonu 2020/21. Indywidualne jednak nie był w stanie nawiązać do świetnych statystyk z poprzedniej kampanii. Sezon zakończył bez bramki i z trzema asystami na koncie.

KONKURENCJA I ŁAWKA

Obecny sezon jest dla Chorwata trzecim w barwach Śląska i pierwszym, w którym ma mocnego konkurenta do gry na swojej pozycji. Swojej nowej pozycji, bo z klasycznego lewego obrońcy naturalnie przy Jacku Magierze musiał ewoluować na wahadłowego. To nie specjalnie mu się udało, a trenerowi i kibicom spodobał się bardziej dynamiczny i przebojowy Garcia, który wywalczył sobie miejsce w składzie na początku tego sezonu. Stiglec lądował na ławce, bądź też był próbowany jako jeden z trzech środkowych obrońców. Zagrał na tej pozycji w meczach domowych z Araratem oraz Górnikiem Łęczna. Nie wyglądało to źle, ale trener Magiera później do tej opcji już nie wracał.

Na lewym wahadle od kilku tygodni mamy więc zdrową rywalizację dwóch dobrych piłkarzy i tylko życzyć sobie takiej sytuacji na innych pozycjach. Po przegranym 1:2 meczu z Rakowem miejsce w składzie stracił Garcia, przez dwa kolejne ligowe spotkania po lewej stronie boisko hasał Stiglec, w meczu z Wisłą Kraków zaliczył nawet asystę. Na mecz z Jagiellonią trener Magiera znów zdecydował się na wariant z Garcią, po czym z Pogonią i Stalą Mielec ponownie zagrał Stiglec.

TYLEŻ NIEZGRABNY CO EFEKTYWNY

I niewątpliwie tymi występami znacznie umocnił swoją pozycję, zaliczając trzy asysty. Liczby Stigleca na ten moment to jedna bramka i cztery asysty, czyli już na tym etapie sezonu jest lepszy niż w całym poprzednim. Garcia może pochwalić się bramkami w meczach z Paide oraz Legią Warszawa, ale po stronie asyst wciąż ma zero. To sprawia, że po pierwszym zauroczeniu Victorem Garcią teraz mamy zagwozdkę. Bo jednak co lewa noga Stigleca to lewa noga Stigleca. Erik Exposito, przy całym szacunku do swojego hiszpańskiego kolegi, również zdaje sobie sprawę, że nikt mu nie dogra z lewej strony takiej piłki jak Dino Stiglec.

Rywalizacja jest więc zacięta i przynajmniej tutaj trener Magiera może mieć pozytywny ból głowy. Lewonożny Chorwat pierwszy raz podczas pobytu we Wrocławiu musiał podjąć walkę o skład i takie okoliczności zadziałały na niego mobilizująco. To dobra informacja dla nas wszystkich, bo ten zawodnik w formie daje konkret.

ZOBACZ też: Kto był #SuperPiłkarzem meczu? (WYNIKI)