Górnicza festa na Barbórkę (RELACJA)

03.12.2021 (22:34) | Mateusz Włosek
uploads/images/2021/12/KoPa_GorZab_SlaWro_04_12_2021-19_61aa9e005e2a2.jpg

fot.: Paweł Kot

Piękny gol Adriana Łyszczarza z rzutu wolnego był jedynym pozytywnym momentem Śląska Wrocław w meczu wyjazdowym z Górnikiem Zabrze. Wrocławianie nie odczarowali Zabrza, przegrywając 1:3 po dublecie Bartosza Nowaka i jednym golu Lukasa Podolskiego. Po takich meczach na usta rzuca się proste: „Quo vadis, Śląsku”?



 

Jacek Magiera w przeciwieństwie do Jana Urbana postanowił poprzestawiać niektóre klocki we wrocławskiej konstrukcji. Tak jak w ofensywie nie widzieliśmy wielkich zmian oprócz powrotu po przymusowej pauzie Erika Exposito, tak w formacjach bliższych bramce korekty były zauważalne. Na pozycję pół-lewego stopera po czerwonej kartce dla Konrada Poprawy w poprzednim meczu, wrócił Diogo Verdasca. W środku do Petra Schwarza dołączył Szymon Lewkot, który po raz ostatni w pierwszym składzie wyszedł przy okazji listopadowej remisu z Jagiellonią (2:2). Zagadka z zakażeniem wirusem Covid-19 raczj została rozwiązana, bowiem w kadrze zabrakło kapitana, Krzysztofa Mączyńskiego oraz Jakuba Iskry. Jak w Zabrzu poradzili sobie wrocławscy wojownicy?

ROZBUDZONE NADZIEJE

Dosyć szybko spróbowali wrocławianie pierwszy raz zagrozić bramce Sandomierskiego, bo już w pierwszej akcji meczu. Górnicy nie pozostawali dłużni, a miejsce na strzał w polu karnym Śląska znalazł Bartosz Nowak. Jego strzał był jednak bardzo niecelny, podobnie jak późniejsze uderzenie Erika Exposito z rzutu wolnego i dobitka tuż po nim. Gdy początkowy entuzjazm trochę opadł, w 10. minucie mocniej zadrżały serca kibiców z Wrocławia po tym, jak Adrian Gryszkiewicz skierował głową piłkę do siatki po precyzyjnym dośrodkowaniu Erika Janży. Okazało się jednak, że obrońca gospodarzy był na spalonym i sędzia Sebastian Krasny czujnie gola anulował. Co warto podkreślić to fakt, że znowu pusty przelot przy wyjściu z bramki zaliczył Matus Putnocky (vide mecz ze Stalą Mielec).

Zauważalne zaczęło być wyraźne przegrywanie pojedynków przez gości, co najczęściej kończyło się stałymi fragmentami gry z bocznych stref boiska, a w najgorszym przypadku indywidualną karą, o czym przekonał się Szymon Lewkot, który przed upływem kwadransa miał już na koncie żółty kartonik. Kilka chwil później trener Urban musiał dokonać przymusowej zmiany, ponieważ Rafał Janicki nie mógł kontynuować spotkania z powodu kontuzji mięśniowej. W jego miejsce pojawił się młodzieżowiec, Jakub Szymański. Tak jak początek meczu rozbudził nasze nadzieje co do jego dalszego przebiegu, tak każda kolejna minuta rwanej faulami gry studziła oczekiwania i przewidywania.

GÓRNIK SIĘ ROZPĘDZA

Rozruszać widowisko próbował atomowym strzałem Lukas Podolski i udało mu się na tyle, że zabrzanie zaczęli poczynać sobie coraz śmielej bliżej bramki Putnockiego. Najbliżej zdobycia bramki był znowu Nowak tuż po upływie pół godziny gry. Akcja ta jednak kolejny raz przeszła prawą stroną Śląska, która ewidentnie kulała i nie radziła sobie z szarżami chociażby Jesusa Jimeneza. Górnicy natomiast nakręcali się z każdą kolejną minutą, a Śląskowi pozostawało tylko czekać na gwizdek arbitra, oznajmiający zejście na przerwę. Wrocławianie nie potrafili skorzystać nawet z prezentów rywali, a konkretnie nie zrobił tego Mateusz Praszelik, który niecelnie podawał przy próbie kontry do Roberta Picha. Poślizgnął się w tamtej sytuacji zmiennik Janickiego, Szymański. Słowak jednak już kilka chwil później był bliski zagrożeniu bramki gospodarzy, ale w ostatniej chwili został zablokowany. Górnicy mieli jednak najlepszą szansę na gola do szatni po pięknym długim podaniu Jimeneza do Roberta Dadoka. Ale strzał wahadłowego zabrzan wybronił z trudem słowacki golkiper Śląska. Jakby mało było problemów wrocławian w pierwszej odsłonie, to kontuzję odniósł jeszcze Verdaska. Trener Magiera w przerwie meczu miał niejedną zagwozdkę.

NOWAK + PODOLSKI = KATASTROFA

Próbował ją rozwiązać w niekonwencjonalny sposób, w efekcie za portugalskiego obrońcę wszedł na murawę Sebastian Bergier. To zwiastowało zmianę ustawienia wrocławian na 4 obrońców i 2 napastników. Zmiana taktyki nie zmieniła jednak obrazu meczu. Śląsk doigrał się w 49. minucie, kiedy będący w bardzo dobrej dyspozycji Dadok wszedł dynamicznie w pole karne z prawej strony i wystawił piłkę Nowakowi, który po wielu staraniach w końcu skierował futbolówkę do siatki. Śląsk nie miał pomysłu na wyjście z tego marazmu, a co gorsza jeszcze bardziej się w nim zagłębił po błędzie w wyprowadzeniu piłki przez Wojciecha Gollę. Gracze Górnika pomknęli na bramkę Putnockiego, a po zablokowanym strzale Krzysztofa Kubicy potrafili zorganizować sobie kolejną „małą grę” i po raz wtóry dograć piłkę w pole karne do Nowaka, który technicznym strzałem skompletował dublet.

Szybkie dwa ciosy na początku drugiej połowy znacznie zahamowały zapędy wrocławian, którzy wyglądali jakby zapadli w zimowy sen. Szkoleniowiec Śląska próbował reagować, błyskawicznie wymieniając bocznych obrońców. Goście zaczęli momentalnie spieszyć się z każdą kolejną akcją, ale nie od dzisiaj wiadomo, że pośpiech jest najgorszym doradcą. Strzały z daleka Stigleca i Picha to zdecydowanie za mało na dobrze dysponowanych graczy z Zabrza. A przecież gracze z Dolnego Śląska mogli zawsze naciąć się na kontrę, co miało miejsce m.in. za sprawą Piotra Krawczyka. Na ostatni kwadrans pojawił się etatowy joker, czyli Adrian Łyszczarz. Gospodarze jednak nie ściągali nogi z gazu. Krawczyk pognał lewą stroną i dograł w pole karne do Podolskiego. Mistrz świata przyjął piłkę, ułożył ją sobie i wykonał wyrok na Putnockim, umieszczając piłkę w siatce z nieprawdopodobną siłą. Długo mówiło się o zablokowanym Podolskim, a fakty są takie, że zdobył już trzecią bramkę w trzecim kolejnym spotkaniu.

Mówiliśmy o jokerze Łyszczarzu i dobrze, że o tym wspomnieliśmy, bo to właśnie „Adi” spróbował uratować honor Śląska, fenomenalnie przymierzając z rzutu wolnego. Był to już czwarty gol tego zawodnika w tym sezonie, a każdy zdobywany był po wejściu z ławki. Indywidualny błysk geniuszu nie wystarczył jednak do osiągnięcia pozytywnego rezultatu. Zabrakło planu na te spotkane i dobrania odpowiednich personaliów. W efekcie Zabrze ciągle pozostaje dla wrocławian zaczarowane.

Górnik Zabrze 3:1 (0:0) Śląsk Wrocław 

Nowak 49', 54', Podolski 79' – Łyszczarz 83'

Górnik Zabrze: Sandomierski – Wiśniewski, Janicki (21’ Szymański), Gryszkiewicz – Dadok, Kubica (67’ Bainović), Manneh (84’ Sanogo), Janża – Podolski (83’ Stalmach), Nowak (67’ Krawczyk), Jimenez

Śląsk Wrocław: Putnocky - Bejger, Golla, Verdasca (46’ Bergier) – Pawłowski (57’ Janasik), Schwarz, Lewkot, Stiglec (57’ Garcia) – Pich (88’ Zylla), Praszelik (75’ Łyszczarz), Exposito

Żółte kartki: Manneh, Bainović – Lewkot, Bergier

Sędziował: Sebastian Krasny (Kraków)

Widzów: 9455

ZOBACZ też: WIDEO: Trenerzy Magiera i Urban po meczu Górnik Zabrze 3:1 Śląsk