Hańbiąca porażka WKS-u: Śląsk - Bruk-Bet Termalica 0:4 (RELACJA)

23.04.2022 (16:53) | Bartosz Królikowski
uploads/images/2022/4/278719092_1053856068812234_7309082507439491601_n_626416f006396.jpg

fot.: Paweł Lipnicki

Absolutna kompromitacja i nie da się napisać inaczej. Piłkarze Śląska Wrocław rozegrali jeden z najgorszych meczów od wielu lat, być może nawet od powrotu do ekstraklasy w 2008 roku i zostali rozgromieni przez ostatni w tabeli Bruk-Bet Termalikę Nieciecza 0:4. 



 

Kolejny mecz i kolejny etap walki o utrzymanie Śląska Wrocław. Dla wrocławian remis w ostatnim pojedynku, piekielnie ważnym pojedynku, z Wisłą Kraków, oznaczał kilka „nie”. Otóż, zespół Piotra Tworka NIE oddalił się od strefy spadkowej na więcej niż 3 pkt, NIE wygrał pierwszego w tym roku a ogólnie od listopada, starcia na własnym boisku, NIE zmniejszył ciążącej na sobie presji i tym samym kolejna strata punktów NIE wchodziła w grę. Zwłaszcza że tym razem do Wrocławia przyjechała ostatnia w tabeli Bruk-Bet Termalica Nieciecza. Drużyna notująca serię 6 meczów bez wygranej, a na dodatek najgorzej grająca na wyjazdach w całej lidze (tylko 1 zwycięstwo w całym sezonie).

Na żadne lekceważenie nie było jednak miejsca, bowiem dla Bruk-Betu był to tak naprawdę mecz ostatniej szansy, by jeszcze spróbować jakoś uniknąć spadku. Poza tym akurat niecieczanie napsuli WKS-owi w tym sezonie krwi jak nikt. Wykopali ich bowiem z Pucharu Polski, a i jesienią w Niecieczy też zwyciężyli (4:3). Dodatkową motywacją dla obu drużyn mogło być także to, co wydarzyło się w piątkowych meczach ekstraklasy. Konkretniej mówiąc w jednym, w Lubinie, gdzie Zagłębie przegrało z Górnikiem Zabrze 2:4. Dzięki temu Śląsk zyskał szansę, by odskoczyć im na 4 pkt, a BBT by na dokładnie tyle samo się do lubinian zbliżyć. Chociaż oczywiście ważne w tym wszystkim jeszcze było co zrobią w niedzielę Górnik Łęczna (wyjazd z Rakowem Częstochowa), a przede wszystkim w poniedziałek Wisła Kraków (domówka z Wisłą Płock).

Jeżeli chodzi o skład wrocławian, trener Tworek rewolucji nie przeprowadził. Do wyjściowej „11” powrócił po kartkowej banicji Petr Schwarz, zastępując Krzysztofa Mączyńskiego. Ponadto do podstawowego składu powrócił po dwóch starciach wchodzenia z ławki Erik Exposito. Nie mogło to jednak szczególnie dziwić, bowiem Fabian Piasecki z Wisłą Kraków rozegrał bardzo słabiutką partię. Chociaż to samo można było powiedzieć m.in. o Robercie Pichu, ale on już swoje miejsce utrzymał.

JAK Z WISŁĄ, TYLKO JESZCZE SŁABIEJ

Przeciwko Wiśle Kraków zawodnicy Śląska zaliczyli fatalne wejście w mecz. Dali się zdominować i już w 5 minucie stracili gola. Tym razem było inaczej! Tym razem… stracili już po 15 minutach. I to nie jednego, ale dwa. Najpierw minuta nr 11. Fatalne wybicie piłki Szromnika, prosto pod nogi Kocyły, a potem jak po sznurku. Kocyła do Tomasa Poznara, ten mądrze zgrał do Hubinka, zaś Czech z zimną krwią do bramki. Ledwo się obrońcy WKS-u pozbierali, a tu już było 2:0. Tym razem znów bierna postawa defensywy wrocławian, Poznar wygrywa główkę podając do Murisa Mesanovicia. Do tej piłki jako pierwszy dobiegł Szromnik, ale tak ją złapał, że odbiła mu się od rąk, a bośniacki napastnik dobił tylko na pustaka. Dwa szybkie ciosy gości i jakikolwiek plan miał Śląsk na ten mecz, trener Tworek mógł tylko rzucić słynnym cytatem z filmu „Kiler 2”.

ŹLE, GORZEJ, NAJGORZEJ

Jeżeli ktoś jednak myślał, że to koniec wpadek defensywy Śląska na te pierwsze… 20 minut, ten grubo się mylił. Tym razem wrocławianie byli na tyle uprzejmi, że Bruk-Bet nawet nie musiał strzelać sam. Jak do tego doszło? Dośrodkowanie z rzutu wolnego z prawej strony boiska i interwencja Wojciecha Golli, który tak wybił piłkę, że oczywiście wpakował ją sobie do bramki. Szromnik próbował jeszcze interweniować, nawet zdołał odbić futbolówkę, ale już zza linii. Chociaż właściwie to dobijał ją później Poznar, więc to była tylko kwestia komu tego gola zaliczyć. Tak czy inaczej, no nie da się tych 20 minut w wykonaniu Śląska nazwać inaczej, niż zwykłym frajerstwem.

Trudno wyobrazić sobie co działo się po tym wszystkim w głowach piłkarzy WKS-u, ale grać trzeba było dalej. Z czasem wrocławianie starali się szukać gola zaczepnego. Mieli nawet niezłą okazję, z rzutu wolnego z około 20 metrów strzelał Petr Schwarz, ale uderzył nad poprzeczką. Spotkanie ogólnie nieco zwolniło, a obie drużyny zaczęły grać tak, aby przede wszystkim nic złego się tu nie stało. Ale dla obrony WKS-u dzisiaj nic nie było nie do popsucia.

Do błędów indywidualnych, kiepskiego bramkarza oraz gola samobójczego w 38. minucie dołączyła jeszcze gra w „10”. Mark Tamas władował się wówczas w nogi rywala, a że miał już wcześniej żółtą kartkę, to musiał opuścić boisko i to w pełni zasłużenie. Czy mogło być gorzej jeszcze przed przerwą? Ano było blisko, bo w doliczonym czasie sędziowie rozważali rzut karny dla BBT, ale ostatecznie uznali, iż nic nie było. Tak czy inaczej, najgorsza połowa w wykonaniu Śląska od początku istnienia stadionu przy al. Śląskiej 1? Bardzo możliwe, a i Oporowska takich dramatycznych dramatów zbyt wielu pewnie nie widziała.

BEZ TEMPA, BEZ DOKŁADNOŚI, BEZ OCHOTY, ALE NIE BEZ STRAT

W pierwszych minutach przerwie w powietrzu wciąż wisiał gol. Oczywiście czwarty dla Termaliki. W 49. minucie kapitalną okazję miał Dawid Kocyła, który był w polu karnym kompletnie niepilnowany, ale jego strzał ostemplował jedynie poprzeczkę. Śląsk z kolei nie bardzo był w stanie odpowiedzieć jakkolwiek. Przerastało ich złożenie nawet w miarę obiecującej akcji, o golu nie mówiąc. Dopiero w 65. minucie Tomasza Loskę przetestował strzałem lewą nogą Erik Exposito, ale golkiper BBT nie dał się zaskoczyć.

Ogólnie jednak rzecz ujmując, tempo drugiej połowy nie porywało, bardzo lekko mówiąc. WKS starał się znaleźć chociaż gola nadziei, ale brakowało im przyspieszenia oraz dokładności. Bruk-Bet zaś nie parł do przodu za wszelką cenę, bo nie mieli nawet pół powodu aby to robić. A i tak mogli jeszcze podwyższyć, gdy obrońcom urwał się Mateusz Grzybek, lecz prawy defensor niecieczan uderzył obok słupka. 

Jednakże gościnna obrona Śląska dzisiaj dawała wiele szans. W 87. minucie Grzybek dostał drugą okazję. Tym razem nie pomylił się i płaskim strzałem nie dał szans Szromnikowi. Podkreślił tym samym absolutną żenadę, jaką był ten mecz w wykonaniu piłkarzy WKS-u.

Śląsk Wrocław 0:4 (0:3) Bruk-Bet Termalica Nieciecza
Hubinek 11’, Mesanović 14’,  Golla 20’ (s.), Grzybek 87'

Śląsk Wrocław: Szromnik – Bejger, Golla, Tamas – Janasik (71' Stiglec), Schwarz, Olsen (62' Jastrzembski), Garcia (78' Łyszczarz) – Pich (46' Mączyński), Quintana (46' Piasecki) – Exposito

Bruk-Bet Termalica Nieciecza: Loska – Grzybek, Tekijaski, Biedrzycki, Ambrosiewicz, Hybs (76' Grabowski) – Kocyła (76' Stefanik), Hubinek, Dombrovskyi – Mesanović (83' Bonecki), Poznar (90' Tusha)

Żółte kartki: Tamas, Olsen, Golla, Exposito – Dombrovskiy, Ambrosiewicz, Loska

Czerwona kartka: Tamas (za dwie żółte)

Sędzia: Piotr Lasyk (Bytom)

Widzów: 5 711

ZOBACZ też: WIDEO: Tworek i Latal po meczu Śląsk 0:4 Bruk-Bet