Hetel: Jan Chodera pomógł zespołowi swoją bramką
18.08.2024 (08:00) | Adam Mokrzycki / Krzysztof Rakowiczfot.: Rafał Sawicki
Po remisie rezerw Śląska Wrocław z Unią Turza Śląska 1:1 (0:1) porozmawialiśmy z trenerem wrocławskiej drużyny Michałem Hetelem. Oto co miał do powiedzenia szkoleniowiec gospodarzy.
Jak trener oceni przebieg spotkania i występ swoich podopiecznych?
Na pewno wymagamy od siebie więcej, jeśli chodzi o sytuacje, bo w pierwszej połowie mieliśmy kilka, które mogliśmy zamienić na bramkę, a ich nie wykorzystaliśmy. Taka jest piłka, że jak nie strzelisz, to później tracisz. Myślę, że zespół dobrze zareagował w drugiej połowie. Zdobyliśmy piękną bramkę na 1:1. Trudno było grać przeciwko rywalowi, który dobrze sobie radził w niskiej obronie, zamykał przestrzenie – ciężko było się do nich dobrać. Udało się zdobyć jedną bramkę, szkoda, że nie dwie, bo mieliśmy sporo piłki w drugiej części gry. Na pewno był to wymagający mecz pod względem fizycznym. Teraz pozostaje nam tylko przygotować się do następnego spotkania, bo gramy już we wtorek, więc regeneracja będzie potrzebna.
Mam nadzieję. Jesteśmy ambitni, zawsze chcemy wygrywać, ale to są tylko słowa. Boisko to jest boisko i każdy, wychodząc na nie, chce wygrać. Chcemy dokonać analizy, wyciągnąć wnioski i pracować dalej. Mamy już szybką okazję do kolejnego spotkania we wtorek z Karkonoszami Jelenia Góra – dobrym zespołem, który bardzo dobrze punktuje, więc fajne wyzwanie przed nami.
Tak, skorygowaliśmy kilka rzeczy, które były dla nas ważne po pierwszej połowie – troszkę zmieniliśmy organizację gry. Powiedzieliśmy sobie, że gramy dalej, nie pierwszy raz tracimy bramkę. Każdy by chciał wygrywać po 5:0, 5:1, ale piłka taka nie jest. Takie wyniki zdarzają się rzadko. Trzeba być perfekcyjnym w wykorzystywaniu sytuacji, więc również powiedzieliśmy sobie, że gramy do końca i chcemy ten mecz wygrać, ale wystarczyło tylko na jeden punkt.
Zespół trenera składał się głównie z zawodników, z którymi na co dzień ma trener styczność. Jest to lepsza sytuacja niż taka, w której pojawiają się zawodnicy z pierwszej drużyny?
Tak, wiadomo, że jako trener pracujesz z pewną grupą zawodników i chcesz tę pracę weryfikować w weekend, oglądając ich w meczu, ale jesteśmy drużyną rezerw i mamy swoją specyfikę oraz rolę w klubie. Oczywiście akceptujemy to, że zawodnicy pierwszego zespołu „spadają” do nas, ale wiadomo, że z trenerskiego punktu widzenia chcesz widzieć tych piłkarzy, którzy trenują, a później grają, więc widzisz ich postęp lub rzeczy, które możesz poprawić.
Jak trener podsumuje występ Jana Chodery, który wszedł z ławki rezerwowych i dał remis w fantastycznym stylu, bo jego trafienie można określić mianem „stadiony świata”?
Janek jest z rocznika 2006 i trafił do nas z SMS-u Łódź. W tamtym tygodniu z drugim zespołem Górnika Zabrze zaliczył asystę, następnie w juniorach zdobył piękną bramkę z połowy. Teraz też pomógł zespołowi golem, który dał nam jeden punkt, więc musi pracować. Cieszymy się, że idzie do przodu i zobaczymy.
Czy wyróżniłby trener jeszcze jakiegoś zawodnika?
Chyba nie. Janek strzelił pięknego gola i możemy powiedzieć, że zasłużył na wyróżnienie, ale chyba nie było takiego zawodnika, aby można było powiedzieć, że on wszystko robił i napędzał. Myślę, że takiego zawodnika nie było.
Jak na pojedynek rezerw, to frekwencja na Oporowskiej była naprawdę pokaźna. Cieszy trenera, że ludzie przychodzą oglądać mecze drugiej drużyny Śląska.
Super, myślę, że to jest bardzo ważne. Powinniśmy obserwować zachód i od nich się uczyć, bo czytam komentarze, że wychowankowie są ważni, kibice ich chcą widzieć, a później jest mała frekwencja, więc cieszymy się, że jest dużo osób. To znaczy, że jest zainteresowanie naszymi młodymi zawodnikami i to nas cieszy. Mam nadzieję, że fani będą tutaj przychodzić, dopingować drugi zespół, tych chłopaków, wspierać ich i obserwować, jak się rozwijają.
ROZMAWIALI ADAM MOKRZYCKI I KRZYSZTOF RAKOWICZ