Historyczna przestroga dla Lavicki

26.02.2021 (06:00) | Karol Bugajski
uploads/images/2019/10/lqvickajaga1_5d97e8a2944ed.jpg

fot.: Marcin Polański

Po czterech meczach bez zwycięstwa na początek ligowego roku trener Śląska cały czas jest na cenzurowanym. Kolejne niepowodzenie może przybliżyć Vitezslava Lavickę do podzielenia losu rodaka – poprzedniego obcokrajowca na ławce wrocławian.



 

Wyjazdowa porażka z Lechem w lutowe niedzielne popołudnie, a tydzień później o tej samej porze przegrana na własnym stadionie i dymisja. Brzmi jak opis aktualnej rzeczywistości połączony z czarną wizją tego, co może się wydarzyć? Tymczasem to wspomnienie wydarzeń sprzed dokładnie siedmiu lat. Na samym początku ligowego roku 2014 taka kolej zdarzeń zakończyła karierę trenera Stanislava Levy’ego na ławce Śląska.

Różnic było jednak kilka – mecz przegrany przez wrocławian 1:2 w Poznaniu 16 lutego dopiero otwierał ligową wiosnę, a tegoroczna wyprawa do stolicy Wielkopolski przypadła na czwarty występ zielono-biało-czerwonych po zimowej przerwie. Potknięcie z Lechem oznaczało też przedłużenie ówczesnej serii ligowych spotkań bez zwycięstwa do siedmiu, dziś niemoc Śląska jest prawie o połowę krótsza. I wreszcie inna była też sytuacja w tabeli – wrocławianie po porażce w tamtym meczu z Kolejorzem plasowali się na odległym 13. miejscu, a teraz nadal punktowo bliżej niż do walki o utrzymanie mają do czołówki.

Zaplanowany na niedzielę 23 lutego 2014 roku domowy mecz z Ruchem miał jednak dla prowadzącego wtedy Śląsk trenera Stanislava Levy’ego znaczenie praktycznie tak samo duże, jak dziś dla jego rodaka Vitezslava Lavicki. Ostateczna weryfikacja wypadła fatalnie – po godzinie gry rywalizacji z Niebieskimi Waldemara Fornalika na tablicy wyników Stadionu Miejskiego świeciło się zawstydzające 0:3. Końcowy zryw przyniósł dwie bramki i podratowanie twarzy, komplet punktów ostatecznie pojechał jednak na Cichą, a Levy kilka godzin później dowiedział się, że jego półtoraroczna kadencja na ławce wrocławian właśnie dobiegła końca.

Po siedmiu latach Śląsk tydzień po lutowej porażce w Poznaniu znowu potrzebuje przełamania w domowym meczu jak tlenu. Zielono-biało-czerwoni mają na koncie najdłuższą w sezonie serię ligowych spotkań bez zwycięstwa, a ich sprzymierzeńcem w najbliższym czasie nie będzie również terminarz. Po niedzielnym spotkaniu z wiceliderem ze Szczecina, już za tydzień na Stadion Wrocław przyjedzie prowadząca aktualnie w tabeli Legia.

ZOBACZ też: Gwiazda Pogoni pod lupą eksperta