Kryzys – którędy do wyjścia?

08.02.2021 (15:00) | Konrad Omieljaniuk
uploads/images/2021/1/czajka_6001b2868de20.jpg

fot.: Krystyna Pączkowska/slaskwroclaw.pl

Trener Lavicka starał się nam wmówić, że ten ostatni mecz w Mielcu wcale nie był zły. Co bardziej niepokojące – są to wnioski jego sztabu po rzetelnej analizie. Wobec tego, że ostatni naprawdę fajny mecz Śląska dane nam było oglądać na początku października zeszłego roku, należy się zastanowić, czy sztab trenera Lavicki nie zatracił trzeźwego spojrzenia na sprawę i kto w tej sytuacji może dać impuls do wyjścia z marazmu?



 

Konferencje prasowe czeskiego trenera to odmiana słów „szacunek” i „jakość” przez wszystkie przypadki oraz analiza gry, w podziale na fazę defensywną i ofensywną. O tej pierwszej trener Lavicka mówi dużo, analizując szczegóły i odnosząc się do stylu gry rywala. Komentarz do fazy ofensywnej często sprowadza się do stwierdzenia, czy udało się stworzyć i wykorzystać jakieś sytuacje bramkowe. Tak, jakby cała moc sprawcza drużyny ograniczała się do zachowania czystego konta z tyłu, a to co z przodu, to ewentualny dodatek.

Dlatego znając zamiłowanie trenera Lavicki do organizacji i konsekwencji w grze obronnej, można uwierzyć, że dla niego 0:0 w Mielcu to niezły mecz. Dziwi natomiast, że jest to opinia potwierdzona przez cały sztab na drodze pomeczowej analizy. Wygłoszona po przegranym meczu w Gliwicach, w którym ponownie Śląsk nie istniał w ofensywie.

Trener Lavicka znany jest z budowania środowiska pracy opartego przede wszystkim na cierpliwości i  wzajemnym szacunku. Podkreślały to w wywiadach osoby z nim współpracujące. Znalazł grupę ludzi podobnych charakterologicznie, którzy się w tę filozofię wpisali. Svoboda, Barylski, Czajka, Polczyk – współpraca tych panów z trenerem Lavicką trwa już lekko ponad dwa lata i ewidentnie dobrnęła do miejsca, w którym dotychczasowe metody przestały się sprawdzać.

Opcje widzę dwie. Może sztab Lavicki, trochę zahipnotyzowany klasą i elegancją swojego szefa, zatracił umiejętność krytycznej oceny sytuacji i konfrontacji różnych punktów widzenia. To w momencie aktualnego kryzysu na pewno nie byłoby dobre, bo drużyna ewidentnie potrzebuje trochę świeżego spojrzenia i nowego impulsu. Dlatego chciałbym wierzyć w drugą opcję, że słowa trenera Lavicki z pomeczowej konferencji to czysta, niezbyt fortunna, kurtuazja, a w jego gabinecie aż wrze od dyskusji i pomysłów jego współpracowników na poprawienie gry ofensywnej.

Rola sztabu szkoleniowego jest tu tym ważniejsza, że na boisku w ostatnim czasie brakuje przywódców. Przy kontuzjach Wojciecha Golli i Krzysztofa Mączyńskiego opaskę kapitańską przejął Waldemar Sobota. W obecnej formie piłkarskiej nie jest to on jednak w stanie być ogniwem ciągnącym ten wózek. Sytuacja będzie więc wymagała pojawienia się nowych boiskowych liderów.

Uważam, że walorem ambicjonalnym ma być obecność na boisku Mariusza Pawelca, który swoim wejściem na końcówkę meczu w Gliwicach prawdopodobnie był już przygotowywany pod pierwszy skład na mecz z Wisłą.

Mariusz Pawelec, nawet jak wystąpi, nie będzie jednak naszym panaceum na ofensywną indolencję.

Tutaj tkwi najtwardszy orzech do zgryzienia, na którym możemy sobie połamać zęby, gdy okaże się, że korekty personalne nic w naszej ofensywnej grze nie zmienią, a problem leży gdzieś głębiej. Grunt, że w pomeczowej wypowiedzi trener Lavicka zadeklarował potrzebę zmian, więc w piątek będziemy bliżsi odpowiedzi na pytanie, czy czeski trener i jego sztab są w stanie skutecznie zarządzić tym kryzysem.

Tymczasem inne wyniki ułożyły się w taki sposób, że Śląsk Wrocław w tabeli ekstraklasy wciąż zajmuje czwarte miejsce. Kto uważnie obserwuje mecze ekstraklasy wie jednak, że paradoksalnie bliżej nam do miejsca jedenastego niż trzeciego. Choć wciąż ogromne jest pole do marzeń i kibicowskiej naiwności, której tak ciężko się wyzbyć.

ZOBACZ też: Podcast #TylkoŚląsk odc. 49