Kto nie idzie do przodu, ten się cofa

17.02.2021 (16:00) | Piotr Potępa
uploads/images/2020/12/KoPa_SlaWro_LechPoz_12092020_-89_5f5de23430350_5fee384a2f0b8.jpg

fot.: Paweł Kot

Śląsk Wrocław po odbiciu się od ligowego dna i zajęciu 5. miejsca w ostatnim sezonie teraz znów wyraźnie zwalnia tempo. Gra drużyny ponownie przypomina smutne czasy szorowania twarzą o dolne części tabeli. Można być optymistą i stwierdzić, że nie ma się co przejmować, bo przecież Śląsk ciągle na większość zespołów patrzy z góry. Problem jednak istnieje i trzeba go rozwiązać zanim zacznie ewoluować.



 

Na początek trzeba przede wszystkim ten problem zdefiniować. Samo „piłkarze grają słabo” nie wystarczy. Trzeba się zastanowić, dlaczego ci piłkarze grają tak słabo. Wszyscy wiemy, że zawodnicy tacy jak Puerto, Stiglec, Pawłowski czy nawet szalenie irytujący mnie ostatnio Pich, to nie są królowie tartaku i grać w piłkę na naszym ekstraklasowym poziomie potrafią. Praszelik, który w sezon wszedł z buta czarując nas niekonwencjonalnymi pomysłami na rozegranie piłki, teraz po prostu zgasł. Na sam koniec mamy fatalną dyspozycję Soboty, który przychodził do Wrocławia w królewskich szatach, ale niestety gdzieś po drodze pogubił zarówno szaty jak i królewskie insygnia. Pamiętajmy też o kontuzjach Mączyńskiego, Musondy i Golli…

Przygotowania do sezonu

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że piłkarze są źle przygotowani. W ostatnim meczu przed nowym rokiem wyglądało to słabo, potem drużyna poleciała do Turcji, żeby lepiej się przygotować. Wrócili i wyglądają jeszcze gorzej. W związku z tym aktualnie można wnioskować, że zgrupowanie przyniosło efekt przeciwny od oczekiwanego. Tutaj odejdę na chwilę od piłkarzy, bo zastanawia mnie jedna rzecz. We Wrocławiu zmieniają się trenerzy, prezesi, dyrektorowie sportowi, ale sztab odpowiedzialny za przygotowanie jest niemal zawsze ten sam. Tak samo jak start sezonu i jego przebieg. Mocny start, niezła gra, agresywny pressing, sporo biegania, skuteczność i zwycięstwa, a jeśli już remisy to po bardzo dobrej grze.

Początek poprzedniego sezonu 1:0 z Wisłą, 2:1 z Piastem, 0:0 z Legią w Warszawie, 3:1 z Lechem w Poznaniu, 2:1 z Cracovią. Obecny sezon. Na mecz Pucharu Polski z ŁKS-em pozwolę sobie spuścić zasłonę milczenia i skupię się na lidze. 2:0 z Piastem, 3:1 z Wisłą Kraków, 3:3 po świetnym meczu z Lechem. W obu przypadkach bardzo dobry początek, a potem systematyczny totalny zjazd i widoczny brak pary. O ile w zeszłym sezonie jeszcze dało się na to patrzeć, tak w tym sytuacja jest niepokojąca. Po agresywnym pressingu zostało już tylko miłe wspomnienie, bieganie niby jest, ale totalnie bezproduktywne, nawet strzałów na bramkę nie ma. Słyszę już głosy, że należy szukać następcy dla trenera Lavicki, a może warto się zastanowić, czy nie nadszedł czas, żeby podziękować sztabowi, w którym niektórzy zasiedzieli się już zadziwiająco długo?

Taktyka

Wywołałem trenera Lavickę, więc i o nim słów parę. Przez długi czas starałem się dojść do tego, po co trener zmieniał styl gry. Na tę szybką i agresywną grę aż miło się patrzyło. Przeciwnicy próbowali rozgrywać piłkę od pola karnego, ale natychmiast byli mocno atakowani czy to przez Exposito, czy przez Płachetę (tęsknicie, co?), czy przez Picha. Doprowadzali do tego, że zawodnik drużyny przeciwnej w końcu nie radził sobie z presją i posyłał lagę byle dalej od bramki, a tam zbierali piłkę stoperzy lub Łabojko (tęsknicie, co?). Co się więc zmieniło? Dlaczego teraz Śląsk jedzie do Mielca i już nawet nie stawia autobusu tylko otacza się kordonem czołgów? Dlaczego bramkarze przeciwników w czasie meczów ze Śląskiem mogą sobie postawić krzesełko obok bramki i popijając herbatkę obserwować poczynania kolegów z drużyny?

Wrócę tutaj znów do przygotowania fizycznego. Wygląda to tak jakby trener widział, że ci piłkarze nie są gotowi na to, żeby zasuwać tak przez cały sezon. Wniosek jest prosty - albo są na to za słabi, albo są źle przygotowani. Obstawiam tę drugą opcję.

Plany taktyczne musiały zostać zmienione z jeszcze jednego powodu. Odszedł Łabojko zabezpieczający tyły, często w pojedynkę i potrafiący także rozegrać piłkę do przodu. Odszedł też Płacheta, motor napędowy drużyny, który świetnie uzupełniał się ze Stiglecem. W zamian za Łabojkę Lavicka nie dostał od dyrektora Sztylki nikogo, bo przecież jest Pałaszewski, który wygląda nieźle, ale to nie jest poziom Łabojki. Jest też Lewkot, którego do Łabojki obecnie nawet nie ma co porównywać. W miejsce Płachety jest Pawłowski, którego kibice we Wrocławiu nie chcieli, a teraz jest najjaśniejszym punktem tej mizerii, którą Śląsk prezentuje. Z całym jednak szacunkiem do Pawłowskiego, ale do dynamiki, przebojowości Płachety mu daleko.

Te wszystkie czynniki wpływają na to jak gra Śląsk. Może Puerto nie czuje się pewnie nie mając przed sobą Łabojki i obok siebie Golli, może Stiglec gaśnie, bo nie ma przed sobą Płachety? Środek pola też kompletnie się rozpadł. Sobota jest totalnie pod formą, Mączyński jest kontuzjowany, Praszelik zgubił kreatywność. Nie ma zawodnika, który weźmie na siebie odpowiedzialność za prowadzenie gry, a to z kolei skutkuje tym, że Exposito tak nudzi się na szpicy, że sam cofa się do środka pola i próbuje rozgrywać. Problem w tym, że Exposito jest jeden i nie może sam sobie wykładać piłek.

Słyszę głosy, żeby wywalić Lavickę. Zwolnienie teraz Lavicki byłoby strzałem w kolano. Facet nie ma łatwego zadania, a cały czas trafiają pod jego nogi kolejne kłody.

Transfery

Cały czas zastanawiam się, dlaczego dyrektor Sztylka „nie oddał” Laviczce zawodnika na pozycję numer sześć, który byłby chociaż zbliżony poziomem do Łabojki. O ile rozumiem sprowadzenie Pawłowskiego i Bejgera, na którego zresztą bardzo liczę, o tyle kompletnie nie rozumiem transferu Wilusza, a w świetle ostatniego występu Pawelca, Wilusz wydaje mi się wręcz irracjonalny. Jest Tamas, jest Pawelec, jest Celeban, jest Puerto, jest Bejger. Po co tej drużynie kolejny stoper w czasie, kiedy najwyższy priorytet powinno mieć sprowadzenie defensywnego pomocnika?

Kolejna sprawa to koncepcja budowy drużyny. Na początku sezonu mogliśmy słyszeć, że główne cele to wprowadzanie młodzieży i zajęcie wyższego miejsca w tabeli niż w poprzednim sezonie. Jak to wygląda w praktyce? Wprowadzanie młodzieży zmieniło się z wyprowadzanie młodzieży. Najpierw wypchnięto Samca–Talara na wypożyczenie do Widzewa, a teraz do Korony odchodzi Szpakowski, który dość ma czekania na poważną szansę, a którego wszyscy obserwujący jego grę określają jako wielki talent.

Wprowadzanie młodzieży zostało ograniczone do Praszelika, bo tak nakazuje przepis i prób wprowadzania Zylli i Pałaszewskiego, czyli schemat pozostał ten sam co w zeszłym sezonie. Wtedy Praszelikiem był Płacheta, a Zyllą i Pałaszewskim Samiec–Talar i Bergier. Podsumowując, cała ta koncepcja z wprowadzaniem młodzieży tak średnio się klei. Nasuwa się pytanie, czy to przez niechęć trenera Lavicki do młodych piłkarzy, czy przez błędną ocenę umiejętności wrocławskiej młodzieży?

Kto nie idzie do przodu, ten się cofa, a ja mam niestety wrażenie, że Śląsk przespał moment, w którym należało zrobić krok do przodu i teraz widzimy spektakularny krok do tyłu. Ostatnie trzy mecze w wykonaniu wrocławian są na to najlepszym dowodem.  


Partnerem głównym ŚLĄSKnetu jest firma Superbet - sprawdź najnowsze promocje!

ZOBACZ też: #SuperPiłkarz meczu przeciwko Wiśle (WYNIKI)