Łabojko: Było bardzo blisko, abym ponownie dołączył do Śląska

06.04.2025 (11:00) | Jan Pindral

fot.: Paweł Kot

Co po zremisowanym meczu Śląska z Motorem (1:1) powiedział były zawodnik Wojskowych Jakub Łabojko?



 

Po pięciu latach przerwy znów zagrałeś na stadionie we Wrocławiu. Kibiców Motoru i Śląska od ponad 35 lat łączą przyjacielskie relacje. Czy mimo tej kilkuletniej włoskiej przygody wciąż masz sentyment do swojego dawnego klubu?

Oczywiście, że tak. Zawsze z przyjemnością wracam do Wrocławia – czy to prywatnie, czy zawodowo. Ten mecz był dla mnie szczególny, czekałem na niego. Po prawie pięciu latach znów pojawiłem się na tym stadionie i to było naprawdę miłe uczucie. Teraz niestety już po drugiej stronie barykady, więc szkoda, że nie udało się nam wywieźć stąd trzech punktów.

Wynik sportowo chyba nikogo nie krzywdzi, ale jeśli chodzi o emocje, to większe rozczarowanie można chyba dostrzec po stronie Śląska, zważywszy na ich pozycję w tabeli. Wy też czujecie niedosyt?

Myślę, że obie drużyny mogą czuć się lekko rozczarowane. Śląsk chciał wygrać, my też graliśmy o pełną pulę. Dla nas to już pewne utrzymanie więc teraz walczymy o jak najwyższe miejsce w lidze. Patrzymy w górę, a jeden punkt to trochę za mało. Z kolei Śląsk bardzo potrzebuje punktów, żeby się utrzymać, więc dla nich ten remis to też nie jest korzystny wynik.

Jak oceniasz szanse Śląska na utrzymanie się w Ekstraklasie?

Zawodnik: Wydaje mi się, że mają szansę. Ostatnie mecze dają powody do optymizmu. Z sentymentu do tego klubu trzymam kciuki, żeby Śląsk pozostał w Ekstraklasie, bo zdecydowanie na to zasługuje.

Motor już zapewnił sobie utrzymanie i jest, póki co najlepszym z beniaminków. Czy macie jeszcze jakiś konkretny cel na końcówkę sezonu? Puchary to chyba już raczej tylko matematyczne szanse?

Puchary to byłoby za dużo powiedziane, jak na beniaminka. Ale chcemy zakończyć sezon jak najwyżej. Historyczne najwyższe miejsce Motoru to ósma pozycja – celujemy, żeby to poprawić. Jeśli uda nam się skończyć sezon w pierwszej ósemce, to będzie super. Interesują nas miejsca 4–8 i na tym się skupiamy.

Czy żałujesz może pierwszej połowy? Bo w drugiej połowie Motor wyglądał znacznie lepiej – odważniej, bardziej ofensywnie.

Może trochę żałuję tych 10 minut po straconej bramce. Wcześniej to my dominowaliśmy – mieliśmy poprzeczkę, parę sytuacji w polu karnym. Po golu trochę nas przytkało i mieliśmy problem z wyjściem z własnej połowy. Na szczęście Śląsk nie strzelił na 2:0. Szkoda też tej naszej sytuacji pod koniec – mogliśmy zamknąć mecz i wygrać 2:1. Więc tak, czujemy niedosyt, bo trzy punkty były w zasięgu.

A jeśli chodzi o Twoją pozycję w Motorze – ostatnie tygodnie są dla Ciebie udane, grasz regularnie, wygryzłeś z pierwszego składu Sergiego Sampera. Jak się czujesz w klubie?

Czuję się bardzo dobrze. Mamy świetny sztab, głodną sukcesów drużynę, dla wielu to pierwszy sezon w Ekstraklasie. Taka atmosfera bardzo mi odpowiada – mogę pokazać swoje umiejętności. Rywalizacja z Sergim jest zacięta, każdy trening decyduje o tym, kto gra. Na razie to ja jestem w składzie i chciałbym to utrzymać. Ale wiemy, że nic nie jest dane na stałe – walczymy, ale w zdrowy sposób.

Masz jednak przewagę – zdobyłeś gola w tym roku, Samper nie.

Trenerzy nie patrzą tylko na gole. Liczy się realizacja zadań taktycznych, statystyki, praca dla drużyny. Jeśli ktoś spełnia te wymagania, to gra. Pomagają też wyniki – jeśli zespół wygrywa, to trener nie zmienia zwycięskiego składu.

A zaskoczyło Was dziś coś w grze Śląska?

Tak, trochę. Spodziewaliśmy się, że podejdą wysoko pressingiem, jak zrobili to z Lechem Poznań. Tymczasem grali średnim pressingiem, oddali nam piłkę i czekali, aż to my będziemy budować ataki. To było zaskoczenie.

I na koniec – krążyły plotki, że byłeś blisko przejścia do Śląska Wrocław. Możesz coś o tym powiedzieć? Jak blisko to było?

Tak, komentowałem to już kilka razy. Było bardzo blisko. Po jednym z przegranych meczów temat upadł – rada nadzorcza go zablokowała. Klub miał już za wysoki budżet płacowy, zbyt wielu zawodników na kontraktach. Zrozumiałem sytuację. Trener Magiera mówił, że może wrócimy do tematu zimą, ale wtedy już go nie było w klubie. Zimą też coś się jeszcze działo, ale niektórzy zawodnicy, którzy mieli odejść, zostali, więc nie było miejsca w środku pola.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet na kanale WhatsApp. Odwiedź nas także na Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.