Lavicka: Trudno nam cokolwiek powiedzieć po takim meczu

17.08.2020 (06:43) | Krzysztof Banasik
uploads/images/2019/12/KoPa_KorKieSlaWro_27092019_-2_5d8e7ba60a36f_5e0003c116197.jpg

fot.: Paweł Kot

W trakcie spotkania szliśmy do góry i były dobre rzeczy w naszej grze - powiedział trener Vitezslav Lavicka po przegranym meczu w Łodzi. Poniżej pełna treść wypowiedzi szkoleniowca Śląska Wrocław.



 

Vitezslav Lavicka: Gratulacje dla gospodarzy za awans. Obie drużyny walczyły do ostatniego momentu, by go zdobyć, ale udało się ŁKS-owi. Trudno nam cokolwiek powiedzieć po takim meczu i odpadnięciu. Bardzo chcieliśmy przejść dalej, do kolejnej rundy. Początek i końcówka meczu nie były takie, jak powinny w naszym wykonaniu. Byliśmy trochę spóźnieni, ŁKS szybciej i lepiej wszedł w mecz, z tego zrodziła się pierwsza bramka, po rzucie karnym.

W trakcie spotkania szliśmy do góry i były dobre rzeczy w naszej grze. Odwróciliśmy spotkanie, wyrównaliśmy, potem wyszliśmy na prowadzenie 2:1. ŁKS pokazał charakter, wywarł na nas presję i wyrównał kilkanaście sekund przed końcem regulaminowego czasu. Rzuty karne to swego rodzaju loteria, która tym razem skończyła się na korzyść rywala. To dla nas zły początek sezonu, nie udał nam się pierwszy mecz. Teraz szykujemy się na start Ekstraklasy i zrobimy maksa, by przygotować się jak najlepiej na starcie z Piastem.

Czy nie za wcześnie pomyśleliście, że już wygraliście?

Nie było tak, że za szybko uwierzyliśmy w zwycięstwo. Zawsze mamy szacunek do przeciwnika. ŁKS, nawet przegrywając z nami 0:4 pod koniec poprzedniego sezonu, pokazał, że ma jakość w drużynie. Teraz to jednak nowy sezon, nasz skład jest inny i był to inny mecz, pucharowy, nie ligowy.

Mocno przygotowywaliśmy się na to spotkanie, i pod względem taktycznym, i fizycznym. Na ostatnim treningu przed wyjazdem do Łodzi ćwiczyliśmy również rzuty karne. Jest jednak tak, że przy dużym zmęczeniu i przy presji meczowej, te rzuty karne to trochę co innego niż podczas treningu. Więcej szczęścia i jakości pokazali przy ich wykonywaniu gospodarze.

W meczu wystąpili wszyscy nowi piłkarze z pola, jak pan ich ocenia?

Był to pierwszy występ dla nowych zawodników z pola. Za szybko jednak na jakąś dokładną analizę. Sprawdziliśmy dziś wielu nowych piłkarzy i wielu młodzieżowców. Myślę, że ten przepis o dwóch młodzieżowcach w Pucharze Polski jest dobry. Mamy możliwość zrobić pięć zmian, więc można było wypróbować sporą liczbą graczy. Każdy zawodnik walczy o swoje miejsce, niezależnie od wieku.

Jak poważny jest uraz Stigleca?

Dino Stiglec czuł mięsień czworogłowy i dlatego zrobiliśmy zmianę. Mam nadzieję, że nie będzie to nic długotrwałego.

Na ile przygotowania do tego meczu były zakłócone przez przypadek koronawirusa i aferę z imprezą?

Przygotowania były nieco niestandardowe, bo brakowało zawodników, którzy popełnili błąd, wybrali się do lokalu i to było ryzykowne zachowanie, dlatego nie trenowali z całą drużyną i nie mogli nam pomóc. To nasza wewnętrzna sprawa, którą na pewno załatwimy w swoim gronie drużyny.

Przypadek koronawirusa to kłopot, mamy przez to trzech zawodników i trzech trenerów w kwarantannie, jednak mimo to przygotowaliśmy się do tego meczu naprawdę solidnie. Swoją szansę dostali inni zawodnicy, a mimo braku niektórych trenerów daliśmy radę zorganizować treningi i wyjazd na mecz. Choć oczywiste, że to niestandardowe, by działać w takim uszczuplonym gronie.

ZOBACZ też: Kto był Piłkarzem Meczu przeciwko ŁKS-owi?