Lavicka: Zabrakło nam efektywności

07.03.2021 (21:01) | Mateusz Włosek
uploads/images/2020/12/KoPa_ZagleLub_SlaskWroc_11122020_-37_5fd47d59941df_5fee3530bd537.jpg

fot.: Paweł Kot

Trener Vitezslav Lavicka odpowiedział na pytania dziennikarzy po meczu z Legią Warszawa (0:1).



 

Czy Pana zdaniem Erik Exposito powinien więcej czasu spędzać bliżej pola karnego rywala? Czy Śląsk nie powinien odważnie ruszyć do przodu, aby dostarczać mu piłki?

Wiedzieliśmy, że przeciwko nam gra lider ekstraklasy, drużyna posiadająca jakość. Chcieliśmy dzisiaj pokazać trochę naszego grania. Myślę, że Erik wykonał dzisiaj dużo roboty dla drużyny. Były sytuacje, gdy schodził głębiej na naszą połowę, ale tylko dlatego, że graliśmy w niskim lub średnim pressingu. Było potrzebne zawężenie pola, dlatego jak mieliśmy piłkę, Erik występował jako wysunięty napastnik i chcieliśmy wykorzystać szybkie przejście. Sytuacje były, ale dzisiaj Erikowi nie udało się strzelić gola. W takich meczach brakuje nam czegoś takiego. Nasi chłopacy dali dużo od siebie, ale decydowała efektywność.

Bardzo dobrze funkcjonowały defensywy obydwu drużyn. Był to mecz do pierwszej bramki. Straciliśmy gola, ale również byliśmy blisko jego zdobycia. Spóźniliśmy się przy szybkiej kontrze przeciwnika, a Wszołek skrupulatnie to wykorzystał.

Czy Śląskowi nie brakowało w środku pola bardziej kreatywnych piłkarzy?

Tak jak mówiłem, wiedzieliśmy, że Legia szybko operuje piłką w środku boiska. Dlatego zdecydowaliśmy się na takie ustawienie w środku pomocy. Dla mnie ustawienie Scalet, Janasik oraz wyżej ustawiony Pich funkcjonowało bardzo dobrze. Chłopacy wykonali dobrą robotę. Robert Pich miał sytuacje i dobrze współpracował z Erikiem oraz obydwoma skrzydłowymi.

Ciężko oceniać przegrany mecz, ale trzeba docenić naszych zawodników za wykonaną robotę i organizację gry. Jedyną pretensją jest efektywność, której dzisiaj nie było.

Do straconej bramki Śląsk rozgrywał swoje najlepsze spotkanie w tym roku, jednak po golu Wszołka wyglądaliśmy na bezradnych. Czy trener nie uważa, że u piłkarzy może zawodzić sfera mentalna?

Sfera mentalna jest jednym z punktów funkcjonowania każdego zawodnika. Nasi zawodnicy nie rezygnowali po straconej bramce. Była to łatwiejsza sytuacja dla Legii, która jest mocna, ale nasi walczyli do ostatniego momentu. Zrobiliśmy zmiany, weszli zawodnicy z nową energią i do ostatnich sekund walczyliśmy o wyrównanie stanu meczu.

Zaskoczeniem była nowa pozycja Patryka Janasika. Kiedy trenerzy podjęli decyzję o postawieniu na kolejnego po Scalecie nowego piłkarza w środku pola, a nie nominalnych środkowych pomocników, czyli Sobotę, Praszelika, Pałaszewskiego, Lewkota? Czy Janasik wcześniej występował na tej pozycji, czy to koncepcja z ubiegłego tygodnia?

Ta decyzja urodziła się już na początku naszego cyklu przed meczem przeciwko Legii. Mieliśmy pomysł, żeby załatać środek naszej pomocy, gdzie jest potrzebne dużo biegania i „brudnej roboty”. Dzisiaj zawodnicy pokazali, że wiedzą, jak się gra w piłkę. Nie zgadzam się, że brakowało nam w tym spotkaniu większej kreatywności. Scalet i Janasik wykonali dużo pracy, również z piłką. Wcześniej na tej pozycji grali inni zawodnicy, ale teraz nasza sytuacja jest taka, że mamy kilku kontuzjowanych zawodników i tych, którzy wcześniej dostali szansę. Dzisiaj piłkarze pokazali, że jest realna możliwość, aby grać w ten sposób.

Czy posadzenie na ławce Praszelika, który wcześniej wychodził w podstawowym składzie wynikało z taktyki na mecz z Legią, obniżki formy, czy może problemów zdrowotnych? Czy trener nie rozważał, że występ w meczu z poprzednim klubem tego zawodnika mógłby być dla niego dodatkową motywacją?

Mateusz Praszelik to chłopak, który jest młody i uczy się profesjonalnej piłki. Dostawał wcześniej swoje szanse, pokazał się z dobrej strony. Pracujemy wraz z nim nad poprawą pewnych aspektów. Tylko w ten sposób jego kariera będzie się rozwijała. On jest bardzo emocjonalnym zawodnikiem. Wiedzieliśmy, że będzie bardzo zmotywowany, bo do Śląska przyszedł z Legii. Dzisiaj wszedł w końcówce i miał dwie sytuację do strzelenia bramki. Trzeba z nim dużo pracować na boisko. Analizować treningi oraz występy meczowe, aby ta kariera postępowała krok po kroku.

Dla mnie jako trenera najważniejsze jest, aby każdy zawodnik, nawet jeśli nie gra w podstawowym składzie, dał od siebie wszystko, co najlepsze.

Na ile skład personalny na mecz wynikał z chęci zneutralizowania atutów rywala? Czy, gdyby Śląsk grał dzisiaj np. z Cracovią, to wyszlibyśmy taką samą jedenastką?

Najważniejsze jest funkcjonowanie naszego zespołu, ale jasne jest, że analizujemy każdego przeciwnika, z którym gramy. To samo było przeciwko Legii. Wiedzieliśmy, że gramy z liderem i drużyną, która strzela najwięcej bramek. Legia jest mocna indywidualnie i pod względem współpracy w ofensywie. Dlatego chcieliśmy ułożyć nasz skład i styl, żeby wyszło to dobrze. W takich meczach trzeba z tych okazji, których może nie być za dużo, wykrzesać maksimum, jak w meczu z Pogonią. Dzisiaj niestety tak nie było, dlatego trzeba złożyć gratulacje Legii.

To był kolejny mecz wiosną, w którym Waldemar Sobota wszedł z ławki na boisko. Z czego wynika, ze piłkarz, który powinien być liderem zespołu, nie spełnia tych oczekiwań? W czym trenerzy upatrują przyczynę takiej sytuacji?

Waldemar Sobota jest zawodnikiem, który ma dobry charakter i ogromne doświadczenie. Teraz niestety nie idzie mu tak, jakby on tego oczekiwał i jakbyśmy my jako sztab tego oczekiwali. Pracuje w treningu, ale jego praca jest inna od oczekiwanej. To jest normalne, każdy zawodnik w trakcie swojej kariery ma czas, w którym czasami idzie trudniej. Każdy kolejny tydzień Waldka na treningach jest zapełniony pracą oraz tym, aby być bardziej przydatnym dla całej ekipy.

ZOBACZ też: Twierdza zdobyta, Śląsk bez argumentów (RELACJA)