Lech raz do siatki, Śląsk raz w bramkę

21.02.2021 (19:25) | Adam Osiński
uploads/images/2021/2/KoPa__04022021-13a_60329da567fdd.jpg

fot.: Paweł Kot

W meczu drużyn, które w tym roku jeszcze nie wygrały, lepszy Lech. Wrocławianie przegrali 0:1 (0:0) po golu w 58 minucie debiutującego w barwach Kolejorza Arona Johannssona. Śląsk prezentował się nieźle do straty gola, mógł nawet wyjść na prowadzenie po strzale Pawłowskiego, ale kiedy trzeba było gonić wynik, był już bezradny.



 

Obaj trenerzy, będący na początku roku w ogniu krytyki, mieli dodatkowy ból głowy przed tym meczem, bo co kolejkę zmuszeni są wprowadzać roszady na środku obrony. Dariusz Żuraw nie chciał jeszcze skorzystać z Salomona, ale do składu wrócił Rogne i to on wyszedł u boku Milicia. Z kolei Vitezslav Lavicka wpisał do protokołu parę weteranów Celeban–Pawelec, ponieważ urazu doznał Puerto. Miejsce w jedenastce utrzymali Scalet i Cotugno, a stracili Zylla (pauza za kartki) i Exposito. Zyskali zatem Musonda (Zambijczyk na skrzydle, Pich jako dziesiątka) i Piasecki.

Szukający optymalnego zestawienia personalnego trener wrocławian mógł być zadowolony z postawy Śląska w pierwszej połowie. WKS był wybiegany i trzymał Lecha daleko od własnej bramki. Starał się odbierać piłkę wysoko, kilka razy nawet się udało, choć w okolicach pola karnego gospodarzy niemal zawsze brakowało pomysłu na kluczowe podanie, wystawienie piłki do uderzenia. Groźnie było raz – po dograniu Praszelika nieczysto z 16 metrów uderzał Pawłowski i piłka nieznacznie minęła słupek. Po pierwszej połowie WKS nadal w 2021 roku miał tyle celnych strzałów, że można by je policzyć na palcach jednej ręki.

Lech oddał jedno celne uderzenie – za sprawą Sykory – ale piłkę odbił jeszcze Pawelec i Putnocku nie miał z nią problemów. Ponadto z podobnej pozycji co Pawłowski strzelał Puchacz – i z podobnym skutkiem. Blisko trafienia był Johannsson, Amerykanin islandzkiego pochodzenia, ale po dograniu Kamińskiego ze skrzydła przeniósł piłkę wślizgiem nad bramką.

Johannsson gola w debiucie doczekał się po przerwie. W 58 minucie dostał ciasteczko od Sykory i strzałem głową pokonał Putnockiego. Stiglec pozwolił Czechowi na dośrodkowanie, a środkowi obrońcy zgubili krycie.

A chwilę wcześniej to Śląsk mógł wyjść na prowadzenie. Po błędzie Czerwińskiego na bramkę popędził Pawłowski – zrobił wszystko dobrze i soczyście uderzył z ostrego kąta lewą nogą, ale fenomenalnie interweniował na linii van der Hart.

Przez ponad pół godziny WKS nie stworzył już sobie takiej okazji do strzelenia gola, choć po zejściu Picha na boisku byli i Piasecki, i Exposito. Pojawili się na nim nawet Adrian Łyszczarz (Praszelik zszedł prawdopodobnie z urazem) i Waldemar Sobota. Ten ostatni w doliczonym czasie gry dostał w pole karne dwa dobre dośrodkowania, ale w obu przypadkach skiksował.

Lech Poznań – Śląsk Wrocław 1:0 (0:0)

Strzelcy: Johannsson 58’

Lech Poznań: Van der Hart – Czerwiński, Rogne, Milić, Puchacz, Sýkora (85 Kravets), Karlström, Tiba, Kamiński, Ramirez, Johannsson (75 Szymczak)

Śląsk: Putnocky – Cotugno, Celeban, Pawelec, Stiglec, Scalet, Praszelik (79 Łyszczarz), Pich (61 Sobota), Musonda (70 Exposito), Pawłowski (79 Janasik), Piasecki

Żółte kartki: Tiba – Pich, Piasecki, Celeban, Pawelec

Sędziował: Daniel Stefański

ZOBACZ też: Kto był #SuperPiłkarzem meczu? (GŁOSOWANIE)