Lewkot z gatunku uniwersalnych

06.05.2021 (10:00) | Konrad Omieljaniuk
uploads/images/2020/12/20201107PF_MP037_5fa7212f5edae_5fee35bf5902f.jpg

fot.: Mateusz Porzucek

Szymon Lewkot to drugi, po Konradzie Poprawie, zawodnik drużyny rezerw, który pod okiem Jacka Magiery bez kompleksów wchodzi do jedenastki pierwszej drużyny. Wychowanek FC Wrocław Academy od dawna uchodził za jeden z większych wrocławskich talentów, ale jeszcze kilka lat temu nikt nie wyobrażał sobie, że na ekstraklasowe boiska będzie się przebijał jako środkowy obrońca.



 

Historia Lewkota jest ciekawa z dwóch powodów. Po pierwsze - jest lokalna, całe jego piłkarskie CV związane jest z Wrocławiem, a takich historii nam brakuje. Po drugie – jest nieoczywista. Urodzony w 1999 roku zawodnik od małego podbijał wrocławskie boiska jako zawodnik ofensywny. Imponował wyszkoleniem technicznym, cieszył się grą w każdy możliwy sposób, nie stroniąc choćby od rozgrywek playareny, na których dorobił się statusu „król osiedla” w barwach FC Śródmieście Team.   

źródło: playarena.pl

 

By nie marnować talentu tylko na podwórkowe rozgrywki, rozpoczął szkolenie w FC Wrocław Academy, gdzie z powodzeniem reprezentował grupy młodzieżowe od kategorii młodzika do juniora. Jego pozycją na boisku był napastnik lub ofensywny pomocnik. Rozgrywki 2016/17 juniorzy FC Wrocław Academy zakończyli spadkiem z Centralnej Ligi Juniorów. Po sezonie, wyróżniających się piłkarzy z tamtej drużyny przejął Śląsk. Wśród nich był Szymon Lewkot, który co prawda w spadkowym dla swojej drużyny sezonie zdobył tylko jedną bramkę, ale wciąż wykazywał spory potencjał.

źródło: https://www.facebook.com/fcwroclawacademy

 

To sprawiło, że Dariusz Sztylka, ówczesny trener juniorów starszych Śląska, widział go w swoim zespole przed sezonem 2017/18. Lewkot nie stał się z miejsca pierwszym wyborem Sztylki. Obecny dyrektor sportowy Śląsk podkreślał wtedy, że młody wrocławianin wciąż musi nauczyć się pracować dla drużyny i poprawić swoją mentalność. Lewkot szybko to pojął i stając się bardziej świadomym taktycznie zawodnikiem zyskał mocną pozycję w drużynie Śląska, która ostatecznie wygrała swoją grupę CLJ i poległa w półfinale z Cracovią. Lewkot zakończył sezon z sześcioma bramkami na koncie.

Nie było to wystarczające, by przebić się do orbity zainteresowań trenera pierwszej drużyny, a gra w czwartoligowych rezerwach w kolejnym sezonie nie była szczytem marzeń. Młodego zawodnika rezerw Śląska z chęcią przygarnęła jednak, grająca szczebel wyżej, wrocławska Ślęza. Z numerem 9 na żółto-czerwonej koszulce, wypożyczony ze Śląska Lewkot w sezonie 18/19 zdobył na trzecioligowych boiskach 5 goli w 31 meczach, a jego drużyna zajęła na koniec sezonu drugie miejsce. Ten udany epizod sprawił, że w kolejnym sezonie Śląsk II Wrocław, jako beniaminek trzeciej ligi, widział go w swoich szeregach.

Sezon 2019/20 Lewkot rozpoczął więc na trzecioligowych boiskach w barwach drugiej drużyny Śląska. Na inaugurację sezonu zaczął mecz w pierwszym składzie, w drugiej i czwartej kolejce wchodził tylko na końcówki meczu, wobec czego w piątej kolejce zagrał już 90 minut, ale znowu w barwach Ślęzy jako zawodnik wypożyczony. Decyzja o ponownym wypożyczeniu okazała się trafiona, bo Lewkot grał w niemal wszystkich meczach w pełnym wymiarze czasowym i był rozwijany na nowych dla siebie pozycjach. Trener Ślęzy Wrocław Grzegorz Kowalski z pozycji napastnika najpierw cofnął go do środka pola, by ostatecznie w kilku spotkaniach spróbować go również jako środkowego obrońcę.

„Szymon Lewkot przychodził do Ślęzy jako typowy napastnik, ale trener Grzegorz Kowalski dostrzegł w nim potencjał do gry na innych pozycjach i ten potencjał uwolnił. Teraz, gdy powraca do Śląska, wydaje się, że ma wszelkie predyspozycje by odgrywać ważną rolę w zespole.” – pisała oficjalna strona Ślęzy, gdy po raz drugi oddawała tego zawodnika z wypożyczenia.

Czas pokazał, że mieli rację. Po przedwcześnie zakończonym sezonie z powodu pandemii, tak uniwersalny zawodnik wrócił na Oporowską, podpisał nowy kontrakt i przed startem obecnego sezonu został włączony do kadry pierwszej drużyny. Z miejsca stał się integralną częścią drugoligowej ekipy Piotra Jawnego, gdzie jesienią tworzył jeden z lepszych środków pola w lidze wraz z Marcinem Szpakowskim, a wiosną ponownie sprawdzał się na pozycji środkowego obrońcy.

„Gdzie się czuję lepiej? Zdecydowanie wyżej, żeby pomagać kolegom w kreowaniu akcji ofensywnych. Nie oszukujmy się, na "szóstce", jest grana prosta piłka, a wyżej trzeba pokazać już swoją kreatywność. Najlepiej czuję się, jako taka "ósemka" lub "dziesiątka". Byłem również przymierzany na skrzydło, jednak nie jestem wybitnie szybki, więc nie byłbym w stanie się tam odnaleźć.” – mówił nam w przedsezonowym wywiadzie, pytany o swoją preferowaną pozycję na boisku.

Mimo to, na nowej dla siebie pozycji sprawdził się na tyle dobrze, że z usług Lewkota jako środkowego obrońcy w ostatnim meczu postanowił skorzystać trener Magiera i się nie zawiódł. Po piątkowym meczu z Zagłębiem Lubin wrocławianin zebrał dobre recenzje i wydaje się, że jest zawodnikiem skrojonym pod profil środkowego obrońcy w pomyśle trenera Magiery. Trenera, który wobec problemów kadrowych po raz kolejny sięgnął po chłopaka z rezerw, a ten potwierdził, że nie zawsze trzeba szukać daleko, bo we wrocławskiej młodzieży tkwi duży potencjał.

ZOBACZ też: Kartka z kalendarza