LKE: Estonia podbita. Śląsk zwycięża z Paide! (RELACJA)

08.07.2021 (22:08) | Mateusz Włosek
uploads/images/2021/7/aaaaa_60e772f77e5ac.jpg

fot.: Paweł Kot

Misja została wykonana. Tak można powiedzieć o pierwszym meczu eliminacyjnym Ligi Konferencji Paide Linnameeskond 1:2 Śląsk Wrocław (0:0). Chociaż w przebiegu tej misji trakcie zdarzyły się pewne zawirowania w postaci samobójczego gola, to wrocławianie po bramkach Piaseckiego i Tamasa z estońskiej Parnawy wracają w dobrych humorach i z jedną bramką zaliczki.
 



 

Mecz w estońskiej Parnawie wrocławianie rozpoczęli w prawie optymalnym ustawieniu. Przewidywania przedmeczowe sprawdziły się prawie co do wszystkich zawodników. Jedyną niespodziankę widzieliśmy na szpicy, gdzie kontuzjowanego Exposito zastąpił Bergier, a nie jak powszechnie sądzono, Piasecki. 
W składzie naszego rywala pojawił się świeży nabytek transferowy z przeszłością w angielskim Liverpoolu, czyli Klavan, a ponadto nazwiska, o których już wcześniej wspominaliśmy w zapowiedziach - Ojamaa czy chociażby najlepszy strzelec Anier.

Paide - Śląsk. Brak konkretów w grze wrocławian
Znakomicie mógł się rozpocząć ten mecz dla Śląska. Szybka akcja środkiem przeniosiona do prawej strony, później zagranie w pole karne Janasika, ale zabrakło wykończenia. Gorąco było pod bramką Aksalu od pierwszych minut tego spotkania. Widoczne było gołym okiem, kto chce prowadzić grę i być spokojnym przed rewanżem za tydzień.

Gracze Paide jednak wcale nie mieli zamiaru podłożyć się przeciwnikowi i próbowali częściej utrzymać się przy piłce oraz przenosić ją na połowę graczy w białych koszulkach. Dogodnych sytuacji z tego nie oglądaliśmy, ale istniały pewne obawy przed tym, żeby nie dać Estończykom zbyt dużego luzu. Brakowało w poczynaniach zielono-biało-czerwonych więcej konkretów w postaci niebezpiecznych akcji, czy to za sprawą szybszego rozegrania czy celniejszych zagrań.

W 38. minucie w końcu nadarzyła się okazja do objęcia prowadzenia, a konkretnie miał ją na nodze Sobota, który jednak przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem Paide. Wydawało się, że gdyby spróbował uderzenia po ziemi, futbolówka zatrzepotałaby w siatce. Doświadczony pomocnik uderzył jednak na idealnej dla bramkarza wysokości, czym ułatwił mu interwencję. Dobitka z dalszej odległości została natomiast zablokowana przez jednego z obrońców. Jeszcze w doliczonym czasie pierwszej części gry estończycy mieli swoją szansę, ale strzał Aniera został zablokowany.

Szaleństwo drugiej połowy
Pięć minut po przerwie Bergier ruszył ambitnie między obrońców i upadł w polu karnym pod ich naciskiem, ale tylko tak się wydawało. Młody napastnik próbował bowiem naśladować Raheema Sterlinga z wczorajszego meczu Anglia - Dania, ale zrobił to na tyle nieudolnie, że otrzymał żółtą kartkę za teatralne padolino. A szkoda, bo była to przednia szansa na stworzenie zagrożenia. Okazja do rehabilitacji pojawiła się chwilę później, ale wrocławianin nie potrafił opanować piłki i niestety została ona wybita. 

Przesądni mówią, że do trzech razy sztuka. Niestety, nie w przypadku Bergiera. W 57. minucie zszedł on na do środka z lewego skrzydła i oddał podkręcony strzał w kierunku długiego rogu bramki, ale piłka minimalnie minęła się z celem. W efekcie na ostatnie pół godziny w miejsce Bergiera pojawił się Piasecki.
Paide próbowało odpowiadać, ale ambitne plany Estończyków kończyły się przeważnie na obrońcach Śląska. Gdy już wydawało się, że to jest właśnie ta akcja, strzał Praszelika znakomicie obronił Aksalu. Trzeba przyznać, że była to bardzo dobrze skonstruowana akcja, a zaczął ją właśnie swoim przechwytem były zawodnik Legii.

Piasecki jokerem w talii
Co nie udawało się wcześniej, spełniło się w 67. minucie, a killerem okazał się wprowadzony niedawno Piasecki. Asystował mu aktywny w ostatnich minutach Praszelik. Wystarczyło dobre podanie w pole karne i płaskie wykończenie w sam róg bramki. 

Serca wrocławian zadrżały, gdy rzekome zagranie ręką Golli w polu karnym reklamowali gospodarze, ale skończyło się tylko na strachu. Nerwowo było chwilę później w szeregach defensywy Śląska, a wszystko co najgorsze spełniło się po dośrodkowaniu Yusifa i pechowym zagraniu wspomnianego wcześniej Golli, który w 78. minucie skierował piłkę do własnej bramki.

Szybko mógł odrobić stratę wymieniany któryś już raz dzisiaj Praszelik, ale mając przed sobą hektary pola, chybił i z pewnej egzekucji na bramkarzu gospodarzy wyszły nici. Groźnie postraszył także Tur na 5 minut przed końcem spotkania, piłka jednak minimalnie minęła bramkę. Znakomicie napędził akcję podaniem w pole karne do Piaseckiego Tamas, ale napastnik wrocławian fatalnie się z nią zabrał, przeszkadzając sobie w próbie finalizacji akcji.

Mark Tamas bohaterem 
Węgierski stoper okazał się kluczowym elementem układanki w 89. minucie. Co się wtedy stało? Znakomicie rozegrany rzut rożny i cyrkiel w nodze Mączyńskiego, który dograł piłkę wprost na głowę Tamasa, a ten nie mógł już się pomylić. Na taką akcję czekaliśmy całe spotkanie.

Co można powiedzieć o przebiegu tego meczu? Była kontrola gry, pozytywne aspekty w postaci dobrego przejścia z fazy defensywnej do ofensywnej, no i przede wszystkim gol więcej od przeciwnika. Pomimo kłopotów z koncentracją w końcówce, przed rewanżem we Wrocławiu to Śląsk jest w lepszej sytuacji. Powrót do przedbiegów europejskich rozgrywek całościowo może nas wszystkich napawać optymizmem.

Paide Linnameeskond 1:2 Śląsk Wrocław (0:0)
Golla 78' (sam.) - Piasecki 67', Tamas 89'

Paide: Aksalu - Ojamaa, Konda, Klavan (71' Drame), Saliste - Mool, Yusif, Frolov - Tur (90' Piht), Luts (90' Owusu-Sekyere), Anier

Śląsk: Szromnik - Lewkot, Golla, Tamas - Janasik, Mączyński, Praszelik (86' Makowski), Stiglec (86' Garcia) - Sobota, Pich, Bergier (60' Piasecki)

Żółte kartki: Anier, Yusif - Bergier
Sędziował: Aszot Ghaltachczjan (Armenia)
Stadion: Pärnu Rannastaadion


 

ZOBACZ też: Statystyki nie kłamią: Paide Linnameeskond