Magiera: Rozdaliśmy prezenty
01.09.2024 (23:13) | Adam Mokrzyckifot.: Rafał Sawicki
Trener Śląska Wrocław Jacek Magiera zabrał głos na pomeczowej konferencji prasowej po porażce swojego zespołu z Pogonią Szczecin 3:5 (2:3).
Jacek Magiera: Oglądaliśmy mecz, w którym padło osiem goli. Pewnie ci, którzy siedzieli przed telewizorem, powiedzą, że to było widowisko, na które się fajnie patrzyło, gdzie było sytuacji, strzałów, goli. Zacznę od gratulacji dla Pogoni, która zasłużenie wygrała, strzeliła pięć goli. Natomiast my popełniliśmy zbyt dużo błędów, aby myśleć o dobrym rezultacie. Dużo prezentów, które Pogoń skwapliwie wykorzystała, mając piłkarską jakość, jeśli chodzi o ofensywę, później była akcja za akcję. Druga połowy od początku 46. minuty była taka, gdzie potrafiliśmy wrócić do meczu, mieliśmy swoją okazję, której nie wykorzystaliśmy. Gol na 2:4 spowodował, że jeszcze odważniej poszliśmy, żeby gonić wynik, były jeszcze większe przestrzenie na boisku. Strzeliliśmy gola, natomiast to było za mało, bo za chwilę straciliśmy kolejnego. Pierwszy raz się zdarzyło, odkąd pracuję w Śląsku, że w jednym meczu tracimy pięć goli. Na pewno to nie był ten zespół, który pamiętamy, jeżeli chodzi o grę defensywną. Z tego, co wiem i widzę, trzeba wrócić do podstaw. Będziemy teraz się męczyć 15 dni, bo gdybyśmy następny mecz mieli za trzy dni, byłoby inaczej, a tak przerwa na reprezentację na pewno nie jest dla nas w tym momencie korzystna. Jeszcze raz gratulacje dla Pogoni.
Żelazna defensywa była waszą dużą siłą w poprzednim sezonie, natomiast to był kolejny mecz w tej kampanii, kiedy szybko tracicie gola. Według pana, z czego to wynika? Jak pan widzi ten aspekt, który powtarza się w kolejnym spotkaniu?
Wykluczam taki aspekt, że przeciwnik jest lepiej nastawiony niż my, bo tak nie można do tego podchodzić – cały czas ma być energia, gotowa postawa do podjęcia rywalizacji, wyniku, trzeba wywierać większą presję na obrońców, zawodników w środkowej strefie boiska. To nie jest tak, że za defensywę odpowiadają bramkarz i obrońcy, tylko cały zespół i na pewno tutaj nam to chluby nie przynosi. Prezenty rozdaliśmy. Ostrzegawczym punktem był pierwszy nieuznany gol, sądziłem, że obudzimy się po tym, natomiast pierwsze 20 minut w ogóle nie było takie, jak chcieliśmy grać. Pogoń to wykorzystała i strzeliła dwa gole. Potem doprowadziliśmy do wyrównania, po można powiedzieć bardzo rzetelnej grze po stałych fragmentach gry, wygraniu pojedynków główkowych, natomiast daliśmy prezent przy strzale na 3:2. Na pewno nie przystoi nam, mając tak rosłych zawodników w linii obronnej, aby to tylu strzeleckich sytuacji dochodziła drużyna, która na pewno pod kątem wzrostu była na straconej pozycji.
Czym była podyktowana zmiana w przerwie Aleksandra Paluszka na Simeona Petrowa?
Akurat zmiana taktyczna. Simeon ma inne atuty niż „Paluch”, są to bardzo podobni zawodnicy pod kątem wzrostu, gry w powietrzu, natomiast też wiedzieliśmy, że świeży zawodnik na tej pozycji, niegrający w ostatnim spotkaniu, będzie, być może lepiej wprowadzał piłkę, a tego też potrzebowaliśmy, aby skupił na sobie uwagę i mógł wprowadzić piłkę na połowę przeciwnika. To było spowodowane zmianą Alka Paluszka.
W niedzielę Śląsk strzelił pierwsze gole na wyjeździe w tym sezonie w lidze. Nie boi się pan, że WKS jednowymiarowy, jeśli chodzi o ofensywę? Czy w tym momencie wachlarz ofensywny nie jest zbyt ubogi i jest coś do poprawy?
Oczywiście, jest dużo do poprawy i wiemy o tym. Też doskonale wiemy, że nasi skrzydłowi pod względem grania w ostatniej strefie boiska mogą lepiej się prezentować. Od Nahuela, Buraka Ince, Ortiza wymagamy wykończenia akcji. Burak miał znakomitą okazję, aby strzelić na 3:3. Zabrakło milimetrów, aby dobrze przyjął piłkę, ale to są te detale, które decydują, czy się strzela gola, czy też nie. Pogoń wykorzystała nasze błędy, Śląsk nie wykorzystał błędów Pogoni. Mamy rosłą drużynę, to, że mamy zawodników dobrze grających głową – świetnie, cieszę się bardzo. Natomiast potrzebujemy strzałów z dystansu, wykańczania akcji z pola karnego. Na pewno plusem, że Sebastian strzelił po rzucie rożnym pierwszego gola dla Śląska, a potem zabrakło kilkunastu dobrych zagrań do tego, aby wpisać się na listę strzelców po raz kolejny.
Uważa pan, że Musiolikowi było potrzebne trafienie, aby się odblokować?
Myślę, że nie muszę na tyle rozwijać odpowiedzi. Tak, było mu to potrzebne.
Z czego wynika słabsza dyspozycja Nahuela?
Widzimy to wszyscy, nie tylko ja, dziennikarze, myślę, że sam zawodnik też to czuje. On ma być odpowiedzialny za ten zespół. Jest to piłkarz o określonej marce, który przyzwyczaił nas do wysokiej jakości. Jest jednym z graczy, którzy powinni grać lepiej i dawać więcej zespołowi. Ten czas, który będziemy mieli do następnego spotkania, jest bardzo ważny dla Nahuela, który potrafi grać na dużo wyższym poziomie, wygrywać więcej pojedynków. W tamtym sezonie przyzwyczaił nas do tego, że praktycznie nie tracił piłki, obecnie często przegrywa, a to jest klucz na tej pozycji, właściwie gdziekolwiek pojedynek jest podstawą.
Oczekiwał pan więcej po Tudorze Baluty w spotkaniu z Pogonią?
Tak, na pewno źle wszedł w to spotkanie. Od razu po jego wejściu na boisko, straciliśmy gola, co nie wpłynęło pozytywnie na postawę zespołu. Poprzez zrobieniu tych dwóch zmian, oczekiwaliśmy innego impulsu, wyszło w drugą stronę. Oczywiście drużyna dalej walczyła, aby odrobić straty. Wejście Filipa Rejczyka na pewno pozwoliło ustabilizować naszą dyspozycją w środkowej strefie boiska, dać jeszcze kolejny impuls, na pewno w tym spotkaniu była to dobra zmiana. Jak widzimy, jest nad czym pracować, trzeba wrócić do podstaw, bo pokazaliśmy za dużo błędów, grając z bardzo dobrym zespołem, który to wykorzystał i zasłużenie wygrał. Nie był to łatwy mecz do sędziowania, bo co chwilę coś się działo, ale myślę, że Paweł Raczkowski stanął na wysokości zadania.
W jakim stopniu jest pan zadowolony z tego występu Buraka Ince? Jak toczy się jego rywalizacja z Ortizem i co zdecydowało o tym, że Turek wybiegł od pierwszej minuty?
Zdecydowała dyspozycja na treningach, które mieliśmy od ostatniego meczu z Legią. Burak wyglądał bardzo dobrze, dlatego jako sztab zdecydowaliśmy się na to, aby on zagrał od początku. Jest to młody zawodnik, który dostał powołanie do młodzieżowej reprezentacji Turcji. Rywalizacja trwa cały czas, czekamy też na powrót Piotra Samca-Talara, który jest kontuzjowany i być może będzie się z nami przygotowywał do meczu ze Stalą Mielec, czas pokaże. Natomiast musi być rywalizacja. Ortiz dopiero poznaje polską ekstraklasę, jeszcze dwa miesiące temu był zawodnikiem w lidze hiszpańskiej, gdzie są zupełnie inne oczekiwania i gra. W polskiej ekstraklasie jest dużo fizyczności, kontaktu i on się tego jeszcze uczy. Jest wprowadzany i poznaje rywali. Kto zagra w następnym spotkaniu? Jest za wcześnie, aby cokolwiek o tym powiedzieć. Na reprezentację wyjeżdża siedmiu lub dziewięciu zawodników, którzy są w naszej kadrze na ten sezon, więc będziemy trenować w ograniczonej liczbie i czekamy na ich powrót.
Jak ocenia pan bocznych obrońców w tym spotkaniu?
Z tego, co zaobserwowaliśmy, to większość meczu akcje toczyły się po naszej prawej stronie boiska. W pierwszej połowie na pewno mało był widoczny Tommy Guercio, który przez pierwsze 30 minut był nieobecny na boisku w kontekście gry pojedynku. Będziemy szukać odpowiedzi, dlaczego tak się stało. Podczas początku meczu nie było energii, która była w tym chłopaku. Obaj boczni obrońcy się starali. Było widać, że byli skoncentrowani na defensywie, ale mieli też zadania ofensywne. Tommy Guercio w ostateczności został zmieniony w drugiej części gry na Jehora Macenko. Uważam, że był już taki moment, gdzie miał duże problemy z tym, aby utrzymać równowagę na boisku w grze defensywnej i przegrywał pojedynki, dlatego wszedł Macenko, który dał trochę więcej w ofensywie, ale obrońców będzie głównie rozliczać za granie w obronie.
Jaka jest sytuacja Tomasza Loski i dlaczego w kolejnym spotkaniu nie było go w kadrze meczowej?
Cały czas ma drobny uraz, ale nawet, jakby był zdrowy, to stawiamy na Rafała Leszczyńskiego. Ma wrócić i wyleczyć się, wtedy będzie rywalizował na razie o miejsce numer dwa z Hubertem Śliczniakiem, który w tej chwili jeździ za Tomka na mecze.
Jak pan ocenia Adama Basse?
Jest to inwestycja klubu. Bardzo wysoki zawodnik mierzący 197 centymetrów z rocznika 2007. Jest też ze sportowej rodziny, więc posiada dobre geny. Trenował z nami trzy razy, ale wcześniej nie trenował w Nowym Jorku z różnych proceduralnych rzeczy. Zostanie z pierwszym zespołem do końca następnego tygodnia i dalej zobaczymy, czy będzie trenował z pierwszym zespołem, czy zostanie przesunięty do rezerw. Jest to inwestycja na za dwa, trzy lata, ale daj mu, Boże, żeby mógł jak najszybciej zadebiutować, przekonał do siebie, ale na razie koncentrujemy się na tych zawodników, których do tej pory mieliśmy w kadrze.