Magiera: Ten okres może zdekoncentrować

02.12.2021 (14:00) | Karol Bugajski
uploads/images/2021/9/magiera_614db33da61ee.png

fot.: Paweł Kot

Trener Śląska Wrocław Jacek Magiera odpowiedział na pytania dziennikarzy przed meczem 17. kolejki ekstraklasy z Górnikiem Zabrze. Początek spotkania na stadionie czternastokrotnego mistrza Polski zaplanowano na piątek o godzinie 20:30 - nasze relacje będziecie mogli śledzić TUTAJ.



 

Jacek Magiera: Na jednym z treningów Matus Putnocky dostał w rękę, natomiast wszystko jest już w porządku i normalnie trenuje. Nie wiem, czy rotuję ostatnio w bramce. Zależy jak na to spojrzymy. Z trzydziestu meczów za naszej kadencji, w 25-26 zagrał Michał Szromnik. Putnocky wystąpił w pięciu spotkaniach, więc nie widzę aż tak wielkiej rotacji. Każdy z tych zawodników ma być gotowy. Bramkarz to newralgiczna pozycja, ale tak naprawdę każda pozycja jest ważna. Staramy się patrzeć szeroko. Michał i Matus mają swoje atuty.

Czasem trzeba zmiany w bramce, żeby drużyna inaczej funkcjonowała w obronie. Dysponujemy dwoma świetnymi bramkarzami. Matus jest zawodnikiem doświadczonym, rozegrał mnóstwo meczów w PKO ekstraklasie. Michał dostał bardzo duży kredyt zaufania i cały czas go ma. Nie doszukiwałbym się niczego złego. Gotowość to coś, co w sporcie musi występować. Często takie sytuacje można wykorzystać jako lekcję, by stać się jeszcze lepszym bramkarzem. Decyzja co do obsady bramki została już podjęta, ale nie chcę jej komunikować. Ułatwiłoby to analizę gry naszej drużyny przez przeciwnika. Zawodnicy dostaną tę informację wcześniej.

Cały czas oczekuję od zawodnika skupienia i koncentracji. Jeśli będzie inaczej, to straci na tym zawodnik i zespół. Czy Michał stracił bluzę numer jeden? Powinniśmy wrócić o kilka miesięcy wstecz i zobaczyć jak zareagował Matus Putnocky, który był niepodważalnym numerem jeden, a stracił miejsce w składzie. Być może inni ludzie daliby mu szansę po tym jak wrócił po kontuzji, biorąc pod uwagę jego doświadczenie i obycie w bramce. My tego nie zrobiliśmy, bo widzieliśmy i widzimy dalej potencjał Michała Szromnika. To zawodnik, który ma bardzo duże możliwości i wciąż ma bardzo duże rezerwy. Nad tym należy pracować i my chcemy nad tym pracować. To jest kluczem do rozwoju.
Nie zmierzam w kierunku tego, że mamy bardzo wiele roszad w linii defensywnej. Jeśli prześledzimy ile meczów zagrał Szromnik, Golla oraz Lewkot i Bejger, to zobaczymy, że tak naprawdę tylko lewa strona obrony jest miejscem, gdzie tych zmian było więcej. Kontuzja Tamasa zmusiła nas do poszukiwania rozwiązań w postaci Stigleca i Verdaski, który na początku sezon nie był przygotowany, a dziś to zupełnie inny piłkarz. Sprawdziliśmy również rozwiązanie z Bejgerem w tym miejscu, ostatnio z Gollą, by dać szansę Poprawie w środku. To jedyna pozycja defensywna, która wymagała częstszych roszad. Jeżeli tu będziemy ustabilizowani to oczywiście łatwiej będzie grać. Trzeba brać pod uwagę to, że każdy walczy o miejsce i na treningach na to pracuje.

Gra obronna to nie tylko trzech stoperów i bramkarz. Defensywa zaczyna się od trzech ofensywnych napastników - jeżeli nasza "dziewiątka" nie zamknie defensywnego pomocnika rywala, mamy problemy. Chcemy grać wyższym pressingiem, podejmować wiele pojedynków, ponieważ przygotowujemy się do czegoś więcej niż gra tylko na poziomie Ekstraklasy. Ile to potrwa? Zobaczymy. Jeśli nie będziemy indywidualnie potrafić grać 1 na 1 w Ekstraklasie, to nie mamy czego szukać w Europie. Chcemy grać w en sposób, to klucz do robienia przewagi. W naszej lidze często pojedynki decydują, czy w danym meczu traci się gole, czy nie. My straciliśmy ich sporo, ale nie najwięcej w lidze, a jak spojrzymy w wyniki to zobaczymy, że w dwóch meczach zostaliśmy rozjechani, a większość spotkań jest na styku. Chcemy grać ofensywnie. Pracujemy i będziemy pracować nad pojedynkami - każdy trening to odpowiedzialność, przygotowanie. Ostatnio graliśmy w dziesięciu, co jest zupełnie innym meczem niż po jedenastu. Widać było, jak wyglądała gra pressingiem - myślę, że mało kto w Ekstraklasie zdecydowałby się grać w ten sposób. To się powiodło, zdobyliśmy trzy punkty. Pewnie nikt by nie miał pretensji, gdyby padł remis, bo to zawsze punkt. My na to jednak tak nie patrzymy, wyłącznie myślenie o zwycięstwie i styl gry pozwoli temu klubowi i tym zawodnikom wejść na wyższy poziom.

Na dziś Stiglec wygrywa rywalizację o miejsce w składzie. Ostatni mecz to jego dwie asysty, wcześniej w Krakowie również. Patrząc na Dino odnoszę wrażenie, że po szoku, jaki doznał na początku sezonu - gdy musiał usiąść na ławce i pewne rzeczy trudno mu było zaakceptować - skupił się na sobie. Na pracy, na koncentracji na swoich zadaniach. Jego procent wykonywanych zadań i skuteczności działań jest na bardzo wysokim poziomie. I to widać. Czuję się pewnie, gra, a ja chciałbym, by taka rywalizacja jak Stiglec - Garcia była zawsze i na każdej pozycji. To rozwija.

Nie skreślamy Victora, ale rzeczywiście po meczu z Legią zanotował obniżkę formy. Być może z powodu przerwy wynikającej z kontuzji, wypadnięciem z rytmu treningowego, meczowego. Potem trudno mu było wejść na tę pozycję. Na pewno ma znaczenie to, ze pierwszy raz znajduje się w takich warunkach jak w Polsce, trening w śniegu, potrzeba na to czasu. Nie został sprowadzony po to, by siedział na ławce, tylko rywalizował o miejsce na boisku. Jestem zadowolony z jego postawy zadowolony, może poza kilkoma fragmentami meczów, kiedy mógł grać lepiej. Na pewno to zawodnik, który złapał bardzo dobry kontakt z drużyną, jeżeli chodzi o wejście w zespół, zaangażowanie w trening, komunikację, mowę ciała. Te wszystkie "miękkie" elementy, które również są istotne. Ma pracować i być cierpliwy, tak jak Dino był cierpliwy i wykorzystać szansę, gdy ją dostanie. Na dziś Stiglec wygrywa tę rywalizację.

Każdy sprowadzony zawodnik powinien dawać drużynie jak najwięcej, powinien wywalczyć sobie miejsce w składzie - na tym polegają transfery. Nie zawsze tak jest, nie tylko w Śląsku, bo w innych klubach również. Niektóre transfery od razu się "spłacają", na inne trzeba poczekać, a innych jeszcze się nie doczekamy. Nie możemy patrzeć, że zawodnicy zostali sprowadzeni i muszą grać, bo przyszli. To zabiłoby rywalizację w drużynie. Mówimy o tych, którzy przyszli przed sezonem, ale nikt tutaj nie zapyta, dlaczego nie ma Marcela Zylli na ławce, a jest ktoś inny. Każdy jest ważny, czasami potrzebny jest czas, cierpliwość i jako trener oczywiście chciałbym mieć komfort, gdzie sprowadzony zawodnik jest taki, że będzie od razu grał.

Jednak tak się nie dzieje, w zasadzie w żadnym klubie tak nie jest. Trzeba pracować. Powodem tego są różne sytuacje - inny charakter ligi, z której do nas przyszli. Liga hiszpańska jest techniczna, dużo tam kombinacyjnej gry, a w ekstraklasie zacznijmy od pojedynku. Nie potrafisz wygrać pojedynku, utrzymać się przy piłce, wówczas twoje walory giną. Nie masz kontaktu z piłką, szybko ją tracisz i tego też trzeba się nauczyć, tego trzeba od siebie wymagać, żeby próbować czego innego. Jeśli nie zaczniemy od podstaw, to mogą być problemy. Z każdym piłkarzem pracujemy indywidualnie i grupowo, dlatego też na każdego liczymy, bo to co powiedziałem - to, że został sprowadzony, nie gwarantuje mu miejsca w składzie, bo to byłoby nie fair wobec innych. Zawodnicy muszą mieć przekonanie, że tylko boisko decyduje.

Oczywiście chcemy wygrywać każdy mecz. Kiedyś na odprawie powiedziałem, że Śląsk od 30 meczów - jeszcze także za trenera Lavicki - nie wygrał dwoma golami. Wygrywał na styku - 1:0, 2:1, my wygraliśmy 1:0 z Jagiellonią, 4:3 z Podbeskidziem czy 3:2 z Wartą Poznań. Nie było momentu, żeby siąść na ławce i spojrzeć "luźniejszym" okiem na to, co się dzieje, choć oczywiście cały czas analitycznym spojrzeniem. W końcu to zrobiliśmy, wygraliśmy 3:1 z Wisłą Płock, 5:0 w Krakowie. Cały czas pracujemy nad tym, wiemy, że jeśli nie będzie serii, to nic nie osiągniemy w ekstraklasie i to są fakty. Można sobie mówić, ale bez zwycięstw nie ma awansu w tabeli.

Mówiąc, że Lukas Podolski to jeden z wielu albo jedyny zawodnik Górnika, znacznie byśmy to uprościli, a byłoby to nieeleganckie z mojej strony, gdybym tak powiedział. My przeprowadzamy kompleksową analizę rywala, jest odprawa drużynowa, jak gra atak, jak obrona, jak Górnik buduje akcje, jak finalizuje, a później mamy odprawy formacyjne, czyli jak zachowują się obrońcy, pomocnicy i napastnicy. Na końcu analizujemy indywidualną grę poszczególnych piłkarzy. Każdy z zawodników jadących na mecz dostaje od naszego trenera Pawła Kozuba informacje o indywidualnych atutach rywali i możliwościach wykorzystania ich słabszych stron.

To jest kompleksowe przygotowanie, ale nie zapominajmy tego, co najważniejsze - w jaki sposób Śląsk będzie przygotowany, jeśli chodzi o swoją grę. Wiemy, jakie sukcesy osiągał Podolski, bo to nie trzeba być wielkim znawcą piłki, żeby wiedzieć, że te sukcesy osiągał i to ogromne. Wiemy, że na początku się adaptował do wielu rzeczy w ekstraklasie, a ostatnie mecze ma bardzo dobre. Nie można zapominać o innych, którzy tam grają. Spodziewamy się meczu dobrego, szybkiego, na dużej intensywności. Takiego, gdzie trybuny będą starały się ponieść Górnika, zwłaszcza po ostatnim zwycięstwie z Legią. Najważniejsze są jednak nasze fundamenty, nasze skupienie, to podstawa, by myśleć o korzystnym wyniku, a za taki uznamy zwycięstwo w Zabrzu.

Z trenerem Urbanem mamy kontakt i to bardzo serdeczny. Bardzo go cenię jako szkoleniowca, a jeszcze bardziej jako człowieka, z którym miałem przyjemność pracować przez pięć lat. Za czasów pierwszej kadencji w Legii, kiedy jako 45-latek przyszedł do klubu, nawiązaliśmy relacje, które są do dzisiaj. To jest świetny człowiek, bardzo dobry trener, jedna z tych, osób, od których się najwięcej nauczyłem na boisku. Jego spojrzenie i podejście, trafne wskazywanie tego, na co należy zwracać uwagę. To super facet, któremu życzę jak najlepiej, ale będziemy chcieli wygrać. Każde święta czy urodziny - moje czy jego - to telefon i nie tylko dlatego, że wypada, ale to dłuższa rozmowa, nie tylko na tematy piłkarskie. Mógłbym powiedzieć, że się zaprzyjaźniliśmy, ale dzisiaj nasze drogi są inne, jesteśmy pierwszymi trenerami dwóch zespołów z ekstraklasy i tak bliskich relacji jak dawniej, kiedy pracowaliśmy razem, nie ma. Oby więcej takich osób w polskiej piłce jak Jan Urban.

Na dzisiaj myślę o meczu z Zabrzem. To, co się wydarzy potem - trudno powiedzieć. W poniedziałek spadł śnieg, zagrożony był trening, łopaty poszły w ruch i przygotowaliśmy boisko, gdzie można było trenować. Można było patrzeć, jak śnieg topnieje i czekać tydzień, ale trzeba było działać. Dzisiaj działamy pod kątem Zabrza, potem będziemy zastanawiać się, co z meczem z Wartą. Tym bardziej, że do meczu z Wartą mamy dwanaście dni przerwy, to pierwszy raz, kiedy w Śląsku spotykamy się z takim mikrocyklem.

Oczywiście liczymy na gotowość zawodników, żeby osiągać sukcesy, muszą być spełnione kryteria gotowości, rozumienia chwili, samodyscypliny i poświęcenia. Wchodzimy w okres świąteczny i wiem, że ten czas potrafi zdekoncentrować zawodników - rozleniwić choinką, prezentami, akcjami marketingowymi, podpisywaniem kalendarzy i innych rzeczy, a każdy już myślami jest na urlopie. Ci najwięksi potrafią się skupić, kiedy potrzeba wykonać swoją pracę, to najważniejsze. Treningi nie będą takie, jak w lecie przy 25 stopniach, czasami przekazywane informacje umykają, jest inna komunikacja, wszystko jest inne. Liczy się mecz i dbanie o siebie. Dziewięć, siedem, sześć, pięć, cztery, trzy, dwa, jeden - tyle punktów możemy zdobyć w ostatnich trzech meczach. Chcemy ich zdobyć jak najwięcej, zaczynamy w Zabrzu, gdzie walczymy o zwycięstwo. Nie jest to buńczuczna zapowiedź, tylko zawsze Śląsk gra o zwycięstwo.

Patryk Janasik już dwa dni trenował z nami. Marka Tamasa i Javiera Hyjka nie będzie, a reszta na tę chwilę jest do grania.

ZOBACZ też: Kto posędziuje w Zabrzu?