Michniewicz: Kontrolowaliśmy ten mecz

07.03.2021 (19:55) | Kacper Rudzik
uploads/images/2020/10/legia-slask-fot-mateusz-kostrzewa-fot-legiacom-5_1603307887_7887_5f908c6a97bf7.jpg

fot.: Mateusz Kostrzewa/Legia.com

Zapis wypowiedzi trenera Legii Warszawa, Czesława Michniewicza, na konferencji po meczu ze Śląskiem Wrocław.



 

Czesław Michniewicz: Cieszę się bardzo, że wygraliśmy to spotkanie. Przyjeżdżając tu do Wrocławia wiedzieliśmy, że to trudny teren dla każdej drużyny, która tu przyjeżdża. Tydzień temu poległa tutaj Pogoń. Mieliśmy swoje problemy kadrowe, ale udało się je zatuszować. Zmodyfikowaliśmy ustawienie i mogliśmy pokazać swoje atuty, których w dzisiejszym meczu na pewno nam nie brakowało. Myślę, że mecz był pod naszą kontrolą. Były fragmenty, gdzie Śląsk miał swoje okazje w okolicach naszej bramki, ale jakiejś stuprocentowej sytuacji sobie nie przypominam. Może poza tą, gdzie Artur Boruc interweniował po strzale głową. Z mojej perspektywy wydawało się, że kontrolowaliśmy ten mecz, utrzymywaliśmy długo piłkę w grze, graliśmy po naszemu, budowaliśmy akcje w sposób w jaki chcieliśmy. Brakowało tej ostatniej decyzji, żeby oddać we właściwym momencie strzał, bo wcześniej zanim padła bramka, to takie momenty były. Na szczęście dla nas Paweł Wszołek znalazł się w idealnej sytuacji po podaniu Bartłomieja Kapustki. Uderzył tak, jakbyśmy chcieli, żeby zawsze uderzał, dołem po dalszym słupku od ręki bramkarza. Padła bramka i wszyscy ucieszyliśmy się z tego ogromnie, bo wiedzieliśmy, że już mamy czego bronić, ale również myśląc o tym, ze musimy dalej atakować. Jedna bramka w zapasie wprowadza trochę spokoju i to było widać w naszej grze. Był taki fragment meczu, gdzie długo utrzymywaliśmy się przy piłce, rozgrywaliśmy tą piłkę tak jak chcieliśmy, ale niestety w końcówce troszeczkę za bardzo się cofnęliśmy i Śląsk optycznie przeważał. Sytuacji z tego nie było, ale jeszcze był rzut rożny i było nerwowo. Także gratulacje dla naszych zawodników za dobre spotkanie, za wygranie bardzo trudnego spotkania.

Jak Pan ocenia występ Szymona Włodarczyka, czy od początku Pan zakładał, ze będzie on trwał 50 minut?

Oceniam pozytywnie ten występ, wiem na co mogę liczyć. Szymon jest bardzo młodym, dobrym zawodnikiem. Występował w drużynach młodzieżowych, dużo o nim wcześniej słyszałem. Pamiętam go jeszcze jako młodego chłopca w Gdyni. Jego tato grał w Bałtyku Gdynia, on grał w klubach juniorskich, strzelał dużo bramek. Pamiętam, zawsze mówiłem, by się nie garbił, to będzie wyższy na boisku. I cieszę się, że mogłem dać mu szansę dzisiaj, uważam że na tą szansę zapracował. Były kontuzje, był koronawirus, dzisiaj już trenuje normalnie, nie był przygotowany na to, aby grać więcej niż 50-55 minut, tak mi się wydawało. Już przed meczem mu powiedziałem, że zmiana może nastąpić w przerwie, albo tuż po przerwie, aby dać jeszcze szansę Tomasowi dobrze się rozgrzać po przerwie, żeby mógł skorzystać jeszcze z pomocy masażystów. Jak oceniam? Bardzo obiecująco, może nie strzelił bramki, nie miał zbyt wielu okazji, aby tą bramkę strzelić, ale spędził minuty. Charakterystyczne, że jak schodził, to był zadowolony, że mógł tyle minut zagrać w swojej ukochanej drużynie.

Jak znacząca Pana zdaniem dla gry Legii była nieobecność Luquinhasa?

Wynik pokazuje, że udało się wygrać bez niego. Luquinhas jest bardzo ważnym zawodnikiem, tak jak Andre Martins. Cieszę się, że Andre był tu we Wrocławiu na meczu, przyjechał z rodziną, aby dopingować na żywo. To też pokazuje jego podejście do naszej drużyny, to było bardzo miłe dla niego i dla nas. Przyszedł po meczu do szatni, pogratulował. Cieszy mnie bardzo, że mamy już za sobą, że w przyszłym meczu będzie jeszcze większy wachlarz możliwości co chodzi o wybór składu.

Czy ma Pan pretensje do drużyny o momenty, kiedy oddawała inicjatywę Śląskowi?

Nie mam żadnych pretensji, w każdym meczu przeciwnik też potrafi grać w piłkę, gramy na jednym poziomie i też może mieć lepsze momenty. Ważne, aby w tych gorszych momentach nie stracić głowy i nie popełniać prostych błędów, nie ułatwiać przeciwnikowi pracy. Bo kilka razy się to nam w ostatnim czasie zdarzało, że z łatwych sytuacji prezentowaliśmy bramki, chociażby ostatnio w Pucharze, gdzie sprezentowaliśmy bramkę i później odpadliśmy.

Brak Artura Jędrzejczyka i gra na zero z tyłu - czy to oznacza, że powinien się szykować na rolę rezerwowego?

Nie, absolutnie w ten sposób nie myślimy. Artur jest naszym kapitanem, jest bardzo ważnym zawodnikiem. Bardzo chciał jechać z nami, wczoraj zapadła decyzja po treningu, ze nie będzie w stanie grać od początku. Nie było sensu go ciągnąć na wycieczkę, aby siedział na ławce. Zajęli się nim nasi fizjoterapeuci i mam nadzieje, że szybko wróci.

ZOBACZ też: Twierdza zdobyta, Śląsk bez argumentów (RELACJA)