Napastnik rozczarowany po rundzie jesiennej? Zainteresowanie nim wykazuje ligowy rywal
18.12.2025 (20:30) | Marcin Sapuńfot.: Paweł Kot
Choć Damian Warchoł zaczął sezon jako podstawowa dziewiątka Śląska Wrocław, po aklimatyzacji Przemysława Banaszaka wylądował na ławce rezerwowych. Pomimo tego 30-latek kończy rundę jesienną jako drugi najlepszy strzelec Trójkolorowych, choć po jednym z meczów nie krył rozczarowania liczbą otrzymywanych minut. Czy w trakcie zimowego okienka zawodnika przejmie ligowy rywal, który wykazuje nim zainteresowanie?
Latem Śląsk został zmuszony do głębokich zmian w składzie, a jedną z pozycji, która musiała zostać uzupełniona, był środkowy napastnik. Po spadku z Ekstraklasy rozwiązano umowy z Jakubem Świerczokiem i Sebastianem Musiolikiem, po zakończeniu wypożyczenia do swojego klubu wrócił Hernik Udahl, a Assad Al Hamlawi wymuszając zagraniczny transfer, uciekł z obozu przygotowawczego. We Wrocławiu długo rozmyślano, jak załatać dziurę z przodu i postawiono wszystkimi możliwymi środkami ściągnąć do klubu dwójkę snajperów, którzy w poprzednim sezonie byli gwarantem dużej liczby goli. Takim duetem był Damian Warchoł oraz Przemysław Banaszak. Pierwszy do Śląska został ściągnięty 30-latek i to on przepracował z drużyną cały okres przygotowawczy. Dopiero w połowie lipca do swojego kolegi dołączył Banaszak, za którego Wojskowi musieli zapłacić.
Początkowo podstawowym napastnikiem WKS-u był Warchoł i był to naturalny wybór, biorąc pod uwagę, że do drużyny przyszedł jeszcze w czerwcu. W spotkaniach z Wieczystą Kraków oraz Stalą Rzeszów to właśnie on zagrał od pierwszej minuty. Sytuacja zmieniła się w sierpniu, gdy przeciwko Ruchowi Chorzów na boisku zobaczyliśmy nie 30-latka, a Przemysława Banaszaka, który ustrzelił wówczas dublet. Zgodnie ze słowami Ante Simundzy, będzie grał ten, który strzela, w kolejnych meczach częściej oglądaliśmy już 28-latka.
Przemysław Banaszak został podstawowym graczem na ligę, a Damian Warchoł na Puchar Polski. Pomimo że w rundzie jesiennej rozegrał mniej minut od swojego konkurenta w ataku, zdobył tylko o jedną bramkę mniej niż Banaszak:
Przemysław Banaszak - 1327 minut i 8 goli
Damian Warchoł - 806 minut i 7 goli
Rola zmiennika w I lidze niekoniecznie pasuje Warchołowi, który po przegranej z Rakowem Częstochowa wypowiedział się przed kamerami TVP Sport na temat swojej sytuacji:
Jestem ambitnym piłkarzem i nie ukrywam, że przychodząc do Śląska, liczyłem na więcej minut. Miałem w końcu bardzo dobry sezon w Górniku Łęczna. Jednak nie narzekam, szanuję decyzję trenera.
TRENER STOI PRZY SWOIM STANOWISKU - NIEWIELKIE SZANSE NA GRĘ DWÓJKĄ NAPASTNIKÓW
Po przyjściu duetu z Górnika Łęczna duża część kibiców oraz obserwatorów myślało, że Śląsk po transferach przejdzie na ustawienie z dwójką napastników. Tak też się jednak nie stało, choć temat ten był często wałkowany na konferencjach prasowych. Ante Simundza w tej sprawie jest nieugięty. Jaki padał najczęściej argument? Brak kreatywnych pomocników i inne profile obu zawodników oraz zadania, które mają w trakcie meczu. Dlatego też grać od początku może tylko jeden z nich i w większości przypadków był to Przemysław Banaszak.
🗣️ "Trudno jest rozpocząć mecz z dwoma napastnikami. (...) Jeśli chcemy grać jednocześnie Przemysławem Banaszakiem i Damianem Warchołem, potrzebujemy pomocników i skrzydłowych, którzy będą dostarczać im piłki" ~ Ante Simundza na konferencji po #ŚLĄSTA pic.twitter.com/RIpAF0YfH0
— Śląsknet (@Slasknet) 8 grudnia 2025
Swoimi spostrzeżeniami podzielił się również Rafał Grodzicki (szef skautingu), który był ostatnio gościem na kanale "Gramy w piłkę".
Banaszak to napastnik, który uwielbia wolną przestrzeń przed sobą, a Warchoł do lis pola karnego, ale jesteśmy faworytami w większości meczów, musimy pracować mocno w ofensywie, defensywie i fazach przejściowych. Damian nie jest zawodnikiem, który może zagrać jako drugi napastnik, który również nie pracuje w defensywie. Banaszak jest wykorzystywany dość często do ścigania się z obrońcami i w naszej opinii przy takiej intensywności potrzebujemy zmienników.
LIGOWY RYWAL PRZEJMIE PIŁKARZA ŚLĄSKA?
Niezadowolenie Warchoła ze swojej sytuacji w zespole może wykorzystać inna drużyna z I ligi. Według informacji Kamila Bętkowskiego napastnik Wojskowych znalazł się na radarze Odry Opole, która szuka właśnie nowej dziewiątki. Nasuwa się jednak pytanie, czy wrocławianie będą w ogóle zainteresowani jakąkolwiek ofertą za swojego gracza? Gdyby 30-latek miał odejść, Śląsk musiałby na cito sprowadzić innego zawodnika a tę pozycję, bo w przeciwnym razie zostałby tylko z jednym napastnikiem, a nie trzeba tego tłumaczyć, że byłoby to nieodpowiedzialne. Wciąż też nie wiadomo, jak będą wyglądały finanse klubu. Przed przedłużający się proces prywatyzacji, w kasie WKS-u nie ma funduszy m.in. na zimowy obóz przygotowawczy, o czym pisaliśmy TUTAJ.