Nieprawdopodobne zwycięstwo Śląska! (RELACJA)

01.08.2021 (19:35) | Jakub Luberda
uploads/images/2020/12/KoPa_SlaWroCra_02102020_-15_5f77a8cac41b6_5fee34c460416.jpg

fot.: Paweł Kot

Terminarz Śląska na początku sezonu jest niezwykle napięty. W ciągu tygodnie byliśmy świadkami dwóch spotkań z Araratem i ligowej inauguracji z Wartą. Trener Jacek Magiera stara się jednak reagować oraz regularnie rotować składem wrocławian. Nie inaczej było w starciu z Cracovią. Jedenastka desygnowana do gry przy Kałuży zdecydowanie zaskoczyła, a w Krakowie byliśmy świadkami niebywałego widowiska!



 

Przed meczem z Krakowem spodziewaliśmy się pewnych roszad, lecz trzeba uczciwie powiedzieć, że chyba nikt nie był w stanie wytypować składu, jaki wyszedł na boisko. Matus Putnocky zastąpił Michała Szromnika w bramce, z przodu mogliśmy oglądać duet napastników Quintana-Piasecki, w środku pola kolejną szansę dostał Schwarz, a na prawym wahadle mogliśmy oglądać Bartłomieja Pawłowskiego. Ważnym wydarzeniem było również ustawienie Szymona Lewkota, który w końcu opuścił środek obrony i mógł zaprezentować swoje możliwości na nominalnej pozycji.

Udany początek

Pierwsze minuty spotkania stały pod znakiem wymiany ciosów. Oba zespoły były bardzo zdeterminowane i atakowały raz za razem. W 14 minucie blisko swojego debiutanckiego trafienia był Caye Quintana. Hiszpan uderzył z dystansu, lecz jego strzał został świetnie sparowany na rzut rożny. Stały fragment gry przyniósł jednak Śląskowi rzut karny. Po dośrodkowaniu Matej Rodin wyskoczył wysoko do główki, lecz nie trafił w piłkę, a ta obiła jego rękę. Do jedenastki podszedł Robert Pich i pewnie pokonał Lukasa Hrosso.

Cracovia od razu rzuciła się do ataku. W 21 minucie po niezłym dośrodkowaniu z lewej strony do główki doszedł Filip Balaj. Jego uderzenie leciało prosto w prawy dolny róg bramki, lecz Putnocky doskonale wybronił uderzenie Słowaka. Zaledwie minutę później w niezwykle dobrej sytuacji znalazł się Marcos Alvarez, lecz fatalnie przestrzelił. Podopieczni Michała Probierza zaciekle szukali wyrównania, a Śląsk miał problemy z wyjściem z własnej połowy.

Odzyskać kontrolę

Z upływem kolejnych minut wrocławianie zaczęli częściej dochodzić do głosu. Zawodnicy WKS-u próbowali stosować wyższy pressing, dzięki czemu krakowianie nie mogli swobodnie rozgrywać piłki. Przełożyło się to na kilka strzałów z dystansu, lecz żaden z nich nie sprawił większych kłopotów Lukasowi Hrosso. W środku pola bardzo dobrze wyglądał Lewkot, który ze spokojem dyrygował drugą linią Śląska. O ile wrocławianie nieźle prezentowali się z piłką przy nodze, o tyle ich gra w defensywie pozostawiała nieco do życzenia. Brakowało aktywnego i agresywnego odbioru szczególnie w okolicy koła środkowego.

Napór Cracovii zelżał, a Śląsk przejmował kontrolę nad meczem. W 38 minucie mogło skończyć się to nawet golem. Najpierw wrocławianie cierpliwie prowadzili oblężenie bramki strzeżonej przez Hrosso. Wysoko ustawieni wahadłowi zmusili głębokie wycofanie się w pole karne przeciwnika. Piłka powędrowała na prawą stronę do Pawłowskiego, który groźnie dośrodkował. Futbolówka została wybita przez defensorów Cracovii, lecz przed polem karnym zgarnęli ją wrocławianie i szybko przemieścili w okolice bramki. Przy futbolówce znalazł się Fabian Piasecki, sprytnie minął jednego rywala i uderzył obok dalszego słupka. Jego strzał niestety minimalnie minął obramowanie bramki.

Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić, lecz na szczęście dla Śląska tym razem się nie zemściły. Do uderzenia z 11 metra doszedł Balaj, posłał piłkę mocno w kierunku bliższego słupka, ale kolejny raz na wysokości zadania stanął Putnocky. Przez pierwsze 45 minut gra Słowaka zdecydowanie mogła się podobać. Tuż przed gwizdkiem, który kończył połowę spotkania, na stadionie przy Kałuży zebrały się gęste chmury i zaczął padać rzęsisty deszcz. Spowodowało to zaostrzenie gry i kilka nierozważnych wślizgów z obu stron. Na szczęście na przerwę oba zespoły schodziły w komplecie - bez żadnego kontuzjowanego zawodnika. 

Kłopoty w drugiej odsłonie

Druga połowa spotkania rozpoczęła się od dominacji Cracovii. Wrocławianie wyglądali, jakby kilku z nich zapomniało wyjść na boisko, przez co krakowianie dochodzili do kolejnych sytuacji strzeleckich. Błędy zdarzały się nawet w elemencie, który przez pierwsze 45 minut był mocną stroną Śląska. Wyprowadzenie piłki szwankowało, a po jednej z pomyłek Dino Stigleca i jego stracie na własnej połowie do strzału doszedł Pelle van Amersfoort. Uderzenie dobrze sparował na rzut rożny jednak Putnocky. 

Problemy swojej drużyny dostrzegł również Jacek Magiera i już w 60 minucie byliśmy świadkami podwójnej zmiany. Obraz gry odmienić miał Erik Exposito i Victor Garcia, a murawę opuścił Quintana oraz Stiglec. Hiszpańskiemu duetowi przeszkodził jednak… Petr Schwarz. W 66 minucie Czech bezmyślnie zaatakował od tyłu van Amersfoorta, za co otrzymał drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę. Dla Cracovii była to woda na młyn, gdyż to właśnie podopieczni Michała Probierza od dobrych 20 minut całkowicie dominowali w spotkaniu.

Co się odwlecze to… się uciecze

Grający w przewadze gospodarze zepchnęli Śląsk do głębokiej defensywy. Drużyna Jacka Magiery broniła się na własnej połowie, próbując od czasu do czasu wyprowadzić kontrę. Taka taktyka mogła przynieść nawet pozytywny skutek, lecz wrocławianom za każdym razem brakowało dobrej decyzji w fazie finalizacji akcji. Krakowianie atakowali coraz bardziej zaciekle. Liczne stałe fragmenty siały ferment w polu karnym Śląska, lecz na szczęście dla podopiecznych Jacka Magiery rywale nie potrafili dojść do klarownej okazji. 

Minuty upływały, a Cracovia dalej nie potrafiła znaleźć drogi do bramki Putnockiego. Świetny tercet środkowych obrońców pod wodzą Wojciecha Golli doskonale radził sobie z rywalami. Sfrustrowani gospodarze do ataków angażowali coraz więcej zawodników, przez co w obronie powstawały dziury. W 88 minucie wrocławianie idealnie to wykorzystali. Rafał Makowski perfekcyjnym, prostopadłym podaniem obsłużył Exposito, który mimo bardzo słabego do tej pory występu zdołał trafić do siatki. 

Krakowianie jednak się nie załamali. Zaledwie dwie minuty później van Amersfoort cudownie wykorzystał podanie Hanci i uderzył precyzyjnie zza pola karnego. Gra toczyła się w obie strony. Krótko po golu dla Cracovii w doskonałej sytuacji znalazł się Pawłowski. Niestety, wahadłowy Śląska fatalnie przestrzelił i nie wykorzystał stuprocentowej szansy. Emocje sięgały zenitu - w ostatniej minucie przy rzucie rożnym w polu karnym wrocławian pojawił się nawet golkiper drużyny Michała Probierza. Hrosso wywrócił się w szesnastce Putnockiego, piłka znalazła się już prawie na połowie Cracovii, a zawodnicy Śląska faulowali krakowskiego bramkarza. Arbiter ruszył do wozu VAR, aby rozpatrzeć potencjalnego karnego dla gospodarzy. Ostatecznie sędzia zdecydował, że jedenastki nie będzie, lecz czerwoną kartką został ukarany Mark Tamas! Powtórki pokazały, że najpierw Hrosso faulował Mączyńskiego, dlatego o rzucie karnym nie było mowy. Później jednak Tamas niesportowo trzymał na ziemii bramkarza Cracovii, za co został odesłany do szatni.

Krótko po tym zdarzeniu sędzia zakończył spotkanie. Niezwykle emocjonująca i nerwowa końcówka, głupie błędy indywidualne, a ostatecznie radość po nieprawdopodobnym zwycięstwie stały się faktem. Śląsk z Krakowa wraca z trzema punktami!

Cracovia 1:2(0:1) Śląsk Wrocław

Van Amersfoort 90' – Pich 16' k., Exposito 88'

Cracovia: Hrosso – Rapa, Rodin, Jugas, Rocha (46 Ogorzały), Loshaj (79 Rivaldinho), Zaucha (72 Rasmussen), Alvarez (46 Hanca), Van Amersfoort, Siplak, Balaj, Trener: Michał Probierz
Śląsk Wrocław: Putnocky – Stiglec (60 Garcia), Golla, Tamas, Bejger, Pawłowski, Lewkot (89 Mączyński), Schwarz, Pich, Quintana (60 Exposito), Piasecki (70 Makowski), Trener: Jacek Magiera

 

ZOBACZ też: Kto był #SuperPiłkarzem meczu? (GŁOSOWANIE)