Obraz żałości: Legia - Śląsk 1:0 (RELACJA)

07.03.2022 (20:54) | Jakub Luberda
uploads/images/2022/3/274694435_480317350368811_2259069314891534691_n_62265e1382faf.jpg

fot.: Marcin Folmer

Po długo wyczekiwanym czystym koncie podopiecznym trenera Jacka Magiery do wejścia na odpowiednie tory brakowało równie wyczekiwanego zwycięstwa. Wyjazdowe spotkanie z Legią zapowiadało się na niezwykle trudne starcie i takim rzeczywiście było - Śląsk w Warszawie nie oddał nawet celnego strzału…



 

Pierwszą niespodzianką w poniedziałkowy wieczór był skład, jaki desygnował do gry trener Magiera. Szkoleniowiec wrocławian już w derbach z Zagłębiem zdecydował się na zmianę systemu gry, lecz przed starciem w Warszawie nie było wiadomo, w jakim ustawieniu zagra Śląsk. Czwórka z tyłu musiała zdać egzamin, bo zawodnicy WKS-u ponownie wybiegli w nowej-starej formacji. Zaskoczeniem była również absencja dwóch piłkarzy, bez których do niedawna trudno było wyobrazić sobie 11-tkę wrocławian - w kadrze wrocławian zabrakło miejsca dla Szymona Lewkota i Łukasza Bejgera.

DOKTORZE, PACJENT MA NUDNOŚCI

Pierwsze minuty pojedynku w Warszawie zdecydowanie nie należały do ciekawych. Legia momentami próbowała podejść wyższym pressingiem, lecz robiła to na tyle niezdecydowanie, że Śląsk spokojnie utrzymywał się przy piłce. Problemem wrocławian było natomiast to, że niespecjalnie potrafili przemieścić się w pobliże bramki gospodarzy. Jak mawia klasyk “spokojnie, zaraz się rozkręci”. Niestety, nie rozkręcało się…

Do 30 minuty kibice zgromadzeni na stadionie przy ulicy Łazienkowskiej nie oglądali nawet strzału celnego. Posiadanie piłki rozkładało się mniej więcej po równo, a ciężar gry skupiał się głównie w środku pola. Słowo “ciężar” jest w tym przypadku słowem klucz - oba zespoły wyraźnie męczyły się grając w ten poniedziałkowy wieczór. W Warszawie spotkały się dwie drużyny, co by nie mówić, walczące o utrzymanie, co zdecydowanie znajdowało swoje odzwierciedlenie na murawie.

BODYGUARD ZAWODOWIEC

Gdy już wydawało się, że do końca pierwszych 45 minut nie wydarzy się absolutnie nic, w wybornej sytuacji znalazł się Tomas Pekhart. Napastnik gospodarzy znalazł się z piłką w polu karnym, a jego odległość od bramki Śląska wynosiła zaledwie kilka metrów. Czech uderzył bardzo mocno w kierunku bocznej siatki, lecz fantastyczną interwencją popisał się Michał Szromnik. Golkiper wrocławian instynktownie wyciągnął się na linii i strącił futbolówkę na poprzeczkę. Parada klasy światowej!

Uderzenie Pekharta okazało się pierwszym i jednocześnie ostatnim strzałem celnym w pierwszej połowie. W przerwie meczu Paweł Wszołek stwierdził, iż wiedział, że będzie to mecz walki, ale obiecał lepszą drugą część spotkania. Z perspektywy Waldemara Soboty starcie nie wyglądało jak jakiś koncert, ale “zagraliśmy kilka składnych akcji”. Niestety, doświadczony pomocnik musiał szybko wracać do szatni, więc nie dowiedzieliśmy się, o które akcje chodziło…

NOWE ROZDANIE…

Drugie 45 minut rozpoczęło się nieco ciekawiej niż poprzednia część meczu. Wiodącą postacią w ofensywie WKS-u okazał się Wojciech Golla, który w 52 minucie popisał się fenomenalnym dryblingiem. Środkowy obrońca znalazł się na prawym skrzydle, gdzie minął dwóch zawodników i groźnie dośrodkował lewą nogą. Brzmi to dość surrealistycznie, ale jego koledzy postarali się zostać bliżej meczowej rzeczywistości - w momencie podania znajdowali się na spalonym i cała akcja spaliła na panewce. 

Śląsk zaczął jednak delikatnie się rozkręcać. Gościł pod bramką Legii częściej, a ataki wrocławian wyglądały konkretniej. Podopieczni trenera Magiery mieli nawet kilka rzutów rożnych, lecz nie potrafili stworzyć po nich większego zagrożenia. Wrocławianie zaczęli grać agresywniej w odbiorze i zaczęli naciskać na rywala znacznie wyżej. Wysoki pressing przełożył się na optyczną kontrolę meczu, ale konkretów w polu karnym Legionistów dalej brakowało.

…KARTY TE SAME

Śląsk w ostatnich meczach gra według pewnego schematu. Zaczyna się od tego, że daje uwierzyć kibicom, że coś w końcu ruszyło, wizualnie kontroluje spotkanie, a później traci gola. W Warszawie ten scenariusz został odroczony o bezbarwne 45 minut, ale w drugiej połowie wszystko wróciło do “normy”. W 69 minucie Paweł Wszołek wbiegł za linię defensywy Śląska, gdzie miał całe hektary wolnego miejsca. Kąt próbował skrócić Szromnik, lecz doświadczony pomocnik świetnie wykorzystał wyjście bramkarza i przelobował go, wyprowadzając Legię na prowadzenie.

Po stracie gola Śląsk stracił również jakiekolwiek piłkarskie argumenty. Chaotyczne zmiany wprowadziły duże zamieszanie na murawie, a jedynym pomysłem na grę w wykonaniu wrocławian była przysłowiowa “laga”. Lagą próbowali grać wszyscy - Jastrzembski do Szromnika, Szromnik do Jastrzembskiego, Golla do kogokolwiek, a ktokolwiek do Golli. Nie było w tym ani ładu, ani składu, a Śląsk do końca spotkania stworzył absolutnie żadnej okazji na wyrównanie. Podopieczni trenera Magiery przegrali w bardzo mizernym stylu, a o meczu w Warszawie wszyscy chcielibyśmy chyba jak najszybciej zapomnieć.

Legia Warszawa 1:0 (0:0) Śląsk Wrocław

69’ Wszołek

Legia Warszawa: Miszta – M. Johansson, Wieteska, Nawrocki, Mladenović – Wszołek, Slisz, Çelhaka (62' Muci), Rosołek (62' R.Lopes) – Josue – Pekhart (77' Sokołowski)

Śląsk Wrocław: Szromnik – Janasik, Verdasca, Golla, Stiglec – Mączyński (80' Piasecki), Olsen (75' Łyszczarz) – Pich (78' Quintana), Sobota (75' Schwarz), Zylla (75' Jastrzembski) – Expósito.

Żółte kartki: Celhaka, Nawrocki

Sędziował: Tomasz Musiał

 

ZOBACZ też: LIVE: Jacek Magiera i Aleksandar Vuković po meczu Legia - Śląsk