Pechowy remis po zVARiowanym meczu (RELACJA)

08.08.2021 (23:10) | Konrad Omieljaniuk
uploads/images/2021/8/obraz_2021-08-08_212956_611030b8d0428.png

fot.: Mateusz Porzucek

Po szybkim, pełnym zwrotów akcji spotkaniu, Śląsk Wrocław zremisował z Lechią Gdańsk 1:1. Remis boli, bo Śląsk bramkę stracił w 95 minucie spotkania, wcześniej prezentując przyzwoity, ofensywny futbol.



 

Dzisiejszy mecz miał nas przybliżyć do odpowiedzi na pytanie, czy Śląsk Wrocław ma kadrę gotową do gry na wysokiej intensywności co trzy dni. Pierwszy garnitur w zeszły czwartek pokazał się z dobrej strony, wygrywający z Hapoelem 2:1. Ze składu z tamtego spotkania dziś od pierwszej minuty ujrzeliśmy tylko Mączyńskiego oraz Makowskiego. Pozostała dziewiątka zawodników desygnowanych do gry z Lechią to ludzie, którzy w czwartek byli rezerwowymi.

 

Wobec tylu zmian można było mieć wątpliwości, czy Śląsk będzie w stanie narzucić Lechistom swój styl gry i przejąć kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami. Największy znak zapytania stanowiła trójka defensorów Poprawa-Verdasca-Bejger, która jeszcze nie miała okazji grać ze sobą w tym zestawieniu. Dodatkowo dla Poprawy były to pierwsze minuty w tym sezonie, zaś Verdasca wychodził na boisko po raz drugi po niezbyt udanym debiucie w meczu pierwszej kolejki z Wartą Poznań.

Pudło z karnego

Już w 4 minucie zrobiło się nerwowo pod bramką Szromnika. Podanie w pole karne łatwo minęło linię obrony i trafiło pod nogi Ceesaya, sytuację rozpaczliwym wślizgiem starał się ratować Verdasca i wydawało się, że zrobił to dobrze, czysto powstrzymując rywala. Kilkanaście sekund później sędzia Przybył z Kluczborka postanowił sprawdzić tę sytuację przez VAR i wskazał na „wapno”. Słusznie. Do piłki podszedł Łukasz Zwoliński i fatalnie się pomylił, przenosząc futbolówkę wysoko nad bramką.

Śląsk odpowiedział szybkim atakiem w 9 minucie, po którym na dobrą pozycję wyszedł Piasecki, lecz oddał zbyt słaby strzał, by zaskoczyć Alomerovica. Napastnik Śląska spróbował ponownie 3 minut póżniej, tym razem uderzając głową po dobrym dośrodkowaniu Stigleca, lecz tym razem piłka po jego strzale poszybowała nad bramką.

Wiele emocji

Pierwszy kwadrans upłynął wśród wielu emocji, obie drużyny próbowały atakować i byliśmy świadkami wyrównanego meczu, z lekkim wskazaniem na gości. W 15 minucie niepewność Poprawy w wyprowadzeniu piłki chciał wykorzystać Durmus, który przejął futbolówkę i oddał niecelny strzał z 20 metrów. Groźnie mogło być w 17 minucie, gdy świetnym przeglądem pola popisał się Rafał Makowski, który zagraniem z pierwszej piłki wypuścił w uliczkę Quintanę. Szarżującego Hiszpana świetnym wślizgiem powstrzymał jednak Mario Maloca i akcja nie zakończyła się nawet strzałem.

Groźniej atakowali zawodnicy z Gdańska. W 25 minucie rzut wolny z prawej strony wykonywał Gajos, piłka po jego centrze trafiła na nogę Zwolińskiego, jego strzał z woleja z najwyższym trudem obronił Szromnik. Dwie minuty później przypomniał o sobie Praszelik, który przeprowadził efektowną akcję w środku pola, znalazł prostopadłym podaniem Quintanę, Hiszpan starał się zagrać Mateuszowi podanie zwrotne, ale wcześniej za bardzo wygonił się pod linię końcową i nie zagrał celnie. Z drugiej strony Lechia znowu zakończyła atak dobrym strzałem dwie minuty później. Łatwo na prawej stronie dał się ograć Pawłowski następnie piłka trafiła do Durmusa, który idealnie dorzucił w pole karne na głowę Zwolińskiego. Temu po raz trzeci nie udało się trafić do bramki w dogodnej sytuacji, znów obronną ręką wyszedł Szromnik.

Niewykorzystane okazje...

Stare jak świat piłkarskie porzekadło o niewykorzystanych sytuacjach ziściło się w 34 minucie. Mateusz Praszelik urwał się prawym skrzydłem, dograł w tempo do Fabiana Piaseckiego, któremu zabrakło centymetrów, by przeciąć to podanie. Wobec tego piłka powędrowała w kierunku zamykającego akcję Dino Stigleca, który dopadł do niej i pewnym strzałem otworzył wynik tego spotkania. 1:0!

Lechia ciągle próbowała się wstrzelić, ale Śląsk miał w bramce Szromnika. W 41 minucie bramkarz Śląsk złapał w ręce strzał głową Malocy z pięciu metrów. Wrocławianie byli bliscy zdobycia drugiej bramki na koniec tej dynamicznej, pierwszej połowy. Mączyński zagrał do Quintany, który świetnym przyjęciem zabrał się z piłką w kierunku bramki i uderzając w kierunku dalszego słupka minimalnie się pomylił. Do szatni Śląsk schodził z prowadzeniem 1:0, w czym duża zasługa Michała Szromnika i nieskuteczności rywali.

Dobre wejście

W drugą połowę dużo lepiej weszli podopieczni Magiery. W 50 minucie Piasecki dobrze dostrzegł na prawej stronie niepilnowanego Pawłowskiego, który będąc w polu karnym spróbował zejść do środka i uderzyć lewą nogą, lecz został zablokowany. Nie minęła minuta, a Piasecki ponownie odnalazł podaniem Pawłowskiego w polu karnym, wahadłowy Śląska tym razem zdecydował się na coś pomiędzy strzałem a dośrodkowaniem – nie przyniosło to dobrych efektów. Śląsk nie przestawał być aktywny w ofensywie. W 55 minucie bardzo dobrze długie podanie wziął na siebie Piasecki, zgrał piłkę do Praszelika, który natychmiastowo zagrał do Quintany. Hiszpan świetnym prostopadłym podaniem obsłużył Piaseckiego, który wbiegł w pole karne, uprzedził Kopacza i został przez niego sfaulowany. Sędzia wskazał na „jedenastkę”, piłkę do strzału już ustawiał sam poszkodowany, ale arbiter został „wezwany” do VARu i zmienił swoją decyzję.

Bliski bramki w tym meczu był również aktywny Quintana. W 61 minucie kolejne dobre podanie posłał mu Makowski, ale tym razem strzał Hiszpana z linii pola karnego obronił Alomerovic. Goście odpowiedzieli niecelnym strzałem Durmusa w 63 minucie. Minutę później trenerzy obu zespołów zdecydowali się na potrójne zmiany. W Śląsku pożegnaliśmy Makowskiego, Piaseckiego i Quintanę. W ich miejsce weszli: Lewkot, Exposito i Pich. To był impuls dla gości, bo już w 65 minucie przeprowadzili świetną, koronkową akcję, po której 1 na 1 ze Szromnikiem wyszedł wpuszczony chwilę wcześniej Sezonienko. Górą ponownie bramkarz Śląska! Następnie strzału z 25 metrów po zespołowej akcji spróbował Praszelik, ale nieznacznie się pomylił. Na następne 10 minut ten dynamiczny i otwarty mecz nieco nam się uspokoił.

Przestrzeń do kontrataków

W 81 minucie Szymon Lewkot świetnie zagrał zewnętrzną częścią stopy do Schwarza, który wbiegł w pole karne i uderzył bardzo niecelnie, choć sytuację miał wyborną. Lechia w defensywie była już bardzo podziurawiona, skupiając siły na ataku. To otwierało Śląskowi przestrzeń do kontrataków – w 82 minucie, po jednym z takowych, Exposito zagrał do Picha, który dryblingiem zszedł na prawą nogę i oddał strzał, który końcami palców obronił Alomerovic. Po drugiej stronie atakował Paixao, który oddał groźny strzał z ostego kąta, w swoim stylu odnajdując się w zamieszaniu w polu karnym. I tym razem skutecznie interweniował Szromnik.

Sędzia doliczył 6 minut, w 90 minucie Exposito przeprowadził samotny rajd przez całą połowę Lechii i zakończył go strzałem w boczną siatkę. Lechia atakowała desperacko, lecz w ostatecznym rozrachunku skutecznie – w 95 minucie w pole karne dośrodkował Musolitin, do górnej piłki wyskoczył Makowski i strzałem głową skierował ją do siatki. Sędziowie weryfikowali jeszcze na VAR, czy w międzyczasie faulowany nie był Bejger, ale ostateczna decyzja ponownie była na niekorzyść Śląska, gol został uznany, a mecz zakończony minutę po tym wydarzeniu. 

Śląsk Wrocław 1:1 (1:0) Lechia Gdańsk

Bramki: Stiglec 33' – Makowski 90+5'

Śląsk Wrocław: Szromnik – Verdasca, Poprawa, Bejger, Stiglec, Makowski (64 Lewkot), Mączyński, Pawłowski, Praszelik (73 Schwarz), Qiuntana (64 Pich), Piasecki (64 Exposito) Trener: Jacek Magiera
Lechia Gdańsk: Alomerović – Conrado (78 Pietrzak), Maloca, Kopacz, Żukowski, Makowski, Durmus, Kubicki, Gajos (63 Diabate), Cessay (63 Sezonienko), Zwoliński (63 Paixao) Trener: Piotr Stokowiec

ZOBACZ też: REZERWY: Wygrana w pojedynku na stałe fragmenty (RELACJA)