Piasecki na tropie mieleckich wspomnień

12.05.2022 (10:00) | Mateusz Włosek
uploads/images/2022/3/wpł2_623633e7626fc.png

fot.: Paweł Kot

Niedzielny mecz ze Stalą Mielec będzie miał szczególny wymiar dla jednego z zawodników Śląska, który w tym sezonie miał okazję przywdziewać biało-niebieskie barwy. Historia Fabiana Piaseckiego obfituje w wiele zakrętów i pięknych momentów, a przez to jest jednym z głównych wątków kończącego się powoli sezonu. A więc w drogę do Mielca... 



 

Jest doliczony czas gry sierpniowego popołudnia w Gliwicach, gdy pole karne Piasta staje się rewirem polującego na swoje ofiary wygłodniałego napastnika. Fabian Piasecki składa się do przewrotki i już wiadomo, że Śląsk nie wyjedzie z Górnego Śląska bez punktów. Po tygodniu jednak nikt już nie pamięta o niesamowitym wyczynie rodowitego wrocławianina, bo tego... nie ma w stolicy Dolnego Śląska. To tylko zarys pokręconej historii 27-letniego napastnika w sezonie 2021/22, który jest niczym wagonik w kolejce górskiej. Wsiadasz i dasz się ponieść, na przykład do takiego Mielca... 

ŁAKOMY KĄSEK 

Ekipa z Solskiego borykała się na początku obecnego sezonu z wielkimi kłopotami ofensywnymi, na które remedium miał być Piasecki. W pięciu pierwszych meczach ligowych dwukrotni mistrzowie kraju zdobyli zaledwie 4 gole, co spychało ich automatycznie do ligowego dna (15. miejsce wraz z Cracovią). “Piasek” stał się dla nich łakomym kąskiem ostatnich godzin zimowego okna transferowego, bo w Mielcu z utęsknieniem wypatrywali snajpera z prawdziwego zdarzenia, który da gwarancję przynajmniej kilku goli w sezonie. Zespół Adama Majewskiego praktycznie od początku rozgrywek cierpiał na chroniczny brak napastnika, a problem ten ciągnie się po dziś dzień, skoro o walkę w pierwszym składzie akces zgłaszają za słaby na Piasta Dominik Steczyk i powracający z koreańskich wojaży Oskar Zawada

Fabian Piasecki zwietrzył więc okazję, by wyrwać się z jarzma Erika Exposito i odkleić ze swojej koszulki etykietę zmiennika Hiszpana, czy jak kto woli, jokera. Do momentu efektownej bramki w Gliwicach zaliczył nieco ponad godzinę w starciach z Cracovią (2:1) i Lechią (1:1) oraz ogony w dwóch innych spotkaniach. A jak prezentował się w poprzedniej edycji ekstraklasy? Zaserwował na tacy 4 gole (przy zaledwie sześciu wyjściach w pierwszym składzie), a działo się to w ważnych momentach, bo dających remis przy Kałuży (1:1) i w Zabrzu (1:1). Mit Piaseckiego trwał nawet w przygodzie po Europie, którą zafundowali sobie wrocławianie, remisując w ostatnim spotkaniu sezonu ze Stalą (1:1). Urodzony w stolicy Dolnego Śląska napastnik trafił wtedy w pierwszym meczu przeciwko Paide (2:1) i w zakończonym wysokim wynikiem starciu z Araratem Erewań (4:2). Zauważalny był jednak dyskomfort człowieka, który chce znaczyć dla organizacji więcej. I tak zrodził się temat Mielca. 

AMBICJA SIĘGAŁA WYŻEJ 

Już przed pierwszym meczem bez Fabiana w kadrze (z Górnikiem Łęczna), trener Jacek Magiera powiedział przed kamerami Canal+, że “Fabian chodził od dawna do dyrektora sportowego i mówił, że źle się czuje w takiej sytuacji”. Sam stosunek byłego szkoleniowca do omawianej przeze mnie postaci był dosyć niecodzienny, bo na konferencjach szkoleniowiec pozwalał sobie na delikatne prztyczki w nos Fabiana, co obejmowało także postawę trenera, mówiącą mniej więcej tyle: “Chcesz walczyć o miejsce w ataku, to sobie walcz. Zobaczymy, jak Ci pójdzie z Erikiem.” Umowa ze Stalą była już na biurku, a w grę wchodził zapis mówiący o powrocie z wypożyczenia Piaseckiego na początku 2022 roku. Tak komentował wtedy swój ruch świeżo po transferze sam zainteresowany w rozmowie z Gazetą Wrocławską. 

"Przyznam, że sam napierałem na ten ruch, bo nie mogę sobie pozwolić, by drugi rok z rzędu siedzieć na ławce. Mam wrażenie, że co by się nie działo i czego bym nie robił wchodząc z ławki i tak grałby Erik Exposito. Wiadomo, jest Hiszpanem, jest młodszy i pewnie oceniono, że ma wyższy potencjał sprzedażowy. Ja się na to nie obrażam, ale chcę grać, stąd wypożyczenie do Stali. Jeśli Śląsk będzie chciał mojego powrotu zimą, to ma możliwość skrócenia wypożyczenia” 

Zawiało wtedy trochę odpuszczeniem rękawicy, ale także zdroworozsądkowym podejściem do tematu gry, której wrocławianin naoglądał się wystarczająco z ławki. Każdy zawodnik inaczej reaguje przecież na brak ciągłego zaufania, a dla niego było to po prostu toksyczne. 

PRZYBYŁ, ZOBACZYŁ I... POSTRZELAŁ 

Pobyt na wschodzie Polski okazał się dla byłego króla strzelców I ligi w barwach Zagłębia Sosnowiec prawdziwym katharsis, a mieleckiej publiczności Piasecki przedstawił się już w pierwszym starciu z Górnikiem Łęczna, gdy po zaledwie czterech minutach otworzył wynik spotkania, finalizując podanie Mateusza Maka. W niezwykle ważnym domowym pojedynku z Radomiakiem wrocławianin wywalczył rzut karny, którego na zwycięskiego gola zamienił Grzegorz Tomasiewicz, a już kolejkę później przy Kałuży Piasecki znów dołożył os siebie liczby, najpierw asystując Maksymilianowi Sitkowi, a pod koniec pierwszej połowy samemu wykonując egzekucję z 11. metra. 

Wydawało się, że nic nie jest w stanie zatrzymać świetnie kooperującej ze sobą trójki Mak-Sitek-Piasecki i najlepszy tego wyraz zobaczyliśmy przy Łazienkowskiej, kiedy to duet wypożyczonego ze Śląska zawodnika z byłym piłkarzem Podbeskidzia dał Stali prowadzenie w końcówce pierwszej połowy (każdy z nich po golu i asyście do kolegi). Licznik “Piaska” zatrzymał się na 4 golach i 5 asystach na Podkarpaciu, a po starciu z Bruk-Betem okraszonym golem (i dwoma obronionymi przez Rafała Strączka jedenastkami) snajper dał wyraźny znak, że on z Mielca nie zamierza się ruszać.  

"Jeśli chodzi o mnie, to wiadomo, że tutaj dobrze się czuję, notuję liczby, jako drużyna osiągamy fajne wyniki. Dlatego chciałbym zostać w Mielcu, bo dobrze to wygląda i nie ma co zmieniać" -

 - mówił świeżo po meczu z niecieczanami klubowej telewizji Piasecki. 

CHCIELI DOŁOŻYĆ, BY ZOSTAŁ 

Sprytny plan władz mieleckiej Stali przejrzeli jednak przy Oporowskiej, gdzie w zimie rozpoczęło się nerwowe poszukiwanie napastników w obliczu możliwego odejścia z klubu Erika Exposito. Jak pokazał czas, Hiszpan pozostał we Wrocławiu, nie zwalniając miejsca innej dziewiątce. Włodarzom zespołu z Solskiego postawiono jednak zaporowe warunki pozyskania Fabiana na stałe, oscylujące wokół siedmiocyfrowej kwoty. Na takie negocjacje mające problemy finansowe organizacja wspierana przez wnoszącego potencjał w postaci spółki PGE europosła Tomasza Poręby nie mogła się zgodzić. Prezes Jacek Klimek wspominał, że trwają gorączkowe poszukiwania pieniędzy, niczym w ramach jakiejś zrzutki wśród lokalnych sponsorów i inwestorów, ale kwota zaproponowana przez Śląsk nie mieściła się w stalowych widełkach. Mielczanie zaledwie kilka miesięcy wcześniej byli na skraju upadłości - o transferze definitywnym nie było mowy, a na ponowne wypożyczenie także nie wyrażono w stolicy Dolnego Śląska zgody.  

Stal Mielec przed przyjściem Piaseckiego: 

Stal Mielec w dniu odejścia Piaseckiego: 

Dla klubu robiącego furorę po słabym początku rundy jesiennej był to cios. Gdyby wziąć pod uwagę miejsce w tabeli Biało-Niebieskich przed przyjściem Piaseckiego i po jego odejściu, zobaczymy jak na dłoni progres całej maszyny Adama Majewskiego. Zawodnikowi szkoda było zostawiać dobrze funkcjonujący piłkarski ekosystem, który jednak wraz z końcem roku kalendarzowego i początkiem ligowej wiosny zaczął sypać się szkoleniowcowi mielczan na głowę. Podstawowy bramkarz, Rafał Strączek, który od lipca będzie bronił barw francuskiego Girondins Bordeaux, wypadł na miesiąc ze względu na poważną kontuzję. Zapalenia mięśnia sercowego doznał motor ofensywy, Mateusz Mak, a podobnie jak Piaseckiemu, wypożyczenie skrócono także Kokiemu Hinokio, który powrócił do innego dolnośląskiego klubu, Zagłębia. W odejściu Fabiana była pewna nutka głębokiej symboliki, bowiem ostatni mecz w barwach Stali zagrał tak jak w Śląsku, przy Okrzei, gdzie tym razem popisał się asystą, a mielczanie wyrwali niezwykle ważny punkt (1:1).  

SZANSA NA LIDEROWANIE 

Powrót do stolicy Dolnego Śląska zbiegł się w czasie z wyjazdem na obóz przygotowawczy do Turcji i tu pojawiła się pierwsza otwarta furtka dla Fabiana, bowiem z tego wyjazdu wykluczony został Erik Exposito, w którego organizmie wykryto obecność wirusa Covid-19. Piasecki mógł więc zacierać rączki, ale jeden dzień przed wylotem w sparingu przeciwko Warcie nie zachwycił. Można było odnieść wrażenie, że to ciągle ten sam zawodnik, a nieotoczony Makiem i Sitkiem tylko tracił na mocy. Nad Bosforem polski napastnik nie poszalał, bowiem rozegrał tylko nieco ponad godzinę w sparingu z Quarabagiem (3:2), a później zmuszony został do opuszczenia zgrupowania z powodów rodzinnych. Forma snajperów Śląska przed rundą wiosenną była więc obleczona w jeden wielki znak zapytania.  

Fabian Piasecki w Stali Mielec: 

  • 13 meczów 
  • 1110 minut 
  • 4 gole  
  • 5 asyst 
  • 3 żółte kartki  

Powtórne nałożenie koszulki z herbem Śląska nie wyzwoliło w rodowitym wrocławianinie dodatkowych motywacji, bowiem w pierwszych meczach po powrocie (z Lechią i Górnikiem) zdawał się być dokładnie tym samym przeciętnym Fabianem Piaseckim. Wyglądało na tym, że pobyt w Mielcu jawił się w ramach absurdalnego błędu w Matrixie, bo w zielono-biało-czerwonych barwach 27-latek głównie rozbijał się między obrońcami i miał bardzo mało z gry. Swoją obecność zaznaczył dopiero przeciwko ulubionemu rywalowi z Gliwic, kiedy zdobył honorowego gola z rzutu karnego w przegranym 1:3 starciu. Później nastąpiła chwilowa przerwa w rozgrywkach przed derbami Dolnego Śląska, które dla bohatera tekstu okazały się prawdziwym sztormem, nie tylko medialnym. 

POMOGŁA ZMIANA TRENERA? 

W tym prestiżowym starciu z Miedziowymi Piasecki nie znalazł się nawet w szerokiej kadrze, a trener Magiera nie gryzł się w język, mówiąc o powodach jego nieobecności.  

- W trakcie tygodnia mieliśmy na głównym boisku przy Oporowskiej grę kontrolną. Jeden zespół był ustawiony w systemie takim, że szykowaliśmy się do meczu z Zagłębiem, a drugi imitował rywala. Fabian był wystawiony w podstawowym składzie, miał swoje zadania do wykonania. Po analizie, obserwacji, mieliśmy dużo uwag do jego gry. Dostał tą informację przy całej drużynie w piątek na treningu i wypadł z podstawowego składu, bo inni, w tym Erik Exposito, okazali się zawodnikami w lepszej dyspozycji - 

Wojenka rozgorzała na całego, a po czasie stało się jasne, że tych dwóch panów raczej nie może planować wspólnej przyszłości pod tym samym klubowym szyldem. Próbę czasu przetrwał jednak dość niespodziewanie Piasecki, bowiem po następnym meczu (z Legią) były szkoleniowiec polskiej młodzieżówki rozstał się z wrocławską drużyną. Dla samego “Piaska” rozpoczęła się, podobnie jak dla innych graczy, nowa era z czystą kartą u Piotra Tworka. Postawny napastnik nie miał początkowo łatwo u nowego trenera, ale jak już otrzymał szansę, to wykorzystał ją w najlepszy możliwy sposób, zdobywając zwycięskiego gola niemal w ostatniej akcji meczu w Płocku (2:1), przerywając tym samym okropną serię dziewięciu meczów bez wygranej Śląska. 

POTRZEBA STABILIZACJI 

I choć w kolejnym meczu z Lechem (0:1) napastnik wrocławian dostał od trenera Tworka ogon, to próbował m.in. wywalczyć rzut karny. O niebo lepiej wyglądało to w Częstochowie, gdzie cała drużyna zagrała koncert, ale szczególnie wyróżniał się jeden instrument w postaci Fabiana Piaseckiego. Już na samym początku striker Śląska próbował pokonać Kacpra Trelowskiego sprytnym uderzeniem, ale piłka zatrzymała się na słupku. Później uratował zespół przed stratą gola, wybijając piłkę z linii bramkowej. A propos muzycznego wprowadzenia – prawdziwy człowiek orkiestra.  

I choć w ostatnich 4 meczach nie było już tak kolorowo i liczbowo, to wydaje się, że przy dużym ładunku zaufania od trenera Piasecki może jeszcze zamieszać, tak jak przy Okrzei czy w Płocku. Pytanie pozostaje w kwestii mentalności, czy wytrzyma psychicznie rolę drugiego napastnika w obliczu niezłej w poprzednim meczu z Pogonią (1:1) formy zdobywcy gola, Erika Exposito. Piłka ciągle pozostaje po stronie Fabiana, który w niedzielne południe zmierzy się z falą wspomnień łączącą go z mielecką przygodą. Chwile splendoru, zdobywane gole i niechciany powrót - historia na dobry film. Czy jego kolejna scena napisze się 15 maja o 12:30

ZOBACZ też: Remisami pogoni(ć) spadek (PODCAST)