Plusy i minusy meczu z Lechią

23.11.2020 (06:00) | Karol Bugajski

fot.: Anna Langowska (lechia.net)

Kto zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po piątkowym spotkaniu z Lechią Gdańsk? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym opierając się na danych z raportu InStat, podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu Śląska Wrocław.



 

PLUSY MECZU

Robert Pich

Widząc jego nazwisko w wyjściowej jedenastce po kilku kompletnie nieudanych występach, można było złapać się za głowę. Trener Vitezslav Lavicka tym razem wiedział jednak, co robi, a Pich w piątkowy wieczór okazał się najaktywniejszym piłkarzem Śląska w ofensywie. Nie tylko mocno sobie pomógł strzeleniem pierwszego gola od ponad dwóch miesięcy, ale był też autorem połowy celnych uderzeń swojego zespołu w Gdańsku. Słowacki skrzydłowy znalazł się w ścisłej czołówce najdokładniej podających piłkarzy wrocławian, wypracował najlepszy drużynowy InStat Index, a zimna krew, z jaką wykorzystał znakomitą asystę Mateusza Praszelika to najlepszy dowód na to, że trzeba od niego wymagać. Pich od dawna ma jednak problem z regularnością, dlatego po jednym meczu z pochwałami trzeba być niezwykle ostrożnym.

Bartłomiej Pawłowski

Po obiecującym wejściu w poprzednim meczu z Górnikiem, jego zmiana wreszcie przyniosła Śląskowi wymierną korzyść. Pawłowski pięknym uderzeniem z rzutu wolnego zdobył w piątek pierwszą bramkę po podpisaniu kontraktu z klubem z Oporowskiej, a na uwagę zasługuje fakt, że wcześniej sam ten stały fragment gry wywalczył. Kolejny raz dał dobrą zmianę, na stadionie w Gdańsku oddał jeszcze jeden strzał, nie potrzebował dużo czasu, by odnaleźć się w boiskowych wydarzeniach. Pawłowski mógł się spodziewać, że wobec poreprezentacyjnej niedyspozycji Lubambo Musondy wyjdzie w piątek od pierwszej minuty, swoje rozczarowanie przekuł jednak w występ, który daje trenerowi Śląska powód do zastanowienia przed następną kolejką.

MINUSY MECZU

Piotr Celeban

Jeżeli zgodzimy się, że niekwestionowaną gwiazdą piątkowego meczu był autor gola i dwóch asyst Conrado, tak nie można zapominać, po czyjej stronie hasał skrzydłowy Lechii. Były kapitan Śląska przy żadnej z trzech straconych bramek nie mylił się w sposób jaskrawy, jednak za każdym razem decydujący.  W pierwszej sytuacji kompletnie stracił z radarów Conrado dając mu mnóstwo swobody w polu karnym, w drugiej był tylko widzem przerzucając odpowiedzialność na barki Marcela Zylli i Israela Puerto, aż w końcu w ostatniej niepotrzebnie wyskoczył z własnej pozycji i znowu przepuścił Brazylijczyka. Celeban nie radził sobie z piłkarzami w biało-zielonych strojach – zanotował najgorszą dokładność podań, a do tego najwięcej strat i fauli w swoim zespole.

Łatwo tracone gole

Śląsk schodził na przerwę z kapitałem, którego nie miał w żadnym z wcześniejszych meczów wyjazdowych w tym sezonie – prowadzeniem. Lechia wyszła jednak z szatni z mocnym nastawieniem na ofensywę i szybko odrobiła straty, a po dwudziestu minutach grania w drugiej połowie już prowadziła. Piłkarze Lavicki doprowadzili do remisu 2:2, jednak nawet nie dali sobie czasu na zapoznanie się z nową sytuacją, bo stracili kolejnego gola, a ten już zadecydował o ich porażce nad morzem. Trafianie do siatki w meczach wyjazdowych nie od dzisiaj przychodzi wrocławianom z dużym trudem, jeśli w tak łatwy sposób będą trwonić to, co uda im się zyskać, próżno szukać upragnionego przełamania wartego trzy punkty.

WYDARZENIE MECZU

Exposito wreszcie na ławce

Sytuacja, w której to Fabian Piasecki, a nie Erik Exposito zaczyna mecz w wyjściowej jedenastce Śląska w tym sezonie zdarzyła się trzykrotnie – na samym początku sezonu przeciwko ŁKS w Pucharze Polski, a także w rywalizacji z Piastem i Wisłą Kraków w lidze. Wtedy jednak Hiszpan miał na głowie problemy pozasportowe, a teraz po raz pierwszy usiadł na ławce kosztem wicekróla strzelców 1.ligi, bo przegrał rywalizację na treningach. Piasecki w Gdańsku nie strzelił gola, oddał cztery niecelne strzały, jednak ufam, że piątkowa szansa nie okaże się jednorazowym eksperymentem trenera Vitezslava Lavicki. Niech Piasecki poczuje pewność siebie zadomawiając się w jedenastce, niech dostanie co najmniej tyle szans, co frustrujący beznadziejną formą siebie i wszystkich dookoła Exposito. Tym bardziej, że Hiszpan swoim wejściem z ławki na stadionie Lechii nie dał nawet minimalnego argumentu za zmianą na pozycji napastnika przed sobotnim wyjazdem do Bielska-Białej.

ZOBACZ też: Łabojko: Śląsk idzie w dobrym kierunku (WYWIAD)