Plusy i minusy meczu z Piastem

08.02.2021 (06:00) | Karol Bugajski
uploads/images/2021/2/gliwice_601eb5768a8f0.jpg

fot.: Daniel Żuliński

Kto zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po sobotnim spotkaniu z Piastem Gliwice? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu Śląska Wrocław.



 

PLUS MECZU

Rafał Makowski

Kiedy Vitezslav Lavicka decyduje się na zmianę już w przerwie, a wpuszczanym piłkarzem jest nieeksploatowany do tej pory zbyt często Rafał Makowski, wiedz że pierwsza połowa naprawdę nie podobała się czeskiemu trenerowi. Jeżeli były piłkarz Radomiaka miał stanowić nadzieję Śląska na powrót do meczu po zmianie stron, to z pewnością wywiązał się ze swojej roli, sęk w tym, że na boisku spędził zaledwie dwanaście minut. Makowski wszedł z dużą ochotą do gry, oddał celny strzał, a jego występ można ocenić jako najlepszy indywidualny w zespole Śląska, ale bardzo szybko zasygnalizował kontuzję kolana i musiał zejść z boiska. Dziś można tylko gdybać jak mogły potoczyć się dalsze losy wrocławian, gdyby nie uraz Makowskiego, ale fakt, że trzeba szukać tak głęboko, by dopatrzyć się jakiegokolwiek plusika po sobotniej wyprawie do Gliwic pokazuje, jak bardzo rozczarowała drużyna Lavicki. Wstępne informacje o stanie zdrowia 24-letniego pomocnika są niepokojące – sztab medyczny nie wykluczał uszkodzenia łąkotki.

MINUSY MECZU

Waldemar Sobota

Jeden wygrany pojedynek na jedenaście, dwa nieudane dryblingi i jedna nieudana próba odbioru to statystyki, które po wizycie przy Okrzei są potężną listą zarzutów pod adresem najbardziej doświadczonego piłkarza z jedenastki Śląska. Sobota miał być graczem, który nawet jeśli na innej pozycji niż w swoich najlepszych wrocławskich czasach, ciągle będzie kluczową postacią zespołu i zawodnikiem nieodzownym, kiedy na boisku idzie jak po grudzie. Taki moment był w Gliwicach, problem polegał jednak na tym, że Sobota na ten mecz nie dojechał. Były zawodnik Sankt Pauli bez formy jest od dłuższego czasu, runda jesienna w jego wykonaniu to również w żadnej mierze nie były spełnione oczekiwania. Do tego dochodzi jednak problem racjonalnych wyborów i trzeźwego patrzenia na swój zespół przez trenera Lavickę. Czech, nomen omen w sobotę, podjął decyzję o zmianie już po 45 minutach. I bardzo dobrze, zwłaszcza jeśli miał do dyspozycji kogoś takiego jak wspomniany Makowski. Dlaczego jednak zdecydował się na zdjęcie z boiska zdecydowanie aktywniejszego od byłego reprezentanta Polski Macieja Pałaszewskiego, a Sobocie dał kolejne dwa kwadranse po zmianie stron? Tego nie wie nikt.

Równoległa rzeczywistość

Dopóki trener Vitezslav Lavicka w swojej ocenie występów Śląska był mniej więcej zgodny z tym, co widzieliśmy na murawie, problem nie był aż tak palący. Ot, nieudany mecz albo niefortunna decyzja personalna zawsze może się zdarzyć, to część tego biznesu. Kiedy jednak czeski szkoleniowiec kilka dni po żenująco słabym meczu w Mielcu oświadcza, że po analizie doszedł do wniosku, że wcale nie było tak źle, więc nie zmienia jedenastki, albo na pomeczowej konferencji w Gliwicach podkreśla, że „jego chłopcy walczyli do ostatniej minuty”, zaczynam się martwić. To po prostu nieprawda. Lavicka nie jest Michałem Probierzem, który czując zagrożenie to co w sercu od razu ma na języku, jednak takie wypowiedzi trenera Śląska to również syndrom oblężonej twierdzy, tyle że teoretycznie ukrywany pod maską spokoju i wyważenia. W drużynie Czecha nie dzieje się dobrze, dwa dotychczasowe wiosenne mecze były całkowicie niestrawne, a jeśli ktoś ciągle nie czuje powagi sytuacji to dodajmy, że po raz ostatni dwa razy z rzędu na zero z przodu w lidze wrocławianie zagrali w kwietniu 2019 roku. Każdy wyjazd to mniejsza lub większa męka, błędy ciągle się powtarzają, a gospodarze-rywale Śląska po prostu idą po swoje. Skoro trener Lavicka mówi, to co mówi, raczej nie wygląda na człowieka, który wiedziałby, jak te kłopoty sprawnie opanować.

Samospełniająca się przepowiednia

Wyjazdy do Mielca i Gliwic jako inauguracja ligowego roku przez całą zimę zapowiadały się jako niemałe wyzwania na początek nowego ligowego roku, a kibice Śląska pomni doświadczeń z ostatnich kilkunastu miesięcy mogli spodziewać się ciężarów. Gorzej jednak, że do przykrych statystyk tak bardzo przywiązali się też sami piłkarze, że nawet nie wierzyli w odwrócenie złej karty. W poniedziałek przynajmniej udało się zachować czyste konto, dwa dni temu po bramce straconej na 0:1 były zwieszone głowy i pogodzenie się z porażką na długo jeszcze nawet przed przerwą. No bo przecież skoro zazwyczaj wyjazdy kończyły się potknięciami, a tutaj wynik jest już niekorzystny, to dlaczego tym razem miałoby być inaczej? W piłce sfera mentalna czasami przesłania aspekty taktyczne albo konkretne warianty przygotowane na danego przeciwnika. Tak samo, jeśli historia spotkań z którymś rywalem nakazuje optymistyczne nastawienie, wówczas nawet bez formy czujesz zwiększoną wiarę we własne umiejętności. Wyjazdowy Śląsk to jeden wielki brak nadziei, utrata gruntu pod nogami, gdy tylko cokolwiek pójdzie nie po myśli, a bez stabilizacji formy trudno myśleć o nawiązywaniu do takiej lokaty, jak na koniec poprzedniego sezonu.

WYDARZENIE MECZU

Duet napastników

Dołączenie Fabiana Piaseckiego do Erika Exposito na ostatnie pół godziny meczu w Gliwicach było rewolucyjną zmianą w pracy Vitezslava Lavicki i absolutnie ostatecznym postawieniem wszystkiego na jedną kartę. Z taką sytuacją od przyjścia Piaseckiego jeszcze nie mieliśmy do czynienia – w jedenastce zawsze wychodził jeden napastnik, a kiedy przychodziła pora na zmianę to za każdym razem odbywała się w obrębie tego duetu. Na stadionie Piasta walczącego Exposito wsparł Piasecki, który jednak szybko wtopił się w ofensywny marazm swojego zespołu, a o przejściu na grę dwójką z przodu do dziś można już było zapomnieć, bo w ofensywnie nie poprawiło się praktycznie nic. Gliwiczanie wiedzieli, w jaki sposób chcą grać przeciwko Śląskowi, byli właściwie zorganizowani w defensywie, zwyczajnie nieprzypadkowo są też najdłużej niepokonaną drużyną w lidze i po prostu niełatwo było ich zaskoczyć. Granie dwójką napastników w wyjściowym składzie oczywiście nie wchodzi w grę, bo fundowałoby zbyt dużo kłopotów z zestawieniem środka pola, ciekawe zatem jakie wnioski z dwóch kwadransów gry swojego duetu w Gliwicach wyciągnie trener Lavicka.

ZOBACZ też: Podcast #TylkoŚląsk odc. 49