Plusy i minusy meczu z Wisłą Kraków

14.02.2021 (06:00) | Karol Bugajski
uploads/images/2021/2/wislak_60270a4429b51.jpg

fot.: Paweł Lipnicki

Kto zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po piątkowym spotkaniu z Wisłą Kraków? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym opierając się na danych z raportu InStat, podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu Śląska Wrocław.



 

PLUSY MECZU

Matus Putnocky

Pierwsze mecze roku pokazały, że trener Vitezslav Lavicka podjął właściwą decyzję wracając do Słowaka kosztem Michała Szromnika, a piątkowy wieczór ostatecznie zabetonował jego miejsce między słupkami. Gdyby nie Putnocky, Śląsk po kwadransie drugiej połowy przegrywałby już 1:2, jednak jego niezwykła umiejętność bronienia rzutów karnych kolejny raz dała o sobie znać. Wrocławianie w starciu z Wisłą Kraków potrzebowali solidności w bramce, a słowacki golkiper sprawdza się w tej roli od lat. Liczba pięciu strzałów, które miał do obrony dwa dni temu może nie jest oszałamiająca, poza tym było jednak piętnaście uderzeń niecelnych, które wymuszały ciągłe pozostawanie Putnockiego w maksymalnej koncentracji. Parada przy jedenastce Felicio Brown Forbesa wywindowała jego notę InStat Index do najwyższego wyniku spośród wszystkich piłkarzy, którzy w piątek pojawili się na murawie.

Mathieu Scalet

W ekstraklasie nie widzieliśmy go od połowy października, a w wyjściowej jedenastce jeszcze o miesiąc dłużej, jednak w piątkowy wieczór poszedł jak po swoje. Scalet okazał się autorem jedynego celnego strzału w meczu z Wisłą Kraków, który nie tylko szczęśliwie znalazł drogę do bramki jako pierwszy w tym roku, ale i zagwarantował cenny punkt. Polski Francuz kolejny raz udowodnił, że może być pełnoprawnym członkiem drużyny Vitezslava Lavicki i stanowi niemałą alternatywę nie tylko dla obsady pozycji za plecami napastnika, ale może też wywierać presję na bezproduktywnych Erika Exposito oraz Fabiana Piaseckiego. Obiecujący występ Scaleta w rywalizacji z Białą Gwiazdą sprawia, że należy spodziewać się dla niego kolejnej szansy przy okazji przyszłotygodniowego wyjazdu do Poznania. Tym bardziej, że pierwszego ze swoich dwóch ekstraklasowych goli niespełna 24-letni pomocnik strzelił jesienią właśnie wicemistrzowi Polski.

Israel Puerto

Nie ma łatwego życia przy częstych, wymuszonych rotacjach na pozycji drugiego środkowego obrońcy, ze swoich zadań w piątek kolejny raz wywiązywał się co najmniej poprawnie. Puerto zanotował najlepszą statystykę wygranych pojedynków, wyróżniał się także ponad osiemdziesięcioprocentową dokładnością podań, co na tak odpowiedzialnej pozycji w arcytrudnych warunkach atmosferycznych było nie lada wyzwaniem. Nie dopisało mu szczęście w sytuacji, po której do siatki trafił Yaw Yeboah, jego obecność na linii strzału ghańskiej gwiazdki Wisły Kraków to jednak tylko kolejny dowód, że Hiszpan starał się być tego dnia wszędzie, gdzie działo się coś ważnego. Nie musiał drżeć o partnera ze środka obrony, bo Mariusz Pawelec tradycyjnie potwierdził swoją jakość wskakując do składu w sytuacji alarmowej. Postawa defensywy Śląska może napawać umiarkowanym optymizmem - fakt, że 15 z 20 strzałów Wisły było niecelnych, to nie przypadek. Rywal wrocławian miał dużą przewagę (uderzenia, poza bramkarzem, nie oddało tylko dwóch zawodników!), ale jego swoboda najczęściej kończyła się przed polem karnym.

MINUS MECZU

Marcel Zylla

Trener Vitezslav Lavicka w starciu z Białą Gwiazdą po raz drugi w tym sezonie znalazł miejsce w wyjściowej jedenastce dla dwóch młodzieżowców, Zylla zrobił jednak wszystko, by przekonać kogo się da, że sam Mateusz Praszelik wystarczy. Były zawodnik rezerw Bayernu Monachium w kuriozalnej sytuacji sprokurował rzadko spotkany, bo ewidentny rzut karny za zagranie piłki ręką, chwilę później wyleciał z boiska po dwóch napomnieniach, a na domiar złego wykartkował się jeszcze na mecz przy Bułgarskiej. Zylla przychodził do Wrocławia we wrześniu jako zawodnik, któremu do pełni szczęścia potrzeba tylko czasu i zaaklimatyzowania się w warunkach ekstraklasy. Okazuje się jednak, że kolejne miesiące czy pierwszy spokojnie przetrenowany okres przygotowawczy nie przynosi żadnych pozytywnych efektów, a 21-latek bardzo systematycznie pracuje na tytuł największego transferowego niewypału Śląska w tym sezonie.

WYDARZENIE MECZU

Rewolucja w składzie

Sformułowana na przedmeczowej konferencji szkoleniowca wrocławian zapowiedź zmian w składzie niespecjalnie rozbudziła wyobraźnię kibiców, bo podobne deklaracje padały również przed ubiegłotygodniową podróżą do Gliwic. Fatalny występ na terenie Piasta (0:2) rozzłościł jednak trenera Lavickę na tyle, że w piątek zdecydował się aż na cztery roszady, co w jego filozofii pracy jest więcej niż trzęsieniem ziemi. Czech przede wszystkim musiał znaleźć zastępstwo w osobie Mariusza Pawelca za wykartkowanego Marka Tamasa, uwagę przykuła też rezygnacja po dwóch wiosennych meczach z Patryka Janasika – jego na prawym boku obrony zastąpił Guillermo Cotugno. Lavicka praktycznie zrezygnował z piłkarzy defensywnych w środku pola – z jedenastki z różnych przyczyn zniknęli Maciej Pałaszewski oraz Waldemar Sobota, a zastąpili ich wspomniani już Zylla ze Scaletem. Odwaga szkoleniowca Śląska w poszukiwaniu nowych rozwiązań była zaskakująca, więc tym bardziej zasługuje na pochwałę. Końcowa ocena jest zaburzona ze względu na dwa kwadranse gry w osłabieniu, ale rozwiązanie jest proste. Niech Lavicka nie rezygnuje z tej drogi i coś równie pomysłowego przygotuje na najbliższy wyjazd do Poznania.

ZOBACZ też: Raporty statystyczne po remisie z Wisłą Kraków