Plusy i minusy meczu z Wisłą Płock

27.09.2021 (06:00) | Karol Bugajski
uploads/images/2021/9/slask_6150c9416d698.png

fot.: Paweł Kot

Kto zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po niedzielnym spotkaniu z Wisłą Płock? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym, opierając się na danych z raportu InStat, podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu Śląska Wrocław.



 

PLUSY MECZU

Robert Pich

Słowacki skrzydłowy na gola w oficjalnym meczu Śląska czekał od 5 sierpnia, a w ekstraklasie jego posucha trwała jeszcze o pięć dni dłużej. Dwóch wykorzystanych rzutów karnych w rywalizacji z Wisłą Płock nie należy traktować z przymrużeniem oka, bo piłkarz w kryzysie nawet taką szansę potrafiłby zmarnować w najróżniejsze sposoby. Pich w niedzielę jednak nie przestraszył się odpowiedzialności i dwukrotnie pokonał Krzysztofa Kamińskiego, chociaż bramkarz Nafciarzy szczególnie przy pierwszej jedenastce był naprawdę blisko udanej interwencji. Co godne podkreślenia, Słowak przeciwko Wiśle Płock nie tylko skutecznie wykonywał rzuty karne, ale i raz po raz starał się naruszać defensywę przeciwnika, co przełożyło się na łączną liczbę sześciu strzałów, a także najwyższą w zespole notę InStat Index.

Mateusz Praszelik

Ekstraklasowy gol na dwudzieste pierwsze urodziny? Nic prostszego! Śląskowy młodzieżowiec z Raciborza w 9. kolejce wpisał się na listę strzelców nietypowym dla siebie strzałem głową i coraz bardziej dba o liczby, których we wcześniejszych miesiącach mocno mu brakowało. Praszelik w meczu z Wisłą Płock zdobył dopiero trzecią bramkę w historii swoich ekstraklasowych występów, jednak jego regularność w ostatnim czasie wyraźnie się zwiększa, bo wcześniej trafił pod koniec sierpnia w derbach w Lubinie (3:1). Lepszą statystykę wygranych pojedynków od blondwłosego pomocnika Śląska w niedzielę wykręcili tylko jego koledzy ze środka obrony, a przy nazwisku Praszelika widnieje także stuprocentowa skuteczność w trzech próbach odbiorów piłki. W raporcie InStat lepszy od świeżo upieczonego 21-latka był tylko Pich.

Reakcja

Gdy 64 godziny przed pierwszym gwizdkiem meczu z Wisłą Płock Śląsk sensacyjnie odpadał z Pucharu Polski istniało realne zagrożenie, że czwartkowy wieczór stanie się przykrym punktem zwrotnym na kartach ligowej jesieni, a o „pocałunku śmierci” zaczniemy pisać szybciej niż się obawialiśmy. Odpowiedź zielono-biało-czerwonych była na szczęście zdecydowana i jednoznaczna – zawstydzającą porażkę z Bruk-Betem (0:1) należy potraktować jako wypadek przy pracy, a w zespole trenera Jacka Magiery ciągle nie brakuje ochoty do ofensywnych harców. Wrocławianie znowu zgarnęli komplet punktów przed własną publicznością, co pod wodzą obecnego szkoleniowca wcale nie jest przecież regułą (wcześniej udało się tylko dwa razy) i mogą odważnie myśleć o postawieniu się Lechowi w Poznaniu w przyszłotygodniowym hicie 10. kolejki.

MINUS MECZU

Zamieszanie z VAR

Po nieuznanej bramce Fabiana Piaseckiego w końcówce sierpniowego spotkania z Górnikiem Łęczna (0:0) wyznaczenie Tomasza Musiała na mecz z Wisłą Płock zostało przyjęte z co najmniej mieszanymi uczuciami. Przy okazji niedzielnej wizyty na Stadionie Wrocław arbiter z Krakowa kolejny raz nagrabił sobie nie tylko u kibiców gospodarzy, ale również wśród fanów gości, a nawet trenerów obu zespołów, bo jeśli na decyzje po końcowym gwizdku zgodnie narzekał zarówno Jacek Magiera, jak i Maciej Bartoszek, to wiedz, że coś się wydarzyło. Błędne boiskowe decyzje Musiała korygowane przez VAR wprowadzały nerwowość wśród piłkarzy, którzy z każdą chwilą pozwalali sobie na więcej, a na początku drugiej połowy starli się nawet w masowej konfrontacji. Małopolski sędzia ostatecznie nie wypaczył wyniku spotkania Śląska z Wisłą Płock i to cieszy najbardziej, jednak przy lepszym prowadzeniu zawodów wszystkich niesportowych wrażeń spokojnie mogliśmy uniknąć.

WYDARZENIE MECZU

Niepokonani

O ile jeszcze przed niedzielnym meczem na status „jedynej niepokonanej drużyny” w kontekście Śląska można było zerkać z pewną pobłażliwością, bo Lech po prostu w tej kolejce grał wcześniej, teraz jest to już sukces pełną gębą. Wrocławianie, tak jak dwa lata temu, wytrzymują bez porażki od początku sezonu najdłużej ze wszystkich ligowców, a w najbliższy weekend staną przed nie lada wyzwaniem poprawienia rezultatu wyśrubowanego przez ekipę Vitezslava Lavicki. Zielono-biało-czerwoni pod wodzą sympatycznego Czecha po raz pierwszy potknęli się wtedy właśnie w 10. kolejce w Kielcach (0:1), a we wcześniejszych spotkaniach zdobyli nawet identyczną liczbę punktów, co teraz – siedemnaście. Przedłużenie serii zwycięstwem przy Bułgarskiej w najbliższą sobotę oznaczałoby zmianę na pozycji lidera ekstraklasy.

ZOBACZ też: Trenerzy po meczu Wigry Suwałki 1:0 Śląsk II Wrocław