Plusy i minusy meczu z Zagłębiem

02.05.2021 (06:00) | Karol Bugajski
uploads/images/2021/5/plus zag_608dc66ad0d48.png

fot.: Paweł Kot

Kto zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po piątkowym spotkaniu z Zagłębiem Lubin? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym opierając się na danych z raportu InStat, podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu Śląska Wrocław.



 

PLUS MECZU

Szymon Lewkot

22-letni zawodnik Śląska w piątkowy wieczór po raz pierwszy w karierze rozpoczął w podstawowym składzie mecz na Stadionie Wrocław i zdecydowanie zdał egzamin. Trener Jacek Magiera rzucił go na głęboką wodę przesuwając na środek obrony w derbach, jednak Lewkot nie bał się walki, był odważny, a jego skuteczna gra miała znaczący wpływ na zachowanie czystego konta przez wrocławian. Młody defensor zielono-biało-czerwonych bardzo naturalnie wskoczył w miejsce wykartkowanego Konrada Poprawy, a rywalizacja o miejsce na środku trzyosobowego zestawienia linii obronnej po jego powrocie zapowiada się naprawdę interesująco. Konkretne liczby świadczące o udanym występie Lewkota w piątek to przede wszystkim najlepsza skuteczność podań w Śląsku, czołowa statystyka wygranych pojedynków i drugi najlepszy wynik odebranych piłek.

MINUSY MECZU

Erik Exposito

W rundzie jesiennej poprzedniego sezonu w derbach na Stadionie Wrocław rozegrał najlepszy mecz w ekstraklasie kompletując hat-tricka, a pół roku temu w Lubinie zdobył pierwszą wyjazdową bramkę w barwach Śląska. Wydawało się, że hiszpański napastnik wypracował tajemniczy patent działający praktycznie bezbłędnie w starciach z Miedziowymi, piątkowy wieczór pokazał jednak, że w tamtych osiągnięciach najwięcej było chyba jednak przypadku. Śląsk przeciwko Zagłębiu w ofensywie cierpiał, nie stwarzał najmniejszego zagrożenia, a praca Exposito ograniczyła się do oddania dwóch niecelnych strzałów. Trener Magiera starał się mu pomóc wprowadzając w 68. minucie Fabiana Piaseckiego do duetu, ale najwyraźniej szybko przekonał się, że niewiele to zmienia, bo już sześć minut później w miejsce Erika na murawie zameldował się Waldemar Sobota. Nowy szkoleniowiec Śląska pokazał już, że nie jest tak przywiązany do obecności Hiszpana w jedenastce jak Vitezslav Lavicki, więc po kolejnym zawodzie w wykonaniu Exposito, miejsce na ławce w przyszłotygodniowym meczu przeciwko Warcie nie byłoby większą niespodzianką.

To była walka o 4. miejsce?!

Derby pomiędzy zespołami, które na trzy kolejki przed końcem były bardzo żywo zainteresowane grą w europejskich pucharach zapowiadały się niemal jako gwarancja emocji, w piątek otrzymaliśmy jednak coś dokładnie odwrotnego. Na Stadionie Miejskim walki nie było praktycznie wcale, a fakt, że największe emocje i czerwoną kartkę dla Sasy Balicia po końcowym gwizdku wywołała… sprzeczka o to, czy sędzia Mariusz Złotek nieopatrznie nie skończył meczu o 20 sekund za wcześnie zakrawa na absurd. Śląsk w derbach mógł pozbawić się jednego przeciwnika w walce o europejskie puchary, wywalczyć korzystny bilans dwumeczu z Zagłębiem i znacznie poprawić sytuację w tabeli przed trudnym wyjazdem na stadion Warty. Zielono-biało-czerwoni zagrali jednak, jakby na wywalczeniu europejskiej przepustki zupełnie im nie zależało, a nazwa przeciwnika, z którym przyszło im się zmierzyć nie wywołała żadnej dodatkowej mobilizacji.

Zagubiona skuteczność

Wyjąwszy jedyny w swoim rodzaju mecz z Podbeskidziem (4:3) Śląsk na początku pracy trenera Magiery nie był nadzwyczajnie skuteczny, jednak przede wszystkim regularny. W każdym z trzech pierwszych spotkań po dymisji trenera Vitezslava Lavicki wrocławianie zdobywali po jednej bramce, a kanonada w rywalizacji z beniaminkiem wydawała się odblokować ofensywę na dobre. Tymczasem trafienie Roberta Picha z doliczonego czasu gry meczu 26. kolejki pozostaje do dziś ostatnim ligowym golem Śląska, a w zakończonych tłuściutkim zerem po stronie zysków spotkaniach z Rakowem i Zagłębiem nawet nie było sytuacji, które mogłyby ten stan rzeczy zmienić. Nie chodzi tylko o nieskuteczność Erika Exposito, bo on akurat przeciwko Podbeskidziu nie trafił, a jednak znaleźli się wtedy inni wykonawcy, którzy byli w stanie bardzo efektownie podziurawić pogubioną defensywę beniaminka. Gdzie są teraz?

WYDARZENIE MECZU

Powrót Musondy

Wyłączony ostatnio z gry z powodu kontuzji Zambijczyk w piątkowy wieczór zadebiutował w Śląsku prowadzonym przez trenera Magierę. Musondę w akcji po raz ostatni oglądaliśmy w pierwszej połowie pożegnalnego meczu Lavicki przeciwko Wiśle Płock (0:0) półtora miesiąca temu, a w derbach dostał ostatni kwadrans wchodząc na boisko w miejsce Dino Stigleca. Sprawdzanie tego zawodnika to bardzo ważny sygnał wysłany przez nowego opiekuna zielono-biało-czerwonych, bo Musonda wydaje się niemal stworzony do pełnienia roli wahadłowego w ustawieniu, które po przyjściu do Śląska zaproponował Magiera. Janasik i Stiglec dostali już kilka szans na zaprezentowanie się w nowym systemie, swoje minuty zbierali tam także Pawłowski oraz Sobota. Dwa ostatnie mecze sezonu przeciwko beniaminkom to może być czas przeznaczony na wyeksponowanie ofensywnych atutów i naukę defensywnych obowiązków dla reprezentanta Zambii.

ZOBACZ też: REZERWY: Śląsk II zdobył Katowice! (RELACJA)