Plusy i minusy rewanżu z Paide

16.07.2021 (06:00) | Karol Bugajski
uploads/images/2021/7/obraz_2021-07-16_003709_60f0b89a52ddd.png

fot.: Mateusz Porzucek

Kto zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po wczorajszym spotkaniu z Paide Linnameeskond? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu Śląska Wrocław.



 

PLUSY MECZU

Victor Garcia

Po tym, jak przez cały poprzedni sezon narzekaliśmy na brak wartościowego konkurenta na lewej stronie dla Dino Stigleca, Śląsk chyba wreszcie trafił w dziesiątkę. Oczywiście z kategorycznymi ocenami trzeba być jeszcze bardzo ostrożnym, bo Garcia w czwartkowy wieczór dopiero debiutował w podstawowym składzie, a przeciwnik również nie był z najwyższej półki. W pierwszym meczu dla Śląska to i Stiglec pokazał się przecież z efektownej strony zdobywając piękną bramkę na wagę zwycięstwa przy Reymonta (1:0) w lipcu 2019 roku. Wczorajsza postawa Hiszpana napawa jednak uzasadnionym optymizmem. Garcia kilka razy zagrażał defensywie Paide niebezpiecznymi dośrodkowaniami, a swój udany wieczór przede wszystkim podsumował bramką na 2:0. Trener Jacek Magiera podkreśla znaczące różnice w walorach Garcii i Stigleca, ich wzajemne uzupełnianie może okazać się jednak niezwykle pożyteczne dla Śląska.

Szymon Lewkot

Jeżeli na pomeczowej konferencji słyszysz z ust swojego szkoleniowca, że jesteś kozakiem, a za kilka lat możesz być piłkarzem przez duże „P”, to wiedz, że jest naprawdę zadowolony z tego, jak zagrałeś. Magiera w czwartkowy wieczór nie krył pochwał dla swojego 22-letniego zawodnika, bo ten kolejny raz zaprezentował się z bardzo dobrej strony w ważnym meczu i nie wygląda jak zawodnik, o którym rok temu jeszcze nikt nie myślał w kontekście pierwszej drużyny. Lewkot w rewanżu z Paide z konieczności znowu musiał zagrać jako jeden ze stoperów, to w jaki sposób przyswaja naukę pod wodzą szkoleniowca Śląska, musi jednak robić wrażenie. Nie tylko nie dopuszczał do niebezpieczeństwa pod własnym polem karnym, a efektem między innymi jego pracy jest czyste konto, ale również często podłączał się do akcji ofensywnych. We Wrocławiu rośnie bardzo świadomy, jednak przede wszystkim jakościowo zaawansowany zawodnik, z którego, znowu cytując Magierę, polska piłka w przyszłości może mieć dużo pożytku.

Spokojny awans

W czwartek na Stadionie Wrocław warto było napawać się komfortem, jaki zapanował w głowach piłkarzy Śląska szczególnie po drugiej bramce, która pieczętowała już awans do 2. rundy kwalifikacji Ligi Konferencji Europy. Zielono-biało-czerwoni wypunktowali wicemistrza Estonii, nie dali sobie zrobić krzywdy nawet w sytuacjach, gdy ich gra nie wyglądała olśniewająco, a jedynego gola dwumeczu stracili po bardzo pechowej sytuacji z udziałem Wojciecha Golli w Parnawie. Na nerwy i przepychane awanse w tych kwalifikacjach czas jeszcze będzie, w starciu z sympatycznymi Estończykami z Paide chodziło o wykonanie swojego zadania skutecznie, stosunkowo niewielkim nakładem sił, po prostu tak, by zapunktować w rankingu UEFA i iść dalej. Śląsk w XXI wieku nigdy nie odpadł z europejskich pucharów na pierwszej przeszkodzie – w 2021 roku to się nie zmieni.

MINUS MECZU

Fabian Piasecki

Wobec niepewnej sytuacji transferowej i słabej formy Erika Exposito oraz biorąc pod uwagę, że Caye Quintana jest we Wrocławiu dopiero od kilku dni, to Fabian Piasecki mógł okazać się największym wygranym początku sezonu w ofensywie Śląska. Pozytywny sygnał wysłał już arcyważną bramką sprzed tygodnia w Parnawie, czwartkowej szansy jednak nie wykorzystał. Były napastnik Zagłębia Sosnowiec pojawił się wczoraj na murawie chwilę przed bramką Victora Garcii, swoją wymarzoną szansę miał jednak w doliczonym czasie. Piasecki w jednej akcji oddawał dwa strzały, oba zostały jednak zablokowane, a nieudana okazała się też jego próba podania do ustawionego najbliżej Lubambo Musondy. Napastnik Śląska mógł postawić kropkę nad i przy pewnym awansie Śląska, ale pozostawił niedosyt i nie przybliżył się do miejsca w podstawowym składzie przeciwko Araratowi.

WYDARZENIE MECZU

Szansa dla Rafała Makowskiego

Choć kadencja Jacka Magiery we Wrocławiu nie trwa długo, Makowski wczoraj już po raz czwarty zagrał od pierwszej minuty. Jego występ mógł zapaść w pamięć kibicom Śląska, bo kilka razy sprawdzał koncentrację bramkarza wicemistrza Estonii celnymi strzałami sprzed pola karnego, sęk w tym, że takimi próbami trudno było zaskoczyć Mikhela Aksalu. Szkoleniowiec zielono-biało-czerwonych doskonale zna Makowskiego z czasów wspólnej pracy w Legii Warszawa i pewnie dlatego wie, że wie warto poczekać na tego piłkarza, a ten będzie odwdzięczał się coraz lepszą grą. Magiera chwalił jego uniwersalność zwracając uwagę, że nawet w trakcie czwartkowego spotkania występował na dwóch pozycjach – przez godzinę jako jeden z defensywnych pomocników, a później jako dziesiątka. Jeżeli Makowskiego przestaną prześladować kontuzje, w tym sezonie może mocno pomóc swojemu zespołowi.

ZOBACZ też: FOTO: Śląsk Wrocław - Paide Linnameeskond (kibice)