Pucharowe starty Śląska w XXI wieku

06.07.2021 (18:00) | Dominik Szpik
uploads/images/2020/3/puchary2_5e70a2c336ec4.jpg

fot.: Damian Filipowski

Historia Śląska w europejskich pucharach może nie jest najbogatsza, natomiast ma swoje klejnoty jak boje z Liverpoolem Borussią Munchengladbach czy SSC Napoli. XXI wiek nie obfituje może w tak prestiżowe pojedynki, lecz na pewno jest bogaty w żywe, kibicowskie wspomnienia batalii z Dundee United, Club Brugge czy Sevillą. W czwartek wrocławianie wracają na europejskie boiska po 5 latach przerwy i dzisiaj przypomnimy, jak wyglądały starty w europejskich pucharach w obecnym stuleciu.



 

Liga Europy, sezon 2011/12

Ah cóż to było za piękne lato. Świeżo upieczony wicemistrz polski Śląsk Wrocław już 14 lipca powrócił na stadion przy ulicy Oporowskiej w atmosferze piłkarskiego święta. Dla wrocławian było to wiekopomne wydarzenie, gdyż po 33 latach znowu było im dane zagrać w europejskich rozgrywkach zaledwie kilka lat po powrocie do najwyższej klasy rozgrywkowej. Na ławce trenerskiej jedyny w swoim rodzaju nestor polskiej piłki Orest Lenczyk, a na boisku między innymi Tadeusz Socha, Amir Spahić, Piotr Ćwielong czy Cristian Omar Diaz. Do dzisiaj z rozrzewnieniem kibice wspominają tamtą bandę Oresta, bo choć nie był to zespół złożony z gwiazd, to jako kolektyw byli w stanie pokonać każdego. Dwumecz z Dundee mimo nie małej dramaturgii okazał się zwycięski. Wygrana we Wrocławiu po bramce Voskampa oraz minimalna porażka 3:2 na wyjeździe dzięki zasadzie bramek na wyjeździe pozwoliła wrocławianom przejść dalej. Grzechem ciężkim byłoby wspominać ten dwumecz bez bramki Sebastiana Dudka z meczu w Szkocji, dlatego prezentujemy ją poniżej.

W drugiej rundzie eliminacji Śląsk miał zmierzyć się z bułgarskim Lokomotivem Sofia. Dwumecz z ten nie wiąże ze sobą wiele historii i sam fakt, że w obu spotkaniach padł bezbramkowy remis, mówi sam za siebie. Pojedynek rozstrzygnął się podczas serii rzutów karnych na stadionie w Sofii, kiedy bohaterem został Marian Kelemen broniąc dwie jedenastki zawodników Lokomotivu.

Ostatnią przeszkodą przed kwalifikacją do rozgrywek Ligi Europy miał być Rapid Bukareszt. Czwarta drużyna poprzedniego sezonu ligi rumuńskiej prowadzona wtedy przez Razvana Lucescu wydawała się zespołem solidnym jednak możliwym do pokonania. Szybko jednak wrocławianie przekonali się o sile swojego rywala, gdyż już w pierwszym meczu zawodnicy z Rumunii postawili twarde warunki. Mimo pierwszej bramki zdobytej przez Sebastiana Milę fenomenalnym uderzeniem z rzutu wolnego w meczu we Wrocławiu nie udało się wywalczyć korzystnego rezultatu. Czego efektem były 3 bramki zdobyte przez Rapid i niemal idealna pozycja wyjściowa dla Rapidu przed rewanżem na własnym stadionie. Jeżeli była w zawodnikach Śląska jakaś nadzieja to zgasła ona w 12 minucie tamtego spotkania, kiedy Daniel Pancu wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Honorową bramkę w doliczonym czasie gry zdobył Waldemar Sobota i wrocławianie pożegnali się z europejskimi rozgrywkami. Na szczęście nie na długo.

Liga Mistrzów i Liga Europy, sezon 12/13

Wreszcie, upragnione trofeum i zdobycie Mistrzostwa Polski po 45 latach smakowało wyśmienicie. Wieloma legendami owiany jest tamten triumf i nie jednemu ekspertowi prostowały się zwoje mózgowe, gdy próbował logicznie wytłumaczyć, jak tej ekipie udało się to osiągnąć. Nikt jednak z wrocławskich kibiców nie zaprzątał sobie tym głowy. Feta na rynku we Wrocławiu to jedna z najpiękniejszych wspomnień całego pokolenia sympatyków WKS-u, ale również to, co nastąpiło później, nie przeszło bez echa. Śląsk miał powalczyć o awans do Ligi Mistrzów. Pierwszym przeciwnikiem był bałkański zespół z Czarnogóry FK Budućnost Podgorica. Tamtejszy ówczesny mistrz kraju był pierwszą europejską drużyną, która przyjechała na nowy stadion przy Alei Śląska 1 i nie przestraszył się niemal 20 tysięcznej publiczności zgromadzonej w tamten lipcowy wieczór. Śląsk już w pierwszym meczu pokazał kto jest faworytem pewnie ogrywając rywali 2:0 po bramkach Elsnera i Mili. Skromna porażka 0:1 nie podcięła skrzydeł ekipie trenera Lenczyka i bez problemów zakwalifikowali się do kolejnej rundy.

W kolejnej rundzie eliminacji na ekipę WKS-u czekał mistrz Szwecji Helsingborgs IF. Mocna ekipa mająca w składzie takich zawodników jak Christoffer Andersson czy Alfred Finnbogason, który dopiero zaczynał swoją przygodę z futbolem na europejskim poziomie. Szwedzki potop zalał wrocławian już w pierwszym meczy pewnie wygrywając 0:3 we Wrocławiu po bramkach dwóch wyżej wymienionych zawodników oraz Daniela Nordmarka. W rewanżu cień nadziei dawała bramka Diaza z 31. minuty jednak tamten spektakl miał innych aktorów pierwszoplanowych. Hattrick Thomasa Soruma okraszony hattrickiem asyst Finbogasona brutalnie pozbawiły Śląsk marzeń o końcowym triumfie i nawet obroniony rzut karny przez Kelemena na niewiele się zdał. Śląsk spadał teraz półkę niżej do Ligi Europy, choć tam zadanie do wykonania było jeszcze trudniejsze.

Hannover 96 to obecnie drużyna trzeciej kategorii w Niemczech jednak wtedy jeszcze coś znaczyła w europejskim futbolu. W porównaniu do Stevanovicia, Gikiewicza czy Elsnera ich zespół z Andreasenem, Stindlem czy Schlaudraffem był kompletnie poza zasięgiem. Mimo wszystko Śląskowi udało się nadszarpnąć ich ambicje. Pierwszy mecz we Wrocławiu można zaliczyć do top 3 najbardziej szalonych meczów WKS-u w historii występów w Europie. Najpierw szybkie dwie bramki gości, później bramka kontaktowa Tomasza Jodłowca, sześć minut później odpowiada Stindl i wynik wydaje się przesądzony. Tuż po przerwie bramkę strzela nie kto inny jak niezawodny Sylwester Patejuk, a wynik wyrównuje Przemysław Kaźmierczak. Do 82 minuty Śląsk bił się jak równy z równym z topowym zespołem Bundesligi i wcale nie był bez szans na zwycięstwo. Poirytowani podopieczni Mirko Slomki wrzucili wyższy bieg i do końca spotkania zdobyli jeszcze dwa gole. Udział przy wbijaniu gwoździa do trumny miał Artur Sobiech, który pojawił się na boisku w 75. minucie i asystował przy bramce na 3:5.

Liga Europy, sezon 2013/14

Po kolejnej udanej ligowej kampanii zakończonej trzecim miejscem i brązowym medalem mistrzostw polski pod wodzą Stanislava Levego Śląsk rozpoczął trzeci z rzędu przymiarki do europejskich pucharów. Pierwszym rywalem wrocławian był po raz kolejny zespół z Czarnogóry, lecz tym razem był to Rudar Pljevlja. Mecz u siebie to prawdziwy koncert ofensywy WKS-u, w której dzielić i rządzić zaczął nowy nabytek Marco Paixao. Po jednej bramce dołożyli Sobota i Plaku ustawiając niemal już cały dwumecz. Mecz na Czarnogórze rozpoczął się od dwóch bramek wrocławian i choć Rudar wyrównał wynik meczu w doliczonym czasie gry to i tak nie przeszkodziło to w awansie Śląska do kolejnej rundy. Trzeciej rundy kwalifikacji do Ligi Europy i legendarnego już dwumeczu z Club Brugge. Czwarta drużyna belgijskiej Jupiler Pro League wydawała się rywalem niemal nieosiągalnym dla wrocławian. Ekipa, którą zarządzał Juan Carlos Garrido, miała według ekspertów, przejechać się po WKS-ie nie dając żadnych szans na awans. Przypomnijmy, że Śląsk na ławce miał wtedy takie nazwiska jak Jakub Więzik, Oded Gavish czy Robert Menzel, a mimo to udało się nie tylko wygrać pierwszy mecz, to dzięki pamiętnemu thrillerowi w Belgi i remisowi 3:3 po dublecie Waldemara Soboty to Wojskowi wyszli zwycięsko z tego pojedynku. Po tym meczu Sobota wpadł w oko włodarzom Brugge i został przez nich wykupiony za 1 milion euro. Ostatni rywal przed upragnioną fazą grupową podobnie jak sezon wcześniej był już w porównaniu do Śląska z innej galaktyki. Sevilla FC z młodym Rakiticiem, Gameiro, Iborrą, Baccą czy nawet wchodzącym z ławki Puerto nie dała najmniejszych szans swoim rywalom. Mimo wspomnień kibiców o szybko strzelonej bramce i długo utrzymującym się remisie w Sevilli nie dało się nie zauważyć różnicy klas obu zespołów. Śląsk przegrał oba mecze odpowiednio 1:4 i 0:5 i utorował Hiszpanom drogę do późniejszego triumfu w tych rozgrywkach.

Liga Europy, sezon 2015/16

Ostatnie pamiętne europejskie wojaże Śląska nie opiewają niestety w piękne historie. Ze Śląska odeszli Mila, Sobota, Kelemen, został skład niedoświadczonych i przeciętnych zawodników, dających radę w ekstraklasie jednak niewystarczających na poważną walkę o puchary. Eliminacje rozpoczęliśmy dwumeczem z NK Celje, gładko wygrywając 1:0 na wyjeździe i 3:1 u siebie po dublecie Jacka Kiełba i pierwszych asystach Roberta Picha w zielono-biało-czerwonych barwach. Później Wojskowi nacięli się na szwedzki IFK Göteborg i mimo przyzwoitego bezbramkowego remisu u siebie, na wyjeździe przegrali 0:2, a przy drugiej bramce asystował późniejszy obrońca Lecha Poznań Thomas Rogne. Śląsk w słabym stylu żegnał się z Europą, nie wiedząc jakie lata nędzy i posuchy czekają zarówno klub, jak i kibiców. Potencjał po mistrzostwie z 2012 roku został roztrwoniony i tym bardziej należy docenić wynik obecnej drużyny. Śląsk wraca do Europy i miejmy nadzieję, że napisze kolejny piękny rozdział w ponad 70-letniej historii klubu.

ZOBACZ też: Śląsk na Paide jednak bez Exposito!