Redaktorski pojedynek: Czy Śląsk Wrocław zostanie mistrzem Polski?

08.02.2024 (12:00) | Adam Mokrzycki
uploads/images/2024/2/426178264_705796545035689_7088292110334605418_n_65c3f8cd0171d.jpg

fot.: Krzysztof Banasik

Wracają rozgrywki Ekstraklasy, a więc i my wracamy z #PojedynekŚląsknetowy. W pierwszym starciu po przerwie zimowej zmierzę się z redaktorem naszego portalu Dominikiem Mazurem, który miał okazję trzykrotnie brać udział w naszej zabawie, ale według Waszych głosów w każdym z tych razy musiał uznać wyższość rywala. Tematem dyskusji jest to, czy Śląsk Wrocław zostanie mistrzem Polski w 2024 roku.



 

Ideą cyklu jest zestawienie ze sobą dwóch przeciwstawnych wizji rozmówców w danym temacie i zobaczyć, kto według Was wyjdzie z tego pojedynku zwycięsko.

Wrocławianie będą przystępować do rundy wiosennej jako lider polskiej ligi. W historii WKS-u jest to dopiero trzeci przypadek, kiedy Trójkolorowi spędzili zimę na fotelu lidera. Szerzej opisał to nasz redaktor Jacek Bratek w swoim cyklu „Jacko wspomina”. Jest to idealna okazja do dyskusji, czy Wojskowi zdołają wywalczyć trzecie mistrzostwo Polski w historii.

Jestem zdania, że podopiecznym Jacka Magiery uda się ta sztuka i piękna historia, którą obecnie piszą, potrwa przynajmniej do lata obecnego roku. Mazur uważa przeciwnie i dopatruje się argumentów, które mówią o tym, że klub ze stolicy Dolnego Śląska po fantastycznej jesieni będzie musiał obejść się smakiem na finiszu trwających rozgrywek. Oto nasze argumenty.

ADAM MOKRZYCKI

Kiedy jak nie teraz? Takie pytanie sobie stawiam przy kwestii ewentualnego mistrzostwa Polski dla Śląska Wrocław w obecnych rozgrywkach. Warunki ku temu są bardzo sprzyjające.

Jako „pierwsze primo” upatruję słabą dyspozycję grupy pościgowej. Zdaniem wielu Jagiellonia Białystok prezentuje w tym momencie najładniejszy dla oka futbol. Z tym trzeba się zgodzić, ale radosny styl gry ma swoje wady. W ostatniej kolejce rundy jesiennej białostoczanie prowadzali z Puszczą Niepołomice 3:0, a i tak nie zdołali wywieźć trzech punktów. Następny w kolejce jest Lech Poznań, który nie zachwycał formą pod koniec ubiegłego roku i w konsekwencji szefowie Lecha stracili cierpliwość i zakończyli współpracę z Johnem van den Bromem. W jego miejsce przyszła osoba dość nieoczywista. Mowa o Mariuszu Rumaku. Były szkoleniowiec m.in. Śląska Wrocław dwukrotnie zdobył z Kolejorzem wicemistrzostwo Polski, ale w Poznaniu nie jest rozpatrywane to jako sukces. W kolejnych zespołach, które Rumak trenował, nawet nie zbliżył się do tych osiągnięć. Kibice w Poznaniu nie podzielają entuzjazmu zarządzających Lechem przy wyborze Rumaka na trenera pierwszej drużyny.

Wychodząc poza podium, trafimy na obecnych mistrzów Polski – Rakowa Częstochowa. Podopieczni Dawida Szwargi nie najlepiej łączyli grę w pucharach z tą na ligowym podwórku i gdyby nie umęczone zwycięstwo rzutem na taśmę z Koroną Kielce w końcówce roku, to Medaliki po raz ostatni pełną pulę zainkasowaliby na początku listopada. Częstochowianie na wiosnę nie będę reprezentować Polski na europejskiej scenie, ale po nowych transferach kadra wydaje się przeładowana i zanim zacznie to ze sobą współgrać, może być za późno na obronę mistrzostwa kraju. Kolejnym zespołem w tym zestawieniu jest Legia Warszawa, która również nie najlepiej radzi sobie z łączeniem europejskiego i ligowego podwórka. Taką sztukę muszą jeszcze praktykować co najmniej do końca lutego. A trzeba powiedzieć, że szanse na awans do kolejnej fazy Ligi Konferencji Europy w starciu z Molde są naprawdę okazałe. Została jeszcze Pogoń Szczecin, ale polskiemu Tottenhamowi zawsze czegoś brakuje, aby realnie włączyć się do walki o miano najlepszego klubu w kraju.

Warto też wspomnieć, że w 16. kolejce ligowa czołówka zaliczyła poślizg, poza Śląskiem, który zainkasował pełną pulę punktów.

Śląskowi zarzuca się również monotonny styl gry, ale ja uważam, że to nieprawda. Wojskowi potrafią wspiąć się na wyżyny i zaskoczyć rywali piękną dla oka grą. Przykładem są gole Matiasa Nahuela Leivy z Piastem Gliwice, Ruchem Chorzów i Cracovią.



Po „drugie primo” odmieniony Jacek Magiera. Szkoleniowiec wrocławian wielokrotnie przyznaje, że wyciągnął wiele wniosków i nauczył się na błędach ze swojej pierwszej kadencji we Wrocławiu. Wprowadził nową etykę pracy. Jest bardziej żywiołowy w trakcie spotkań przy linii bocznej. Podobnego zdania są jego współpracownicy.

Po „trzecie primo, ultimo” atmosfera panująca w zespole. Szatnię Śląska można określać mianem rodziny. Piłkarze są ze sobą zżyci, wspólnie spędzają czas poza boiskiem, a jeden za drugiego wskoczyłby w ogień. Efekty tego widać na boisku.

Piękna by to była historia, gdyby Trójkolorowi po dwóch sezonach, w których do ostatniej chwili walczyli o utrzymanie, zostaliby mistrzami Polski.

DOMINIK MAZUR

Sukces Śląska Wrocław w rundzie jesiennej opierał się na konsekwentnym stylu gry: niezwykle szczelnej, kompaktowej defensywie i szybkim dostarczaniu piłki pod pole karne rywala, gdzie zespół potrzebował niewielu sytuacji podbramkowych, by strzelić gola. Minimum sytuacji – maksimum goli, co jest dość niezwykłe.

Wiosną wrocławianie zrównają się jednak z ligową normą. Będą potrzebowali więcej okazji, by wpisać się na listę strzelców, a zawodnicy Śląska nie zdołają odpowiednio dużo ich wykreować, by podtrzymać formę, do jakiej przyzwyczaili jesienią. Przydarzy się okres posuchy strzeleckiej dla Erika Exposito i spółki, od której Śląsk zdążył się odzwyczaić. Tylko raz nie trafił do siatki, w 15 spotkaniach strzelał gola jako pierwszy i 12 z nich wygrał. Gdy zabraknie otwierania wyniku, o zwycięstwa będzie dużo trudniej.

Skoro już jesteśmy przy wyróżniającym wrocławian stylu gry, mam przeczucie, że przeciwnicy zdołali się go już nauczyć i znajdą sposób na to, jak sobie z nim radzić. Jacek Magiera wielokrotnie powtarzał, że sposób grania Śląska jest skrojony pod możliwości zawodników. Uważam, że przyjdzie moment kryzysu, w którym trzeba będzie zadać sobie pytanie, czy drużyna nie jest zbyt jednowymiarowa. Na koniec zabraknie dodania czegoś ekstra, by Śląsk potrafił jeszcze zaskoczyć rywali na przestrzeni całej rundy albo też zawodnicy nie będą w stanie przestawić się na inny styl gry.

Wciąż obawiam się o to, że kadra jest za wąska, a zmiennicy wnoszą za mało jakości np. w środku pola. Pierwsza jedenastka na przestrzeni pierwszej części sezonu radziła sobie świetnie, ale to jakość piłkarzy z drugiego szeregu pozostawia wątpliwości.

Pogrążeni w mniejszym lub większym kryzysie rywale w końcu się obudzą. Nie chce mi się wierzyć, żeby ani Legia, ani Raków nie włączyły się jeszcze do walki o mistrzostwo kraju. Ich kadry na papierze są wciąż bardziej jakościowe. Wiosną udowodnią to na boisku. Raków i Legia odrobią straty do dwóch rewelacji jesieni i rozstrzygną między sobą kwestię mistrzostwa kraju. Stawiam na Raków.

ZOBACZ też: Jacko wspomina: Belgijski ślad w Śląsku

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet na kanale WhatsApp. Odwiedź nas także na Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.