Rywal pod lupą eksperta: Lech Poznań

18.02.2021 (12:00) | Karol Bugajski
uploads/images/2020/9/cele_5f5f03959bb51.PNG

fot.: Paweł Kot

Śląsk pierwszego zwycięstwa w 2021 roku w niedzielne popołudnie poszuka przy Bułgarskiej w Poznaniu. O sytuacji trenera Dariusza Żurawia, znaczących nieobecnościach i pozycji w tabeli rozmawiamy z Radosławem Nawrotem, dziennikarzem Interii.



 

Pierwsza doba po ubiegłotygodniowej wyjazdowej porażce Lecha z Wisłą Płock (0:1) upłynęła w Poznaniu pod znakiem spekulacji na temat przyszłości trenera Dariusza Żurawia. Jak blisko było dymisji szkoleniowca wicemistrza Polski po kolejnym rozczarowaniu?

Było daleko, ale to nie oznacza, że w pewnym momencie nie będzie musiał tego zrobić. Jeżeli wyniki się nie poprawią, zwycięstwa nie przyjdą, to nie za bardzo będzie inne wyjście. W Lechu od lat jest tak, że to nie deklaracje i w jakimś sensie nawet nie wola władz klubu utrzymuje trenera, tylko właśnie rezultaty kolejnych spotkań. Złe wyniki drużyny z Poznania potrafią nakręcić taką spiralę, z której czasami nie ma wyjścia i dotychczas żaden trener czegoś takiego nie opanował. Przy Bułgarskiej wierzą, że z Dariuszem Żurawiem, bo pamiętają co działo się pod jego wodzą w 2019 roku. To był jednak sam początek jego pracy, więc tego się nie da do końca porównać. W Lechu nie chcą dokonywać demontażu całego pionu sportowego, co wiązałoby się ze zmianą pierwszego szkoleniowca, ale wkrótce mogą być do tego trochę przymuszeni.

Wierzy pan, że kredyt zaufania, którym został obdarzony trener Żuraw, będzie długotrwały?

Warto zwrócić uwagę, że to nie jest żadne wotum zaufania, bo klub niczego nie zadeklarował. Lech oficjalnie nie zajął stanowiska, nikogo nie chwali, ani nikogo nie potępia, po prostu totalnie milczy. Można powiedzieć, że życie w Poznaniu toczy się samo, a to czy wyniki przyjdą nie zależy od działań władz klubu, tylko od samego trenera. Cel jest wspólny, a zawodnicy są naprawdę zdeterminowani, by wrócić do wygrywania, tylko nie za bardzo wiedzą jak mają to zrobić i tu jest dzisiaj pies pogrzebany.

Czy można zatem pokusić się o stwierdzenie, że Lechowi potrzeba po prostu jednego przekonywującego zwycięstwa, meczu na przełamanie?

Nie wiem, czy w tej sytuacji jedno spotkanie może coś dać, bo tej tezie już trochę zaprzeczył Puchar Polski. Przecież przebieg meczu przeciwko Radomiakowi w Sosnowcu, kiedy Lech praktycznie uciekł spod gilotyny (1:1 po dogrywce i zwycięstwo w karnych – przyp. red.), właśnie powinien zadziałać jak trampolina mentalna. A nie zadziałał, bo widzieliśmy, jak zespół Żurawia wyglądał niespełna trzy doby później na stadionie Wisły Płock. Nie przesadzałbym więc z ocenianiem, że jedno zwycięstwo niczym czarodziejska różdżka odmieni wszystko w Lechu. Jeśli już chcielibyśmy znaleźć coś takiego, to bardziej skupiłbym się na powrotach zawodników od których zależy gra wicemistrza Polski, a ich nie ma. Ten zespół jest naprawdę mocno wyszczerbiony. W zasadzie nie ma funkcjonujących skrzydeł, zdemontowana jest defensywa, w której niemal zawsze gra ktoś inny, choćby ostatnio Tomasz Dejewski, i to w momencie, gdy Lech sprowadził dwóch nowych środkowych obrońców. Kluczową sprawą jest zaś rozbicie magicznego trio Jakub Moder – Dani Ramirez – Pedro Tiba. Modera już nie ma, Hiszpan ostatnio był niedysponowany, a Portugalczyk sam tego nie pociągnie.

Trenerowi Żurawiowi brakuje również Mikaela Ishaka, który miał świetne wejście do ligi, a w szalonym meczu rundy jesiennej we Wrocławiu (3:3) zdobył dwie bramki. Szwed w tym roku zagrał tylko raz, więc nasuwa się pytanie jak wygląda jego aktualna sytuacja i kiedy Lech może liczyć na jego powrót?

Tego właśnie nie wiemy i nie wygląda to zbyt dobrze, bo wiele wskazuje na to, że Ishak będzie potrzebował trochę czasu. W tym tygodniu przechodził badania, występ przeciwko Śląskowi będzie oczywiście niemożliwy. Jest Filip Szymczak, który w Sosnowcu i Płocku grał od pierwszej minuty. Wiadomo, że on w normalnych okolicznościach nie jest jeszcze w stanie konkurować z Ishakiem, natomiast Lech chciał na niego stawiać i stopniowo wprowadza do pierwszej drużyny.

Przed każdym meczem naszego eksperta prosimy również o ocenę najważniejszego zawodnika rywala Śląska. W Kolejorzu lidera znaleźć teraz trudno, ale ja zaproponuję Jakuba Kamińskiego. Czy ten piłkarz w obecnej sytuacji, dzięki swojej nieszablonowości i młodzieńczej pomysłowości, jest najlepszą polisą na życie Lecha?

Ten zawodnik naprawdę dużo umie, natomiast trzeba też pamiętać, że jest jednym z tych, którzy w ostatnich miesiącach zanotowali bardzo poważny zjazd formy. Jego wiek to jedna sprawa, ale Kamiński jednocześnie ma już spore doświadczenie ligowe. Pamiętajmy też, że nie do końca jest tak, że młodzieńczą fantazją da się nadrobić braki w formie. Nad tym trzeba cały czas pracować, a wydaje mi się, że u Kamińskiego teraz tego po prostu nie ma. To zresztą dotyczy wszystkich piłkarzy Lecha.

Uwagę zwraca też bramkarz Mickey van der Hart, który jesień stracił z powodu kontuzji, a od początku nowego roku bez kłopotów wrócił między słupki pomimo bardzo udanej rundy Filipa Bednarka. Zaskoczyło to pana?

Nie, w Poznaniu się tego spodziewaliśmy. Pierwszym golkiperem Lecha jest van der Hart, a Bednarek miejsce w składzie zawdzięczał tylko jego urazowi. Holender został sprowadzony przed rozpoczęciem poprzedniego sezonu po to, by również w jakimś stopniu oprzeć na nim grę całego zespołu, a Bednarek zawsze był tylko uzupełnieniem. Owszem, dwie interwencje Polaka dały Lechowi awans do ćwierćfinału Pucharu Polski, ale o umiejętnościach bramkarskich stanowi jego zachowanie w meczu, postawa na przedpolu czy sposób wyprowadzania gry, a rzuty karne to tylko dodatek. Kolejorz postawił na van der Harta półtora roku temu i zaskoczenie byłoby wtedy, gdyby Bednarek utrzymał miejsce w składzie po powrocie do zdrowia Holendra.

Czy kłopotów Lecha w tym sezonie w jakimś stopniu należało się spodziewać czy tak poważnego dołka, z którym zespół zmaga się od dłuższego czasu, jednak nikt by nie przewidział?

Można się było tego spodziewać biorąc pod uwagę ogólną nieudolność władz Lecha do stworzenia czegokolwiek wartościowego sportowo w ostatnich latach, ale że będzie aż tak, to chyba nie. Na pewno obraz zamazały trochę europejskie puchary, bo wydawało się, że Dariusz Żuraw będzie w stanie stworzyć drużynę, która będzie wygrywała. Natomiast to co jest teraz, to pewna norma i standard w wykonaniu tego klubu, który od kilku lat dobry jest tylko chwilami. Fakt, że tylko ostatnia w tabeli Stal Mielec ma mniej zwycięstw, albo, że po poprzedniej kolejce wyżej od Lecha plasuje się już Warta Poznań to jest coś, co działa na wyobraźnię. I może dobrze, bo pozwala sobie uświadomić, gdzie się znalazł klub z Bułgarskiej.

ZOBACZ też: #SektorŚląska: Zmiana trenera? (PODCAST)