Rywal pod lupą eksperta: Piast Gliwice

05.02.2021 (06:00) | Karol Bugajski
uploads/images/2021/1/milewski_6009e08ef05b8.PNG

fot.: Mateusz Porzucek

W drugim tegorocznym meczu rywalem Śląska Wrocław w Gliwicach będzie Piast. O nieprawdopodobnym występie przy Reymonta, odrodzeniu po pechowym wejściu w sezon i kluczowej roli Jakuba Świerczoka rozmawiamy z Pawłem Czado, dziennikarzem Interii.



 

Niesamowita była inauguracja ligowej wiosny w wykonaniu Piasta Gliwice. Można powiedzieć, że ten jeden mecz na stadionie Wisły Kraków (4:3) był jak cały sezon dla drużyny Waldemara Fornalika – nieudany, a po chwili wręcz dramatycznie zły początek, ustabilizowanie sytuacji i w końcu wyjście na prostą.

Takiego spotkania się nie spodziewałem, ale oczekiwałem dobrego piłkarskiego widowiska i tego, że ci, którzy lekceważą Piasta, mogą się mocno zdziwić. Po dwudziestu – trzydziestu minutach byłem jednak wręcz przerażony tym, co widziałem. Piastowi nie wychodziło nic, a Wiśle Kraków praktycznie wszystko. Problemem gliwiczan była gra na skrzydłach, bo pierwsza i druga bramka padły właśnie po podaniach z flanki, potem trzecia po dalekim zagraniu ze środka pola. Wydawało się, że będzie bardzo źle i jeśli ktoś wtedy na podstawie tego, co widział, powiedziałby, że wynik może się jeszcze odwrócić, to chyba by skłamał. Dosłownie nic zapowiadało takiej zmiany w tym meczu, ale to się jednak wydarzyło. Trener Fornalik reagował, bo już w pierwszej połowie w miejsce Michała Chrapka wprowadził Tomasza Jodłowca. Potem świetnie się ułożyło, bo tuż przed przerwą w ciągu dwóch minut Piast zdobył dwie bramki i zespół Fornalika już na przerwę schodził z przeświadczeniem, że jednak jeszcze można będzie coś ugrać. W drugiej połowie gliwiczanie grali już tak, jak w końcówce rundy jesiennej. Prowadzili grę, ich akcje nie były przypadkowe, a po bramce z kontrowersyjnego rzutu karnego na 3:3 poczuli krew i uwierzyli, że mogą nawet wygrać.

Co pańskim zdaniem było kluczowym momentem wpływającym na przemianę Piasta przy Okrzei? Motywujący oddech ulgi po anulowanym karnym przy stanie 0:3, szczęśliwa bramka kontaktowa po błędzie bramkarza, a może właśnie wspomniane już wejście Jodłowca za Chrapka, które ewidentnie uporządkowało sytuację w środku?

Dla mnie najważniejsze były jednak te dwa gole strzelone w krótkim czasie. Z przygnębienia i wyniku 0:3 w krótką chwilę wszystko się zmieniło w wiarę, że ten mecz jeszcze nie jest przegrany. Zwracam uwagę na pierwszą bramkę autorstwa Jakuba Świerczoka, bo on zrobił rzecz fantastyczną, która rzadko się zdarza w polskiej lidze, czyli tak naprawdę wypracował sobie całą akcję od początku do końca. Nie powiem, że niczym Diego Maradona, ale naprawdę w najlepszym latynoskim stylu. No i drugi gol, oczywiście przypadkowy, po błędzie bramkarza Wisły, ale on poprawił wynik w sposób kluczowy, więc gdybym miał wskazać ten najważniejszy, decydujący moment, którzy przyczynił się do tego niesamowitego zrywu Piasta to postawiłbym właśnie na to.

Z czego wynikały problemy gliwiczan na samym początku sezonu? Czy jest trochę tak, że w polskich realiach mityczny „pocałunek śmierci” europejskich pucharów zawsze będzie miał duży wpływ na wyniki w lidze, czy jednak tak poważnego falstartu można było uniknąć?

Moim zdaniem wszystko sprowadza się jednak do przypadku, nie zawsze, ale bardzo często. Czasami nie należy doszukiwać się jakichś prawidłowości, chociaż rzeczywiście często składa się tak, że nasze drużyny grające w europejskich pucharach płacą za to cenę w pierwszej części nowego sezonu ekstraklasy. Chodzi o zaburzone przygotowania, wczesny start, transfery, często też szybkie odpadnięcie i to na pewno nie jest łatwe. Natomiast jeśli ktoś uważnie przeanalizowałby mecze Piasta na początku sezonu, wiedziałby, że ten zespół grał naprawdę dobrą piłkę, tylko nie strzelał goli, a za to regularnie tracił. Nie brakowało mu kondycji, pomysłu na grę, wyniki wtedy na pewno nie oddawały tego, co widzieliśmy na boisku, ale brakowało mu skuteczności. Można byłoby też wskazać słabszą grę obronną, ale to akurat wynikało z tego, że na początku sezonu brakowało Jakuba Czerwińskiego. Powiedziałem o przypadku, bo w mojej opinii te wyniki Piasta z sierpnia i września to był właśnie po prostu przypadek, zwyczajnie pechowy zbieg okoliczności. Myślę, że runda wiosenna będzie w jego wykonaniu taka, jak ostatnie występy przed zimową przerwą.

Można powiedzieć, że teraz Piast wreszcie wrócił do równowagi, najlepsza w lidze seria ośmiu meczów z rzędu bez porażki każe sądzić, że teraz oglądamy jego prawdziwą twarz.

Tak mi się wydaje. Waldemar Fornalik jest zbyt doświadczonym szkoleniowcem, by poddawać się jakimś nagłym impulsom, nerwowym decyzjom. Ok, jesienią długo nie szło, ale to nie powód, żeby tracić głowę i nagle wywracać wszystko, co robiło się do tej pory. Solidnie pracuje, wie jak to robić, ma zgrany sztab, a dodatkowo mam poczucie, że cechuje ich wiara w to, że jeśli dobrze wykonuje się swoją pracę, to efekty po prostu muszą przyjść. Przyszły już w ostatnim miesiącu grania w 2020 roku i teraz wydaje się, że są kontynuowane, chociaż ten ostatni mecz to było naprawdę coś niezwykłego. Taka zmiana wyniku nie zdarza się nawet raz na pokolenie, ja poszukałem, kiedy ostatni raz mieliśmy do czynienia z podobną historią w ekstraklasie. W 1938 roku! A co ciekawe, dziesięć lat wcześniej nawet dwa takie przypadki zdarzyły się na przestrzeni dwóch miesięcy.

Czy można się pokusić o ocenę, że jutrzejszy mecz będzie drogowskazem dla Piasta na dalszą część rundy wiosennej? Po wygranej przy Reymonta traci siedem punktów do czwartego w tabeli Śląska, pójście za ciosem w 16. kolejce pozwoliłoby mu chyba zacząć myśleć o ścisłej czołówce i europejskich pucharach.

Bardzo możliwe, bo Piast prezentuje grę, która w moich oczach ustawia go zdecydowanie w górnej połowie tabeli ekstraklasy i to jest kwestia czasu, kiedy również punktowo się tam znajdzie. Proszę również pamiętać, że zespół trenera Fornalika cały czas gra w Pucharze Polski, a to oczywiście najkrótsza droga do europejskich pucharów. Zaplanowany na środę mecz 1/8 finału przeciwko Pogoni w Szczecinie również będzie bardzo ważny w kontekście wiosennych losów Piasta. Twierdzę, że wcale nie będą bez szans pomimo tego, że wiemy jak silnego rywala przydzielił im los i jeżeli również w tym meczu pokażą się z dobrej strony to kto wie, co jeszcze będzie możliwe do końca sezonu. Drużyna trenera Fornalika zaczyna się cementować, a mi szczególnie podoba się, że coraz więcej zaczynają znaczyć ludzie, którzy dołączyli do Piasta niedawno. Wiadomo, że Świerczok odpalił w niezwykły sposób, ale są też Michał Żyro czy Patryk Lipski, chociaż akurat w przypadku tego ostatniego ciągle można wymagać więcej, bo pamiętam, jak grał pod okiem tego samego szkoleniowca w Ruchu Chorzów. Jestem optymistą, jeśli chodzi o najbliższe tygodnie Piasta, a dla Śląska to niedobra informacja, że trafia na niego akurat teraz. Trudno sobie przecież wyobrazić bardziej pozytywnego emocjonalnego kopa niż to, co spotkało gliwiczan na inaugurację ligowej wiosny przy Reymonta. Ale trener Vitezslav Lavicka również wykonuje dobrą pracę, podoba mi się jego zespół i uważam, że jutrzejszy mecz będzie po prostu bardzo ciekawy.

ZOBACZ też: Statystyki nie kłamią: Piast Gliwice