Rywal pod lupą eksperta: Podbeskidzie Bielsko-Biała

18.04.2021 (10:00) | Karol Bugajski
uploads/images/2020/11/bielsko4_5fc359b8e7514.jpg

fot.: tspodbeskidzie.pl / Jakub Ziemianin

We wtorkowym meczu 26. kolejki ekstraklasy domowym rywalem Śląska Wrocław będzie Podbeskidzie Bielsko-Biała. O szansach na utrzymanie beniaminka, wiosennej pracy trenera Roberta Kasperczyka i wyjazdowej niemocy rozmawiamy z Michałem Trelą, dziennikarzem newonce.sport.



 

Podbeskidzie przyjeżdża do Wrocławia po nadspodziewanie łatwej przegranej z Pogonią (0:2). W piątkowy wieczór beniaminek trafił na zbyt silnego przeciwnika czy to w jego grze było zbyt dużo mankamentów?

Faktycznie, to była bezdyskusyjna porażka bielszczan, można powiedzieć, że nawet najbardziej bezdyskusyjna w tej rundzie. Mam wrażenie, że na taki stan rzeczy złożyły się dwa czynniki – słaby mecz w wykonaniu Podbeskidzia, co wcześniej już się zdarzało połączony z naprawdę dobrym występem rywala. Pogoń absolutnie na nic nie pozwoliła Góralom, jednak to, że w 25. kolejce Dante Stipica po raz szesnasty w tym sezonie zachował czyste konto, pokazuje, że nie tylko Podbeskidzie ma problem ze stwarzaniem sytuacji, kiedy jego rywalem jest zespół ze Szczecina. Na pewno jest to duży krok w tył dla drużyny trenera Roberta Kasperczyka. Jednocześnie przecież pierwsza porażka na własnym boisku w 2021 roku, a to dzięki meczom u siebie Podbeskidzie pozostaje jeszcze w grze o utrzymanie w ekstraklasie. Jako, że już we wtorek rywalem beniaminka będzie jednak Śląsk Wrocław, nie ma czasu na długie rozpamiętywanie, trzeba już odhaczyć to, co wydarzyło się w poprzedniej kolejce i jechać dalej.

Czy właśnie fakt, że jedyna w tym sezonie kolejka w środku tygodnia wypada na finiszu ligi, gdy nie należy zatrzymywać się przy kolejnych potknięciach, może pomóc Podbeskidziu?

Ja mam poczucie, że ten zespół ma problem nie tyle mentalny, co piłkarski i po prostu wygląda lepiej, kiedy ma okazję trochę dłużej potrenować. Nagromadzenie meczów im nie sprzyja, więc raczej nie pochodzę do tego w ten sposób, że kolejne spotkanie już we wtorek we Wrocławiu, a później w piątek z Lechem u siebie to dla nich pozytywna informacja, chociaż piłkarze zawsze podkreślają, że po porażce zawsze dobrze zagrać szybko. Natomiast jeśli przypomnimy sobie pierwsze mecze Podbeskidzia po ostatnich przerwach – po zimowej (1:0 z Legią) albo po ostatniej na kadrę (2:0 z Wisłą Kraków) to okaże się, że to właśnie były jego najlepsze występy w ostatnim czasie. Odnoszę wrażenie, że kiedy trener Kasperczyk ma ten zespół trochę dłużej i jest możliwość popracowania nieco spokojniej, to jest w stanie poprawiać różne aspekty, które tego wymagają. Natomiast kiedy później Podbeskidzie wpada w rytm grania, często zaczyna się rozjeżdżać.

Wspomniał pan o wygranej z mistrzem Polski na inaugurację ligowej wiosny, która jednocześnie była dla Górali początkiem serii czterech kolejnych meczów bez porażki na początek drugiej kadencji trenera Roberta Kasperczyka. Czy wtedy nie wydawało się, że ta runda będzie dla Podbeskidzia jednak trochę łatwiejsza, a formę uda się utrzymać przez dłuższy czas? Kolejnych siedem spotkań przyniosło tej drużynie aż pięć przegranych.

Dla nikogo w Bielsku to nie jest zaskoczenie. Trener Kasperczyk i tak już zrobił dobrą robotę, bo Podbeskidzie w tabeli rundy wiosennej jest na 10. – 11. miejscu, czyli stało się takim normalnym ligowym zespołem, podczas gdy jesienią bardzo wyraźnie, czasami wręcz kompromitująco odstawało od poziomu ekstraklasy. Teraz Górale są średniakiem, co prawda ciążącym w dół, ale takim przeciwko któremu nie gra się łatwo, a mecze nie wygrywają się same. Z Podbeskidziem można teraz czasem przegrać i nie każdy jest mu w stanie wbić trzy czy cztery gole, więc nie powiedziałbym, że wiosna jest poniżej oczekiwań. Oczekiwań po rundzie jesiennej w Bielsku-Białej nie było praktycznie żadnych, dla kibiców i lokalnego środowiska to raczej już było spisywanie tego sezonu na straty. Na pięć kolejek przed końcem ciągle jest duża szansa na utrzymanie, Podbeskidzie plasuje się nad lokatą spadkową, więc tutaj nie ma mowy o żadnym dużym rozczarowaniu.

W ekipie spod Klimczoka pomimo zimowej zmiany szkoleniowca, podpisania kontraktu przez Rafała Janickiego czy czystego konta w pierwszym meczu z Legią, niespecjalnie poprawia się gra defensywy. Bielszczanie w pięciu z sześciu ostatnich spotkań tracili po dwie bramki, a w tym sezonie łącznie wpuścili już 52 gole. To systemowy problem?

Systemowy problem to był jesienią, kiedy drużyna trenera Krzysztofa Brede grała zbyt odważnie, biorąc pod uwagę jakich miała piłkarzy i była banalna do wypunktowania. Trener Kasperczyk to poprawił i chociaż Podbeskidzie cały czas traci dużo bramek, to już nie są tak horrendalne liczby, jak w pierwszej części sezonu. Wiosną częściej chodzi o indywidualne pomyłki poszczególnych piłkarzy. Od meczu z Wisłą Kraków bielszczanie przeszli na grę systemem z trójką obrońców, którą stanowili Milan Rundić, Rafał Janicki i Filip Modelski. W tym meczu wyglądało to całkiem nieźle, zagrali na zero z tyłu, wygrali, wszystko było w porządku. Przed poprzednim wyjazdem do Lubina (1:2) wypadł jednak Rundić, a zastąpił go Dymtro Baszłaj, którego ekstraklasa weryfikuje mocno negatywnie i Podbeskidzie w defensywie zaczyna funkcjonować już coraz gorzej. Zespół trenera Kasperczyka na pewno nie jest mocne w obronie, ale bez wątpliwości wygląda lepiej niż kiedy rozmawialiśmy przed jesiennym meczem ze Śląskiem (2:0 dla wrocławian).

Wtorkowe spotkanie na Stadionie Wrocław będzie dla Podbeskidzia kolejnym wyzwaniem wyjazdowym. Górale to jedyny zespół w tym sezonie, który na obcym stadionie jeszcze nie wygrał, a w dwunastu meczach zainkasował zaledwie trzy punkty. Czy w sytuacji, w której teraz znajduje się beniaminek, tak długa i niedobra seria w ogóle jest jeszcze do przerwania?

Jeżeli mamy rozmawiać o utrzymaniu Podbeskidzia, to chyba nie ma innego wyjścia. Wiem, że to co powiem nie jest bardzo racjonalną przesłanką, ale jednak nawet w polskiej lidze rzadko się zdarza zespół, który przez cały sezon nie potrafiłby wygrać choćby jednego meczu na wyjeździe. Z każdym nieudanym meczem bielszczan w roli gościa to prawdopodobieństwo przełamania się dla mnie zwiększa w myśl zasady, że kiedyś w końcu musi się udać. Podbeskidzie aż tak strasznie nie odstaje od reszty stawki, żeby nie wygrać żadnego meczu wyjazdowego, nie tacy jak oni, jednak czasami potrafili zgarnąć komplet punktów poza domem. Jednocześnie trzeba sobie powiedzieć, że wyjazdy, które pozostały Podbeskidziu będą bardzo trudne. Po wtorkowym spotkaniu we Wrocławiu, piłkarzy trenera Kasperczyka czekają jeszcze spotkania w Gliwicach i Warszawie. Z drugiej strony jednak, równie dobrze może okazać się, że ten mecz przy Łazienkowskiej w 30. kolejce, kiedy Legia już wcześniej zapewni sobie mistrzostwo Polski, wcale nie będzie jakimś ekstremalnym wyzwaniem. Podbeskidzie cały czas ma szansę przełamać się na wyjeździe, ciągle nie można tego wykluczyć.

A gdyby jednak wiosenna misja trenera Kasperczyka się nie powiodła i Górale spadną z ekstraklasy, to byłaby dla nich katastrofa, czy raczej podejście na zasadzie ŁKS, który pogodził się z sytuacją, szybko otrząsnął i założył, że chce wrócić już po roku?

Chyba gdzieś pomiędzy. To na pewno nie byłby koniec świata dla Podbeskidzia, bo nie jest tak, że klub rzucił dzisiaj wszystkie siły i pieniądze, żeby utrzymać ekstraklasę, a kiedy się nie uda, to wpadnie w długi. Natomiast sytuacja finansowa klubu nie jest też na tyle idealna, że bielszczanie po spadku od razu staliby się za silni na I ligę. Sytuacja po ewentualnym spadku Podbeskidzia może być taka, jak po poprzednim rozstaniu z ekstraklasą w 2016 roku. Górale pewnie znaleźliby się w szerokim gronie zespołów, które docelowo myślą o awansie, raczej nie groziłby im los Ruchu Chorzów czy Górnika Łęczna, które w pierwszym sezonie po spadku z najwyższej klasy rozgrywkowej, spadały też z jej zaplecza. Natomiast w Bielsku-Białej dziś o tyle mocno chcą się utrzymać, że wiedzą jak ciężko się awansuje. Zarówno przy pierwszej, jak i drugiej promocji Podbeskidzia, pod Klimczokiem musiało minąć naprawdę dużo czasu, ciężkich chwil i dużo błędów zostać popełnionych, żeby w tej ekstraklasie się pojawić. Dlatego teraz szkoda byłoby oddawać miejsce w elicie tak łatwo, bo jednak w ten sposób należy podejść do sezonu, w którym mamy tylko jednego spadkowicza.

ZOBACZ też: Plusy i minusy meczu z Górnikiem