Rywal pod lupą eksperta: Pogoń Szczecin

26.02.2021 (16:00) | Karol Bugajski
uploads/images/2020/9/KoPa_PogSzCz_SlaWro_19092020_-13_5f68359d8913b.JPG

fot.: Paweł Kot

Po czterech meczach bez ligowego zwycięstwa rywalem Śląska w 19. kolejce ekstraklasy będzie wicelider ze Szczecina. O rewelacyjnej defensywie, rozbudzonych nadziejach i trenerze Koście Runjaiciu rozmawiamy z Michałem Elmerychem, dziennikarzem Radia Szczecin.



 

Kiedy Pogoń po sześciu ligowych zwycięstwach z rzędu, w dwóch kolejnych meczach zdobyła tylko punkt, a w międzyczasie odpadła też z Pucharu Polski, w świadomości kibiców Portowców pojawił się niepokój?

Absolutnie nie. Nie mam żadnych obaw, a nawet wręcz przeciwnie, jestem zbudowany tym, jak Pogoń wyglądała fizycznie, choćby w ostatnim meczu z Wisłą w Krakowie (1:2). Intensywność spotkania przy Reymonta była tego najlepszym dowodem, bo liczbą sprintów obu drużyn można byłoby obdzielić kilka spotkań naszej ekstraklasy. Co do dwumeczu z Piastem, najpierw w PP, a trzy dni później o punkty, jednak wziąłbym pod uwagę stan murawy na budowanym stadionie w Szczecinie. Myślę, że w lidze zakładowej piłkarze grają na lepszych boiskach, a to moim zdaniem akurat miało znaczenie dla jakości gry w tych spotkaniach. Porażka przy Reymonta? Wisła Kraków zawsze była nieobliczalnym zespołem, a teraz przy trenerze Peterze Hyballi jest jeszcze bardziej. Pogoń miała swoje sytuacje, po dwóch golach straconych przed przerwą, druga połowa była zdecydowanie lepsza i tego meczu Portowcy wcale nie musieli zakończyć bez punktów.

Czyli trener Kosta Runjaić wszystko ma pod kontrolą?

Podchodzę do wyników tych trzech spotkań bardzo spokojnie, uważam, że wszystko cały czas jest na dobrej drodze. Nie ma co wyciągać pochopnych wniosków, bo w lidze każdego meczu wygrać się nie da. Warto też pamiętać, że wyjazdy do Wisły od dawna nie są zresztą mocną stroną Pogoni, rok temu również przegrała tam jako lider, a Biała Gwiazda przerwała tym samym swoją czarną serię dziesięciu kolejnych porażek w ekstraklasie. I w ogóle Kraków Portowcom ostatnio nie leży (przy Kałuży w sierpniu przegrali również 1:2, w tym mieście zanotowali 2 z 3 ligowych porażek w tym sezonie ligowym – przyp. red.). W Szczecinie nic się nie zmienia. Nie ma powodów do niepokoju o Pogoń.

Zaledwie 10 bramek straconych przez Portowców w 18 kolejkach to wynik imponujący. W czym tkwi tajemnica sukcesu? W jednym czasie, w jednym miejscu spotkali się aż tak solidni w defensywie piłkarze, czy to rezultat konkretnych pomysłów zaproponowanych przez trenera Runjaicia?

Szkoleniowiec jak najbardziej odegrał w tym ważną rolę, ale tak naprawdę budowanie zespołu od tyłu powinno być standardem. Jest grupa takich zawodników, na których niemiecki szkoleniowiec Pogoni faktycznie może mocno liczyć, ten zespół gra bardzo stabilnie w defensywie, ale przede wszystkim należy podkreślić umiejętności poszczególnych piłkarzy. Mamy przecież choćby niesamowitego Dante Stipicę między słupkami - bez jego instynktownych interwencji liczba bramek straconych przez Pogoń na pewno byłaby dużo większa. To wszystko jest wypadkową wielu czynników i prawidłowo funkcjonuje właśnie w połączeniu. Nie można wskazać żadnej jednej konkretnej rzeczy, która sprawia, że zespół tak dobrze wygląda w defensywie.

Najlepszym strzelcem Portowców jest autor pięciu bramek Alexander Gorgon, ale to nie napastnik, tylko ofensywny pomocnik. Patrząc w tabelę – nie ma na co narzekać, z powodzeniem można grać bez typowego snajpera. Ale czy za chwilę, w kluczowych meczach sezonu, nie okaże się, że Pogoni bez napastnika jednak będzie bardzo ciężko?

Myślę, że nie będzie takiego momentu, bo ktoś taki w końcu się objawi. Przypomnę, że jest Słoweniec Luka Zahović, który w końcówce rundy jesiennej zdobył dwie bramki, trafił też ostatnio w PP z Piastem i cały czas czekamy aż pokaże to, co rzeczywiście potrafi. Umie się zastawić, operować piłką, sporo widzi, ale ma problem z wykorzystywaniem stuprocentowych okazji. Może to do niego przyjdzie i odpali w najważniejszych kolejkach. Jest Adrian Benedyczak, również autor dwóch goli, którego nie można skreślać. Przecież to jego bramka zagwarantowała Pogoni zwycięstwo w pierwszym tegorocznym meczu ligowym przeciwko Rakowowi w Bełchatowie (1:0) i awans na fotel lidera, na którym utrzymała się aż do poprzedniego tygodnia.

To od niego zaczęła się ta wiosenna euforia w Szczecinie, obudziła się realna nadzieja na świetny wynik w końcowej tabeli.

Natomiast jest w ofensywie Pogoni coś, czego brakuje już od dłuższego czasu i to chcę podkreślić – powiedzmy brak szaleństwa, niekonwencjonalności. Pół-żartem, pół-serio mówię, że ostatnim zawodnikiem, który potrafił zrobić pod bramką przeciwnika coś takiego, na co żaden z jego kolegów by się nie zdecydował, był Radosław Majewski, ale on ze Szczecinem rozstał się już przed rozpoczęciem poprzedniego sezonu. Akcji Pogoni w poprzedniej kolejce przy Reymonta było sporo, ale wszystkie były bardzo szablonowe i łatwe do przewidzenia dla rywala. Portowcy w tym okienku nie szukali napastnika. Ono zresztą było bardzo ostrożne, może coś w ofensywie zmieni się w związku z ostatnim przyjściem Rafała Kurzawy. Jego dośrodkowania lewą nogą w decydujących meczach sezonu mogą przecież spadać na prawą Zahovicia i wtedy powinno być całkiem dobrze.

Temat Kurzawy w ostatnich dniach rozgrzał wyobraźnię kibiców ekstraklasy, stał się też przyczyną niemałego zgrzytu na linii Szczecin – Zabrze. Czy w niedzielnym meczu ze Śląskiem należy spodziewać się debiutu tego piłkarza w barwach Portowców?

Nie wydaje mi się, chyba że trener Runjaić zdecyduje, że warto go już zabrać do jakiegoś konkretnego zadania, to znaczy gramy pod faul i Kurzawa będzie potrzebny do rzutu wolnego. Należy pamiętać, że on nie grał naprawdę długo, a poza tym systemu gry Pogoni naprawdę trzeba się nauczyć. Kurzawa nie jest znany z tego, że lubi biegać dużo i długo, a w tym pomyśle trenera Runjaicia każdy swoje kilometry jednak musi zrobić. Wypowiedzi szkoleniowca Portowców na temat tego zawodnika były bardzo pochlebne, on podkreślał, że pamięta go jeszcze z czasów Górnika Zabrze, bo niemiecki szkoleniowiec pracował już wtedy w ekstraklasie. Runjaić będzie miał pomysł na Kurzawę, ale najprawdopodobniej jeszcze nie w niedzielę we Wrocławiu.

Jak ten sezon Pogoni powinien rozumieć kibic Portowców i całej ekstraklasy? Czy faktycznie było trochę tak, że szczecinianie nie zamierzali pchać się do europejskich pucharów póki nie mieli stadionu z prawdziwego zdarzenia, czy po prostu wieloletnia praca trenera Runjaicia w końcu musiała przynieść takie rezultaty?

To jest sezon budowania. Po raz pierwszy od dawna zdarzyło się takie zimowe okienko, w którym Pogoń nie straciła zawodników decydujących o jej obliczu, a dodatkowo zanotowała drobne wzmocnienia. Budujemy. Drużyna jest tworzona tak jak powinna – mamy solidną bramkę, wzmacniamy obronę, wbrew pozorom mamy również coraz mocniejszą drugą linię, co widać choćby po formie Damiana Dąbrowskiego, który wykartkował się na mecz w Krakowie i jego strata była odczuwalna.

Druga linia Pogoni w ogóle wydaje się najmocniejsza w ekstraklasie. Przecież są jeszcze wspomniany Gorgon, Tomas Podstawski, Sebastian Kowalczyk. Wybór niesamowity.

Może poza Legią, bo ona sprowadza teraz tylu piłkarzy, że nawet trudno się zorientować, gdzie kto będzie grać (śmiech). To jest bardzo silna formacja, w której Runjaić ma wielu zawodników, którzy wiedzą o co chodzi w piłce. Nie wiem natomiast, czy dzięki temu wszystkiemu to będzie sezon, w którym Pogoń zdobędzie mistrzostwo Polski. Drugie czy trzecie miejsce przecież też nie byłoby złe, ale apetyty zostały rozbudzone, marzenia o tytule w Szczecinie są olbrzymie. To jest też bardzo ważny sezon dla trenera Portowców, który wreszcie musi coś pokazać. On doskonale wie, że jeżeli po tylu latach pracy w Szczecinie nie będzie się mógł pochwalić żadnym konkretem, to jego powrót do Niemiec to nie będzie już 2. Bundesliga, tylko niżej. Trzeba walczyć, nie ma na co czekać, nigdy nie ma pewności, że w razie niepowodzenia podobna szansa nadarzy się w kolejnym sezonie.

ZOBACZ też: Gwiazda Pogoni pod lupą eksperta