Rywal pod lupą eksperta: Wisła Kraków

11.02.2021 (06:00) | Karol Bugajski
uploads/images/2020/8/KoPa__29082020WislaKra_SlaWro__-9_5f4a8748d5532.jpg

fot.: Paweł Kot

Po dwóch meczach bez gola na inaugurację ligowego roku, Śląsk jutro wieczorem podejmie Wisłę Kraków. O pracy trenera Petera Hyballi, przygotowaniu fizycznym i przyszłości Jakuba Błaszczykowskiego rozmawiamy z Krzysztofem Kawą, szefem działu sportowego "Dziennika Polskiego" i "Gazety Krakowskiej".



 

Pierwsze słowo nasuwające się na myśl po ostatnim meczu Wisły Kraków przeciwko Jagiellonii to „cierpliwość”. Biała Gwiazda umiała wyczekać swoje okazje, była konkretna i wygrała 2:0. Czy po kilku meczach widać już styl, który swojej drużyny chce nauczyć trener Peter Hyballa?

Myślę, że najważniejszy jest fakt wreszcie dobrego przygotowania zespołu pod względem fizycznym. To niestety była pięta achillesowa przez długi czas już za kadencji Macieja Stolarczyka. Później Artur Skowronek nie potrafił tego naprawić, było żonglowanie trenerami przygotowania motorycznego, a także różne nieporozumienia i zmiany w sztabie, do tego kontuzje. Na razie oczywiście za wcześnie na odtrąbianie sukcesu, natomiast po tych dwóch pierwszych tegorocznych meczach wydaje się, że piłkarze Wisły Kraków mogą wreszcie zacząć realizować to, czego trener Hyballa od nich wymaga, bo po prostu są w stanie robić to fizycznie. Piast biega dobrze i szybko, ale nawet na jego tle dwa tygodnie temu nie wyglądało to tak dobrze, jak w meczu z Jagiellonią.

I to pomimo niezwykle trudnych warunków atmosferycznych w ubiegłą niedzielę.

Wisła potrafi tworzyć mnóstwo sytuacji, abstrahując od tego czy one są wykorzystywane, bo mecze różnie się układają. W obu tegorocznych występach okazji bramkowych był multum, krakowianie strzelili pięć goli, ale gdyby były jeszcze dwa więcej, na przykład z tego spotkania przeciwko Piastowi, to nikt nie mógłby mówić o niezasłużonym nadmiarze. Poprzednia kolejka to w ogóle osobna historia i niedyspozycja Brown Forbesa, który mógł przecież praktycznie w pojedynkę przesądzić o losach meczu strzelając hat-tricka. Pomimo tego pudłowania, bramek w krótkim czasie i tak było dużo, a Wiśle rzadko się to zdarzało przez ostatnie dwa lata. I to jest największa wartość, jaką wniósł do drużyny trener Peter Hyballa. Oczywiście, jest mnóstwo znaków zapytania, typu jak długo piłkarze wytrzymają ten reżim, bo to jednak są niemieckie metody i ujawniająca się szkoła z Dortmundu, gdzie obecny szkoleniowiec Białej Gwiazdy uczył się od Juergena Kloppa. Może nie bezpośrednio, ale przecież miał okazję obserwować jego sposób pracy. W polskiej ekstraklasie zbudowanie podstawy do szybkiego biegania i jednoczesnego zachowywania sił jest naprawdę bardzo ważne.

Jakie perspektywy na rundę wiosenną, biorąc pod uwagę to wszystko, o czym do tej pory powiedzieliśmy, widzi pan przed Wisłą Kraków? To będzie równie spektakularne punktowanie i spokojne utrzymanie, jak rok temu, czy jednak walka o przetrwanie do końca?

Ja bym obstawiał ten pierwszy wariant. Wydaje mi się, że jeżeli rok temu pod wodzą trenera Skowronka będąc naprawdę o wiele gorzej przygotowani, potrafili mieć taką dobrą serię, to teraz tylko jakiś kataklizm, jak plaga kontuzji, mógłby im przeszkodzić. Bo sędziowie przeszkadzać nie będą, to już wiemy (śmiech). Myślę, że to jest zespół, który już jesienią miał bardzo duży potencjał. W przerwie grudniowych derbów Krakowa (1:1) zostałem zapytany co sądzę o tych dwóch zespołach i wygłosiłem, niebezpieczną ze względu na fakt rozgrywania tego meczu na stadionie przy Kałuży, opinię, że Cracovia gra już swoje maksimum, a w Wiśle cały czas tkwi potencjał i jeżeli ktoś go wydobędzie, to Biała Gwiazda znajdzie się w tabeli nad lokalnym rywalem. To był przecież dopiero debiut trenera Hyballi, nie minęło jednak dużo czasu i dziś to już Wisła ma więcej punktów. Progres z meczu na mecz jest istotny, a to daje nadzieję, że ekipa z Reymonta będzie już tylko szła w górę.

Nieoczywistym liderem drużyny Hyballi w pierwszych wiosennych meczach roku okazał się Maciej Sadlok, autor dwóch goli i asysty. Chyba służy mu kapitańska opaska pod nieobecność Jakuba Błaszczykowskiego, bo taka skuteczność w jego przypadku jest naprawdę zadziwiająca.

Ten zawodnik przeżywa już swoją trzecią czy czwartą młodość w Wiśle i na pewno pomaga mu poczucie stabilizacji. Ja jeszcze za kadencji trenera Dariusza Wdowczyka słyszałem, że Maciej Sadlok za chwilę odejdzie, bo jest kuszony, a ociera się o reprezentację Polski i tak dalej. To nie jest człowiek, który w tym wieku ciągle będzie szukał nowych wyzwań. Jest zawodnikiem, który bardzo mocno zżył się z klubem, miastem i kibicami. Kontrakt wygasa mu z końcem sezonu, natomiast jestem przekonany, że jeżeli otrzyma dobrą, ciekawą ofertę od Wisły, a jeśli nadal będzie tak grał, na pewno otrzyma, to chętnie ją podpisze. Sadlok jest jednym z tych ostatnich Mohikan przy Reymonta, bo nie ukrywajmy, że pokolenie zawodników stanowiących przez lata o sile Białej Gwiazdy już się wykruszyło. Został jeszcze może tylko Rafał Boguski, niedawno wrócił Kuba Błaszczykowski.

Przy nazwisku byłego skrzydłowego Borussii Dortmund nie można się nie zatrzymać przed meczem z Wisłą. Jaka tak naprawdę jest jego sytuacja zdrowotna? Czy jest jakiś konkretny uraz, z którym znowu się zmaga, czy nieobecność Kuby w kadrze na ostatni mecz z Jagiellonią była po prostu chęcią niezbędnego chuchania na zimne przy niesprzyjających warunkach pogodowych?

Myślę, że chodzi przede wszystkim o kwestie przeciążeniowe związane z wiekiem. Kiedyś nawet napisałem taki tekst, na potrzeby którego policzyłem ile kontuzji miał Jakub Błaszczykowski. Kiedy zrobiłem wyliczankę, aż sam się przeraziłem, że on tyle wytrzymał. Pamiętam też jak dziś moment jego transferu do Borussii i swoje rozmowy z osobami związanymi z Wisłą Kraków, które bardzo dobrze znały jego sytuację zdrowotną. Słyszałem wtedy, że Kuba tam za długo nie pogra, bo wysiądą mu plecy i zwyczajnie nie będzie w stanie wytrzymać fizycznie tego, co się trenuje w Bundeslidze. Czarny scenariusz się nie sprawdził, ale z wiekiem tych mniej lub bardziej poważnych kontuzji faktycznie jest w jego przypadku coraz więcej. Mogę ujawnić, że była ostatnio sytuacja, w której wahał się przed wyjściem na trening, a trener Hyballa powiedział mu wprost: Kuba, albo chcesz dalej grać, albo kończ, zastanów się. U tego szkoleniowca nie ma przebacz, to nie szkodzi, że Błaszczykowski jest współwłaścicielem Wisły Kraków. Każdy ma być przygotowany w równym stopniu, trenować na takich samych zasadach. Jesienią 2019 roku był taki moment, że Kuba nie był w stanie wstać z krzesła i podejść do drzwi, żeby sobie samemu otworzyć. Gdyby ktoś wtedy zobaczył, jak on się porusza oraz w jakim stanie są jego plecy, to nie mógłby uwierzyć, że kilka tygodni później zacznie normalnie biegać po boisku, a jego stan nie będzie odbiegał od reszty zawodników. To jest właśnie ten jego niesamowity charakter, który za każdym razem pozwala wyciągnąć się z niesamowitych problemów zdrowotnych i wrócić. Wieku jednak naprawdę się nie da oszukać, a metody treningowe Petera Hyballi, jak wiemy z pewnością nie są dla niego optymalne. Mam nadzieję, że sam szkoleniowiec czy lekarze zareagują w odpowiednim momencie i jeśli byłoby realne ryzyko dla zdrowia Kuby Błaszczykowskiego, po prostu dadzą mu trochę wolnego, bo nie chciałbym żeby finałem tego wszystkiego było zakończenie kariery z powodu naprawdę ciężkiej kontuzji.

ZOBACZ też: Co słychać u zgód?