Simundza zaskoczył swoją decyzją. Napastnik odsunięty od kadry meczowej
23.11.2025 (08:30) | Marcin Sapuńfot.: Paweł Kot/Dawid Kokolski
W piątkowym spotkaniu z Pogonią Grodzisk Mazowiecki po raz pierwszy w tym sezonie w kadrze meczowej zabrakło Damiana Warchoła. Jego nieobecność mocno zdziwiła kibiców, a na konferencji prasowej na ten temat wypowiedział się szkoleniowiec wrocławian, Ante Simundza.
Po zakończeniu zeszłego sezonu siła ofensywna Śląska Wrocław musiała przejść gwałtowną wymianę. Z klubu odeszli Jakub Świerczok, Sebastian Musiolik oraz Henrik Udahl, a pod koniec czerwca ze zgrupowania w Trzebnicy uciekł Assad Al Hamlawi, chcąc wymusić transfer za granicę. Na Oporowską sprowadzono duet napastników z Górnika Łęczna - Damiana Warchoła oraz Przemysława Banaszaka, którzy w poprzednich rozgrywkach strzelili łącznie 29 goli.
Pierwszy do Wrocławia zawitał Warchoł, który z zespołem przepracował cały okres przygotowawczy, więc to on zaczął sezon jako podstawowy napastnik WKS-u. Po zakontraktowaniu jeszcze Banaszaka spodziewano się, że podobnie jak to było w ich poprzednim klubie, dość często będziemy oglądać tę dwójkę razem. Jednak inny pomysł na zawodników miał słoweński trener i w żadnym przypadku nie mieliśmy sytuacji, w której obaj wychodziliby na boisko w podstawowej jedenastce. Zamiast tego, jeden z nich zmieniał drugiego lub obaj grali jednocześnie pod koniec meczu. - Myślę, że za tego trenera to się nie wydarzy - mówił Warchoł po meczu z GKS-em Tychy, pytany przez dziennikarzy, czy jest szansa na przejście na grę dwoma napastnikami.
Wrocławskie "dziewiątki" w obecnym sezonie zdobyły dla Śląska łącznie 14 bramek. Częściej do siatki trafiał Banaszak (osiem razy), ale rozegrał on więcej minut niż Warchoł (1127 vs 694). Choć statystyki 30-latka są odrobinę gorsze, to jego gole był bardzo ważne dla Trójkolorowych:
Bramka z Odrą Opole na wagę remisu.
Gole z Chrobrym Głogów, czy GKS-em Tychy na wagę trzech punktów.
Trafienie w Pucharze Polski, po którym Śląsk awansował do kolejnej rundy.
Do piątkowego meczu z Pogonią Grodzisk Mazowiecki jedynym spotkaniem, w którym Damian Warchoł nie zagrał, było domowe starcie ze Stalą Mielec. Urodzony w Łodzi piłkarz przesiedział 90 minut na ławce, ale w Pruszkowie zabrakło go nawet autokarze drużyny. Brak Warchoła w kadrze meczowej był dużym zdziwieniem dla kibiców, tym bardziej że Ante Simundza przed wyjazdem mówił, że wszyscy w zespole są zdrowi.
Temat ten nie mógł przejść obojętnie podczas pomeczowej konferencji prasowej, na której trener Śląska oznajmił krótko, że nieobecność 30-latka była po prostu jego decyzją.
- To moja decyzja, po prostu nie uwzględniłem go w kadrze na to spotkanie
- powiedział Simundza.
🗣️ "To moja decyzja. Po prostu nie uwzględniłem go w kadrze meczowej" - Ante Simundza o braku Damiana Warchoła nawet na ławce rezerwowych w spotkaniu z Pogonią. pic.twitter.com/G5HtJe8HdY
— Śląsknet (@Slasknet) 21 listopada 2025
Brak napastnika w piątek na ławce rezerwowych był zauważalny, kiedy w 77. minucie szkoleniowiec postanowił zmienić Banaszaka. Wtedy na boisku zameldował się Krzysztof Kurowski, czyli boczny obrońca. Zmiana mogła zaskoczyć, ale fakty były takie, że innej "dziewiątki" w kadrze nie było, więc Simundza musiał rzeźbić z tego, co miał. Najbardziej wysuniętym zawodnikiem został wówczas Jehor Szarabura, który na tej pozycji był próbowany w okresie przygotowawczy, a Kurowski zajął jego miejsce na lewym skrzydle. Ostatecznie Śląsk zremisował 2:2 z Pogonią, tracąc gola w doliczonym czasie gry i szansę na zbliżenie się do zespołu Piotra Stokowca.
Do końca roku wrocławianom pozostały jeszcze trzy mecze - dwa ligowe (z Wieczystą Kraków oraz Stalą Rzeszów) i jeden w Pucharze Polski z Rakowem Częstochowa. Czy podczas nich zobaczymy na murawie Damiana Warchoła? Przekonamy się już w najbliższą niedzielę i wtedy otrzymamy odpowiedź na pytanie, czy nieobecność Warchoła była po prostu jednorazową sytuacją, czy jest to głębszy temat. Jeśli Simundza stracił zaufanie do swojego zawodnika, Trójkolorowi będą musieli zimą rozejrzeć się za nowym napastnikiem.