Śląsk pokonał lidera (RELACJA)

05.12.2020 (19:25) | Karol Bugajski

fot.: Mateusz Porzucek

Efektywność znakiem firmowym Śląska Wrocław. Piłkarze Vitezslava Lavicki kolejny raz nie zachwycili stylem, ale jedna bramka wystarczyła im do zainkasowania cennego kompletu punktów w meczu z Rakowem Częstochowa.



 

Trener Vitezslav Lavicka po ubiegłotygodniowym zwycięstwie w Bielsku-Białej z konieczności przeprowadził małą rewolucję w składzie. Niedysponowanych z powodów zdrowotnych Matusa Putnockiego, Piotra Celebana i Lubambo Musondę zastąpili odpowiednio Michał Szromnik, powracający po niegroźnym urazie Israel Puerto oraz Patryk Janasik. Dla tego ostatniego był to debiut w wyjściowej jedenastce Śląska, na wcześniejszy dorobek byłego obrońcy Odry w barwach zespołu z Wrocławia złożyły się wejścia z ławki w Pucharze Polski w Łodzi oraz ostatnio pod Klimczokiem.

Zmian w składzie zielono-biało-czerwonych przed potyczką z liderem łącznie były łącznie cztery – poza wymienionymi w defensywie, Mateusza Praszelika zastąpił jeszcze Marcel Zylla.

Trener Rakowa Marek Papszun zdecydował się na trzy roszady po szczęśliwej wygranej z Wartą. Grających od początku tydzień temu Daniela Bartla, Marko Poletanovicia i Oskara Zawadę zmienili Fran Tudor, Igor Sapała oraz Vladislavs Gutkovskis. Łotewski napastnik do wyjściowej jedenastki wracał po dwóch spotkaniach nieobecności.

Śląsk pierwszą okazję stworzył sobie już po kilkudziesięciu sekundach gry, gdy przed polem karnym sfaulowany został Robert Pich, a groźny strzał z rzutu wolnego oddał Bartłomiej Pawłowski. Blondwłosy skrzydłowy wrocławian wyraźnie zyskał na pewności siebie po golu ze stałego fragmentu w niedawnym meczu przeciwko Lechii, tym razem golkiper rywala poradził sobie jednak z jego próbą.

Michał Szromnik po raz pierwszy poważnie zatrudniony został w 25. minucie, kiedy również musiał poradzić sobie z uderzeniem z rzutu wolnego. W roli strzelca w drużynie Rakowa wystąpił w tej sytuacji Ivi Lopez, jednak piękna interwencja debiutującego w ekstraklasie bramkarza uratowała wrocławian przed utratą gola.

Po wyrównanych pierwszym kwadransie, z każdą minutą zarysowywała się przewaga lidera spod Jasnej Góry. Raków wyraźnie dłużej utrzymywał się przy piłce, zyskiwał kolejne rzuty wolne, a kilka groźnych rajdów skrzydłem przeprowadził Marcin Cebula. W pierwszej połowie częstochowianie ostatecznie nie znaleźli jednak sposobu na defensywę Śląska, zaś w grze drużyny Lavicki nadal nie widać było jakiejkolwiek jakościowej poprawy po bezbarwnych występach z listopada.

Druga połowa rozpoczęła się od groźnych ataków podopiecznych trenera Papszuna. Pięć minut po zmianie stron Lopez rozegrał piłkę z Sapałą przed polem karnym, po czym wbiegł przed bramkę, odebrał podanie od kolegi i uderzył w słupek. W 54. minucie okazję po kolejnej indywidualnej akcji miał Cebula. Skrzydłowy Rakowa ruszył z piłką z własnej połowy, blisko szesnastki z łatwością minął niepewnego Tamasa, a wrocławian przed utratą gola uratowała interwencja Puerto na linii bramkowej.

Gra Śląska ewidentnie się nie kleiła, co dostrzegał nawet trener Vitezslav Lavicka, który wbrew swoim przyzwyczajeniom przeprowadził dwie zmiany już w pierwszym kwadransie drugiej połowy. Praszelik pojawił się w miejsce Zylli, a Sobota wszedł za Pałaszewskiego, chwilę później impuls nadszedł jednak ze strony tego, który jako pierwszy w tym meczu zagroził bramce Rakowa. Szybką kontrę wrocławian ładnym strzałem zwieńczył Pawłowski, po tym jak wypracował sobie miejsce w polu karnym lidera pomimo asysty Petra Schwarza. I tym razem skuteczniejszy od skrzydłowego Śląska okazał się jednak Szumski.

Szczęście golkipera Rakowa w starciach ze skrzydłowym gospodarzy skończyło się jednak w 71. minucie. Niewidoczny wcześniej Exposito rozegrał do wbiegającego z lewej strony w pole karne Pawłowskiego, ten zdecydował się na uderzenie, po którym tor lotu piłki zmienił Kamil Piątkowski, a były bramkarz Legii nieporadną interwencją pozwolił, by futbolówka zatrzepotała w siatce.

Częstochowianie po straconej bramce nie rzucili się do huraganowych ataków, a pierwszą groźną okazję przeprowadzili niespełna dziesięć minut po trafieniu Pawłowskiego. Dośrodkowanie Daniela Bartla niebezpiecznym dograniem spod linii końcowej spuentował Fran Tudor, jednak Szromnik instynktowną interwencją nie pozwolił, by goście doprowadzili do wyrównania.

W doliczonym czasie w polu karnym Śląska groźnie zrobiło się jeszcze dwa razy. Najpierw po dośrodkowaniu Schwarza nieznacznie obok słupka uderzył Igor Sapała, natomiast chwilę później sam Czech oddał zaskakujący strzał nożycami, po którym kapitalnie, końcówkami palców, nad poprzeczką piłkę przeniósł Szromnik.

Śląsk znowu był do bólu efektywny w meczu na własnym stadionie i po raz trzeci z rzędu zachował czyste konto w roli gospodarza. Dzisiejsza wygrana gwarantuje zawodnikom Vitezslava Lavicki, przynajmniej chwilowy, awans na najniższy stopień podium. Raków przegrał drugi mecz w tym sezonie, po raz pierwszy od lutego wraca z wyjazdu bez gola, a jeszcze dziś wieczorem w roli lidera ponownie może zastąpić go Legia Warszawa.

Śląsk Wrocław 1:0 Raków Częstochowa

Pawłowski 71’

Śląsk Wrocław: Szromnik – Janasik, Puerto, Tamas, Stiglec – Mączyński, Pałaszewski (62' Sobota) – Pawłowski, Zylla (55' Praszelik), Pich (81' Samiec-Talar) – Expósito (81' Piasecki)

Raków Częstochowa: Szumski – Piątkowski, Niewulis, Schwarz – Tudor (88' Malinowski), Sapała, Tijanić (71' Poletanović), Kun (46' Bartl) – Cebula (84' Zawada), Lopez (84' Szelągowski) – Gutkovskis

Sędzia: Szymon Marciniak (Płock)

Mecz bez udziału publiczności

ZOBACZ też: Superbet dla kibiców Śląska