Śląsk zwycięża w starciu z Hapoelem! (RELACJA)

05.08.2021 (22:12) | Jakub Luberda
uploads/images/2021/8/cracovia2_610701b1f00fc.png

fot.: Krzysztof Porębski

Wyczekiwany przez wielu mecz we Wrocławiu w końcu nadszedł. Przed Śląskiem stało trudne zadanie - Hapoel, jako drużyna doświadczona w europejskich pucharach, była stawiana w roli faworyta, lecz podopieczni Jacka Magiery przed spotkaniem sprawiali wrażenie pewnych siebie. Jak w starciu z Izraelczykami poradzili sobie wrocławianie? 

 



 

W pierwszych minutach spotkania zawodnicy Hapoelu wyglądali na delikatnie przytłoczonych atmosferą panującą na stadionie. Wrocławscy kibice, którzy pojawili się na meczu, prowadzili głośny doping i już w drugiej minucie odpalili race. Starcie zostało przerwane przez arbitra, a piłkarze musieli zejść do szatni i czekać aż dym opuści obiekt. Po 15 minutach obie drużyny ponownie zameldowały się na murawie, gdzie po krótkiej rozgrzewce wznowiono spotkanie.

Szybki restart

Śląsk starał się wykorzystać zamieszanie i od razu po powrocie do gry zaatakował Hapoel wysokim pressingiem. Rywale mieli duże problemy z wyprowadzeniem piłki z własnej połowy i narzuceniem swojego stylu gry. To wrocławianie dłużej utrzymywali się przy futbolówce oraz potrafili szybko odzyskać ją po stracie. W 28 minucie przyniosło to Śląskowi cudownego gola. Erik Exposito zgarnął przed polem karnym piłkę wybijaną przez obrońców Hapoelu i fantastycznym uderzeniem pokonał golkipera. Hiszpan zerwał pajęczynę, trafiając prosto w okienko bramki Harusha.

Wrocławianie nie zadowolili się jednobramkowym prowadzeniem. Po trafieniu Exposito w dalszym ciągu próbowali agresywnie odbierać piłkę i raz za razem wytrącać z rytmu rywali. Hapoel nie potrafił przejąć inicjatywy i nawet jeśli Izraelczykom udało się podejść pod bramkę Putnockiego, to zawsze kończyło się to odbiorem i kontrą Śląska. Co ciekawe, do pierwszej połowy w związku z wydarzeniami z początku meczu arbiter doliczył aż 19 minut. 

Żarło, żarło i zdechło

Wrocławianie kontrolowali to, co działo się na boisku i nic nie zwiastowało zmiany tego stanu rzeczy. Niestety, przeciętna dyspozycja defensywy w poprzednich europejskich starciach dała się we znaki i Hapoel przy swojej pierwszej okazji na trafienie zdobył gola. Po rzucie rożnym walkę w powietrzu wygrał Bareiro, który mocnym strzałem głową pokonał Putnockiego. Izraelczycy byli dużo gorszą drużyną, lecz dobrze wykonany stały fragment gry dał im wyrównanie w piątej minucie doliczonego czasu. 

Po golu na 1:1 Śląsk wyraźnie się podłamał. Hapoel zaczął grać swoją piłkę i dłużej utrzymywać się futbolówce, a wrocławianie popełniali liczne błędy. W 16 minucie doliczonego czasu świetną akcję przeprowadzili jednak właśnie podopieczni Jacka Magiery. Robert Pich wykonał dobry ruch do piłki, dostał prostopadłe podanie i uderzył na bramkę Harusha. Bramkarz Hapoelu wybronił strzał Słowaka, lecz ten dopadł ponownie do futbolówki i został sfaulowany przez rywala. Arbiter wskazał na wapno, a do jedenastki podszedł sam poszkodowany. Pich przymierzył w środek bramki, ale Harush dobrze wyczuł zamiary zawodnika Śląska. Na szczęście uderzenie Słowaka okazało się za mocne, dzięki czemu piłka przeszła przez ręce golkipera i WKS mógł cieszyć się z prowadzenia.

Pokonać własne słabości

Po pierwszych 45 minutach można było odnieść wrażenie, że największym rywalem Śląska był on sam. Hapoel nie rozgrywał wielkiego meczu, nie rozgrywał nawet meczu przeciętnego. Wrocławianie grali znacznie lepiej, lecz brakowało im skuteczności. W drugą połowę WKS wszedł podobnie jak w pierwszą - wysoki pressing i ofensywna gra pozwoliła na wykreowanie dobrych sytuacji. Już w 48 minucie po dobrym dośrodkowaniu walkę w powietrzu wygrał Petr Schwarz, lecz jego strzał wylądował tylko na słupku.

Hapoel ponownie nie mógł złapać rytmu, a Śląsk błyskawicznie odzyskiwał futbolówkę i dominował na całej długości boiska. Minuty mijały, a obraz gry się nie zmieniał. W 65 minucie po dośrodkowaniu Mączyńskiego wrocławianie niemal podwyższyli prowadzenie. Obrońca Hapoelu niefortunnie wybijał piłkę, lecz Harush był czujny i nie pozwolił koledze z drużyny trafić do własnej siatki. Defensorzy Śląska nie chcieli chyba być dłużni, bo zaledwie chwilę później bliski swojaka był również Wojciech Golla. 

“Duma Negewu” po kilku zmianach odzyskała płynność gry i częściej utrzymywała się przy piłce. Izraelczycy starali się gonić wynik, lecz wrocławianie skutecznie uniemożliwiali podejście do bramki Putnockiego. Śląsk cofał się do coraz głębszej defensywy, szukając kontry, która “zabije” spotkanie. 

Do końca meczu Hapoel nie potrafił jednak wypracować żadnej klarownej sytuacji. Wrocławianie pewnie dowieźli jednobramkowe prowadzenie do końca, lecz trzeba powiedzieć, że ten mecz mogli wygrać wyżej. Najważniejszą informacją w ten czwartkowy wieczór jest to, że to Śląsk jest bliżej czwartej rundy eliminacji!

 

Śląsk Wrocław 2:1(2:1) Hapoel Beer Szewa

Exposito 29, Pich 45+17 - Bareiro 45+5

Śląsk Wrocław: Putnocky - Lewkot, Golla, Tamas - Janasik, Mączyński, Makowski, Garcia - Pich, Exposito (Piasecki 81), Schwarz (Pawłowski 90+2) Trener: Jacek Magiera
Hapoel Beer Szewa: Harush - Abu Abaid, Miguel Vitor, Tibi, Keltjens - Bareiro, Safuri (Micha 60), Gordana (Yosefi 60) - Acolatse (Shviro 76), Jehezkel (Hatuel 76), Ansah (Petrucci 60) Trener: Ronny Levy

ZOBACZ też: WIDEO: Konferencja prasowa po meczu Śląsk - Hapoel