#ŚląskowyTwitter – walka z przecinakami

03.08.2022 (14:00) | Mateusz Włosek
uploads/images/2021/1/twitter_Slaskowy_600d4090bbec5.jpg

fot.: Krzysztof Banasik

W Kielcach Śląsk doświadczył lodowatego prysznica po ubiegłotygodniowym zwycięstwie nad Pogonią we Wrocławiu. Drużyna Leszka Ojrzyńskiego niemal dosłownie zgniotła gości pressingiem, a w mediach społecznościowych nastroje są dalekie od optymistycznych.



 

Od pierwszego gwizdka arbitra wrocławianie doświadczyli wysokiego doskoku graczy w żółto-czerwonych koszulkach, który pętał im nogi i nie pozwalał na więcej niż kilka sekund zagościć na połowie przeciwnika. Nie dziwota, że serbski szkoleniowiec po pierwszej części gry postanowił wymienić oba skrzydła samolotu, który zbliżał się niebezpiecznie blisko do kieleckiej brzozy…

Żywot kibica Śląska nie jest łatwym żywotem. Często przed meczem towarzyszy Ci duża dawka euforii, by później spaść do poziomu mułu po końcowym gwizdku spotkania. W efekcie na drugi dzień budzisz się z ogromnym kacem wywołanym grą Śląska. Niektóre organizmy buntują się na zbyt dużą dawkę przyjętych płynów wysokoprocentowych, a te o zielono-biało-czerwonym sercu na obejrzenie skrótu po tak słabym meczu…

Trudno pozbyć się wrażenia, że Śląsk niczym niezbyt wytrawny w bojach uczniak, zachwycił się jednym zdanym egzaminem, a w poniedziałek zaskoczył go inny „pojętny uczeń”, jak nazwał na pomeczowej konferencji prasowej Bartosza Śpiączkę Leszek Ojrzyński. W efekcie widzieliśmy (ale czy w pierwszej połowie w ogóle widzieliśmy zielone koszulki, czy tylko kolory odpowiednie barwom murawy poruszające się po boisku?) drużynę która jest całkowicie pogubiona pod naporem przeciwnika grającego bezpośredni i twardy futbol. Czas skończyć z klepaniem się nawzajem po plecach. Do roboty Śląsku!

Jeśli ktoś nie dotarł na pierwszy gwizdek sędziego i z każdą kolejną minutą oglądania uświadamiał sobie, jak bardzo Śląsk odpuszczał plac Koronie, to mógł myśleć, że to jakiś eksperyment społeczny. Prawda natomiast była brutalna – koroniarze chwycili tak mocno za gardło, że nie mieli zamiaru puszczać. Efekty były bolesne – „Jedenastu milczących ludzi” chciałoby się powiedzieć, parafrazując nieco tytuł znanej hollywoodzkiej produkcji filmowej z końcówki lat 50. ubiegłego wieku.

ZOBACZ też: Wejście smoka Yeboaha. Z Widzewem zagra od początku?