Tak źle z ofensywą nie było od dawna

Tak źle z ofensywą nie było od dawna

fot.:

Na boisku cierpią piłkarze, a przed telewizorami katusze przeżywają kibice. Śląsk w pierwszych meczach nowego roku nie stanowił żadnego realnego zagrożenia pod bramką przeciwnika, a jego ofensywny marazm może wzbudzać niepokój.



 

Ani jednej bramki w dwóch pierwszych wiosennych meczach na boiskach ekstraklasy nie zdobyli piłkarze Śląska Wrocław. Jeszcze dłuższe, bo liczone w trzech występach, tego typu serie mają aktualnie tylko Raków Częstochowa i Zagłębie Lubin.

W przypadku ekipy Vitezslava Lavicki obawy wzbudza jednak nie sama nieskuteczność, a niemal zupełny brak stwarzanych okazji do strzelania goli. W Mielcu (0:0) oraz Gliwicach (0:2) Śląsk oddał łącznie cztery celne strzały, momentów prawdziwego podwyższonego ciśnienia dla obrońców Stali i Piasta nie było jednak wcale.

Dwa kolejne występy bez ligowego gola to seria niedługa, jednak w przypadku Śląska w ostatnich kilkunastu miesiącach praktycznie niespotykana. By znaleźć podobną ofensywną niemoc trzeba cofnąć się niemal do samego początku kadencji Vitezslava Lavicki! 

W kwietniu 2019 roku jego piłkarze nie trafili w aż czterech kolejnych meczach na przełomie sezonu zasadniczego i rundy finałowej mocno utrudniając sobie walkę o utrzymanie w ekstraklasie. Gdyby brać pod uwagę również Puchar Polski, dwa mecze z rzędu bez gola Śląskowi ostatnio zdarzyły się w rundzie jesiennej poprzedniego sezonu – najpierw na stadionie Widzewa (0:2), a trzy dni później Korony (0:1).

Szkoleniowiec zielono-biało-czerwonych w poszukiwaniu ofensywnych rozwiązań w poprzedniej kolejce uciekł się nawet do rozwiązań, które mało kto byłby w stanie przewidzieć. Na ostatnie pół godziny meczu z Piastem, wrocławianie przeszli na grę dwójką napastników, co zdarzyło się po raz pierwszy od początku tego sezonu i ujawniło, jak bardzo wszystko na jedną kartę stawia Lavicka.

Dołączenie Fabiana Piaseckiego do Erika Exposito nie przełożyło się jednak na większą liczbę stwarzanych okazji, a właściwie zorganizowana defensywa trzeciej drużyny ekstraklasy tego dnia była nie do zaskoczenia.

Ostatnim strzelcem ligowego gola dla Śląska jest Bartłomiej Pawłowski, a licznik nieskuteczności bije od 54. minuty ostatniego ubiegłorocznego meczu przeciwko Warcie Poznań (2:1). Remedium na kłopoty kolejny raz okazać się może jednak występ na Stadionie Wrocław.

W ciągu całego 2020 roku zielono-biało-czerwoni na własnym terenie nie zdobyli bramki tylko w jednym z 16 domowych spotkań (0:0 z Górnikiem 7 listopada). Pierwszy gwizdek rywalizacji z Wisłą Kraków zaplanowano na piątek o 20:30.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.