Taktycznie: 30-minutowa tożsamość Śląska

27.07.2021 (06:00) | Jakub Luberda
uploads/images/2020/5/trening_5eb4151e9ba0c.jpg

fot.: Mateusz Porzucek

Spotkanie z Wartą Poznań nie poszło do końca po myśli trenera Jacka Magiery. Śląsk miał pomyślnie zainaugurować sezon 2021/2022 i odnieść zwycięstwo z drużyną Piotra Tworka, lecz niestety kibice we Wrocławiu musieli zadowolić się tylko remisem. Niedzielne starcie było jednak potrzebne – sztab szkoleniowy WKS-u ma niezły materiał do analizy, a zespół wyraźny znak, aby nie obrosnąć w piórka i nie zadowolić się dotychczasowym dobrym startem w europejskich pucharach.



 

Na mecz z Wartą trener Magiera desygnował mocno odmieniony względem spotkania z Araratem skład. W porównaniu od pucharowego starcia widzieliśmy aż sześć zmian w wyjściowej jedenastce. Na środku obrony debiutował Diogo Verdasca, a pierwsze minuty w tym sezonie rozegrał Łukasz Bejger. Na boisku od pierwszych chwil mogliśmy obserwować również poczynania Petra Schwarza, Lubambo Musondy, Waldemara Soboty i Mateusza Praszelika.

Czy była to udana rotacja? Z jednej strony można powiedzieć, że nie do końca. W inauguracyjnym spotkaniu wszyscy oczekiwali od Śląska zwycięstwa. Z drugiej strony trener Magiera mógł w końcu zobaczyć, jak niektórzy zawodnicy spiszą się w meczu o stawkę. Czy ta rotacja była jednak konieczna? Jak najbardziej. W momencie, gdy zespół musi grać co trzy dni, a kluczowi zawodnicy (jak np. Golla i Janasik) nie są w pełni przygotowani do takiej intensywności, wymienność w składzie jest potrzebna. Śląsk pierwszy raz od bardzo dawna może pochwalić się szerokim składem, w którym na każdej pozycji może zagrać kilku piłkarzy, więc z możliwości rotacji wręcz trzeba korzystać.

Wpływ obrońców na obraz meczu

W koncepcji trenera Magiery bardzo istotną rolę odgrywa tercet środkowych obrońców. Defensorzy, poza bronieniem dostępu do własnej bramki, mają kluczowy wpływ na grę zespołu w ofensywie. To od nich rozpoczyna się każda akcja, to oni narzucają tempo gry, mogą przetrzymać piłkę i dać odetchnąć kolegom z zespołu, albo raz za razem posyłać bezpośrednie podania i napędzać kolejne ataki.

- Wymagamy zdecydowanie więcej jeżeli chodzi o wyprowadzanie piłki, o grę po ziemi, o szybkość podejmowania decyzji, o granie między liniami, o agresywny doskok do przeciwnika. W pierwszej połowie tego nie robił nikt w linii obrony i stąd mieliśmy duże problemy, bo graliśmy za wolno. Dla Warty takie wolne tempo było dobre, bo wracała na własną połowę i miała okazje do tego, aby bronić. Większość piłek zagrywaliśmy nie do przodu tylko do tyłu i dlatego ta gra wyglądała tak niemrawo. Zamykali nam przestrzenie i nie mieliśmy opcji do rozegrania – zdiagnozował po meczu trener Magiera.

I właśnie to tempo w meczu z Wartą było kluczowe. W pierwszej połowie obrońcy Śląska nie podejmowali ryzyka, nie próbowali przecinać drugiej linii rywala podaniami, przez co tempo gry wrocławian stało na niskim poziomie. Przez 30 minut drugiej odsłony widzieliśmy całkowitą zmianę i obrót o 180 stopni. Defensorzy zaczęli grać odważniej, szukali nieszablonowych rozwiązań, co przyniosło dwa gole.

Dobrym przykładem tego, czego oczekuje trener Magiera od stoperów, była akcja z końcówki spotkania, po której Fabian Piasecki doszedł do okazji na trafienie do siatki rywala. Szymon Lewkot opuścił linię defensywy i wprowadził piłkę pod pole karne. Złamało to zorganizowaną formację przeciwnika, a w szykach obronnych Warty powstał mały chaos.

Lewkot wymusił wyjście jednego z pomocników, co spowodowało stworzenie wolnej przestrzeni. Piasecki wykonał dobry ruch w kierunku piłki, dzięki czemu znalazł się między liniami zawodników Warty.

Piasecki, dzięki wcześniejszemu obejrzeniu się na pozycję rywali, dobrze przyjął kierunkowo piłkę i miał kilka kroków przewagi nad goniącymi go przeciwnikami. Po obróceniu się twarzą do bramki miał aż cztery opcje na zakończenie akcji. Mógł szukać krótkiego rozegrania, dogrania na lewe skrzydło, próbować prostopadłego podania do Roberta Picha, albo kończyć cały atak samemu. Napastnik zdecydował się na tę ostatnią opcję – ładnie minął jednego z obrońców, lecz jego uderzenie zza pola karnego zostało sparowane przez bramkarza.

Schemat tej akcji był jednak całkiem prosty. Odważne wejście Lewkota spowodowało zamieszanie w defensywie Warty, dzięki czemu Śląsk wypracował sobie okazję bramkową. Obrońcy nie muszą jednak za każdym razem wchodzić w drybling. Tutaj potrzebna jest dobra ocena sytuacji. W omawianej akcji Lewkot mógł pozwolić sobie na nieco fantazji i wejść z piłką przy nodze bliżej pola karnego, lecz w sytuacjach, gdy rywal na to nie pozwala, trzeba szukać innych sposobów.

Pod tym względem wyróżniał się Diogo Verdasca. Portugalczyk, mimo problemów w defensywie, pokazał, że może być bardzo cennym zawodnikiem. Jego podania prostopadłe i przerzuty po całym boisku były bardzo precyzyjne. Często powtarzał się schemat, gdy miękkim podaniem przerzucał piłkę nad głowami zawodników Warty do grającego na lewej flance Victora Garcii. 30 minut drugiej połowy, w których Śląsk pokazał swoją tożsamość, wzięło się między innymi właśnie z dobrego wyprowadzenia piłki w wykonaniu Verdaski.

Dyskretna linia pomocy

Pewnym problemem, jaki dało się zauważyć podczas meczu z Wartą, była dyspozycja środka pola Śląska. Duet Mączyński-Schwarz nie błyszczał w trakcie spotkania. Obaj zawodnicy mieli swoje momenty i widzieliśmy w ich wykonaniu kilka ciekawych zagrań, nie najgorzej wyglądała również ich praca w defensywie, ale gdy wrocławianie przechodzili do ofensywy, można było odnieść wrażenie, że tego środka pola nieco brakowało.

Problemy z rozegraniem piłki, szczególnie w pierwszej połowie, brały się również z faktu, że pomocnicy niechętnie pokazywali się do gry. W momencie, gdy formacją Śląska w ataku powinno być 3-2-5 lub 3-1-6, to często widzieliśmy sytuację, w której zmieniało się to w 3-0-7. Mączyński i Schwarz grali zdecydowanie zbyt wysoko, przez co jedyną opcją dla defensorów było wymienianie podań między sobą, albo szukanie długiego podania.

Wysokie ustawienie duetu środkowych pomocników wcale nie musiało jednak oznaczać nic złego. W meczu z Wartą widzieliśmy kilkukrotnie schemat, w którym nagle Mączyński lub Schwarz zrywali się i zbiegali w kierunku obrońców, co kończyło się krótkim rozegraniem albo stworzeniem wolnej przestrzeni na połowie rywala. Taki schemat budowania ataków jest skuteczny, lecz tego typu zachowań w pierwszej połowie było zdecydowania za mało, przez co Śląsk nie mógł płynnie konstruować akcji.

Mentalna poprawa

Mecz z Wartą pokazał nam jednak jedną bardzo pozytywną rzecz. Trenerowi Magierze udało się zaszczepić zawodnikom chęć gry do przodu i wzmocnić ich mentalnie. Rezerwowi zupełnie odmienili obraz gry, a Śląsk po mizernej pierwszej połowie był w stanie wejść na wyżyny swoich umiejętności i całkowicie zdominować rywala.

Warto również zwrócić uwagę na Erika Exposito, który przez początkowe 45 minut raz za razem podejmował złe decyzje i, delikatnie mówiąc, nie rozgrywał najlepszego spotkania. W czasach, gdy szkoleniowcem wrocławian był Vitezslav Lavicka, Hiszpan takie mecze kończył w równie beznadziejny sposób, jak je zaczynał. W meczu z Wartą widzieliśmy jednak całkowitą przemianę. Exposito się nie załamał i w drugiej połowie zagrał bardzo dobrze. Zdobyty gol był jednym z jego najładniejszych trafień podczas pobytu w Śląsku. Warto dodać również, że wypracował go praktycznie w pojedynkę. Wygrał walkę o wybitą z obrony piłkę, utrzymał się przy niej, a później świetnie uciekł rywalowi i przepięknie uderzył mocnym rogalem.

Śląsk powoli się rozkręca i jest coraz bliżej grania w sposób, jakiego oczekuje trener Magiera. W meczu z Wartą było to jedynie 30 minut, lecz jeśli zawodnicy w dalszym ciągu będą ciężko pracować, to efekty będą już tylko lepsze.

ZOBACZ też: REZERWY: Wzmocnienie środka pola