TAKTYCZNIE: Ile waży koń trojański? (Śląsk 0:1 Lech)

06.04.2022 (18:00) | Jakub Luberda
uploads/images/2020/5/trening_5eb4151e9ba0c.jpg

fot.: Mateusz Porzucek

Starcie Śląska z Lechem mogło w pewnych aspektach nawet się podobać. Wrocławianie postawili się mocnemu Kolejorzowi, lecz koniec końców i tak przegrali po jednym fatalnym w skutkach błędzie. Mimo wszystko, spotkanie to jest dobrym materiałem do analiz, po których należy w końcu wyciągnąć mityczne wnioski.



 

Na wstępie zajmiemy się sprawą, która po meczu z Lechem odbiła się najgłośniejszym echem wśród kibiców i dziennikarzy. Kontuzja Leo Gretarssona zmusiła Piotra Tworka do zmiany w przerwie, w wyniku czego od początku drugiej połowy na murawie oglądaliśmy Szymona Lewkota. W tercecie środkowych obrońców. Podczas swojej pracy we Wrocławiu Jacek Magiera wprowadził przez bramy pierwszego zespołu konia trojańskiego w postaci Lewkota grającego właśnie na środku obrony. Śląsk rozgrywał mecze, a z ustawionego w linii defensywnej mitologicznego konstruktu wypadały kolejne błędy i punkty dla rywali. Wydawało się jednak, że ten stan rzeczy mamy już za sobą. O tym, że Lewkot i środek obrony tworzą toksyczny związek wiedział każdy. No niemal każdy. Niestety, na własnej skórze przekonać musiał się o tym również trener Tworek. 

Nie chodzi tu o besztanie młodego zawodnika - przecież to nie on wystawia siebie na nienominalnej pozycji. Lewkot jest takim typem piłkarza, któremu po prostu czasem zdarza się popełnić błąd. Dlaczego? Przez ryzykowną grę, podejmowanie wielu pojedynków 1 na 1 i chęć utrzymania piłki w posiadaniu za wszelką cenę. Są to dobre cechy dla środkowego pomocnika, lecz nie dla środkowego obrońcy. W meczu z Lechem wygrał on 12 na 13 pojedynków - jedyny przegrany to ten, który zakończył się golem. Żeby było jasne, nie usprawiedliwia to w żaden sposób tak prostego błędu. Jest to jednak błąd, który rozkłada się w połowie na samego zawodnika i w połowie na trenera. Może i jest to bolesny sposób na naukę, lecz może po tym spotkaniu zapamiętamy w końcu, że Lewkot środkowym obrońcą zwyczajnie nie jest. 

ŚLĄSK POTRZEBUJE KLASYCZNEJ DZIEWIĄTKI

Jednym z problemów WKS-u w meczu z Lechem, był występ Erika Exposito. W zasadzie nie tyle występ, co sam profil Hiszpana. Napastnik ten znany jest ze swoich zapędów do rozgrywania i opuszczania pozycji, co w przypadku stylu i pomysłu na grę w tym konkretnym spotkaniu nie komponowało się ze sobą najlepiej. Wrocławianie nastawieni byli na kontry, a ich ataki pozycyjne kończyły się najczęściej doprowadzeniem futbolówki do bocznej strefy i dośrodkowanie. Przeprowadzenie takich akcji z powodzeniem jest o wiele trudniejsze, jeśli jedyny napastnik operuje głównie poza polem karnym. Najlepiej świadczy o tym uśredniona pozycja Exposito na przestrzeni całego meczu, z której wnioskować możemy, że grał on niżej niż “podwieszone” pod nim dziesiątki. 

Zatrzymując się na chwilę przy tej grafice warto zwrócić uwagę również na ogólne ustawienie Śląska. Przed dokonaniem zmian, oprócz wspomnianego ustawienia Exposito, w oczy rzucają się dwie rzeczy. Petr Schwarz i Krzysztof Mączyński grali wąsko, często dublowali swoje pozycje, lecz może to świadczyć raczej o ich płynnej wymienności, co wpisywałoby się w defensywną charakterystykę tych zawodników. Gdy jeden podchodził nieco wyżej, to drugi asekurował jego strefę. Znacznie trudniej wytłumaczyć jest natomiast to, że Gretarsson grał wyżej od Patryka Janasika. Islandczyk ze swoich zadań wywiązywał się bardzo przyzwoicie - wygrywał znaczną większość (83%) pojedynków, notował mało strat i odzyskał wiele piłek, również na połowie Lecha. Można więc stwierdzić, że Janasik grał z nieco mniejszą pewnością siebie, o czym również świadczą statystyki: zaledwie 38% wygranych pojedynków, 14 strat (w tym 7 na własnej połowie) i tylko 4 odzyskane piłki, a pamiętajmy, że Janasik grał w pełnym wymiarze czasowym, podczas gdy Gretarsson tylko 45 minut. 

BRAMKARZ PRAWDĘ CI POWIE

O grze całego zespołu bardzo dużo mówią statystyki golkipera, co niezwykle dobrze obrazuje właśnie starcie Śląska z Lechem. Spójrzmy na liczby w wykonaniu Szromnika i porównajmy je z liczbami van der Harta.

Michał Szromnik:

  • Podania we własnej tercji (do 35 metra) - 1 celne, 1 niecelne
  • Podania poza własną tercję - 14 celnych (8 zakończyło się stratami kolegów), 6 niecelnych

M. van der Hart:

  • Podania we własnej tercji (do 35 metra) - 17 celnych, 1 niecelne
  • Podania poza własną tercję - 21 celnych (14 zakończyło się stratami kolegów), 4 niecelne

Gołym okiem widać, która z drużyn częściej próbowała ataków pozycyjnych, a która starała się grać bardziej bezpośrednio, przenosząc ciężar gry prostymi środkami. Pozornie niewiele znacząca statystyka obrazuje poniekąd jeden z problemów Śląska trenera Magiery. Pamiętamy słowa o tym, że Śląsk będzie grał piłką, krótkimi podaniami i z tej ścieżki ten szkoleniowiec nie zejdzie. Niestety, do takiej gry potrzeba bramkarza, który bardzo dobrze gra nogami, a przy rozegraniu akcji można traktować go jak zawodnika z pola. Atuty Szromnika są zgoła inne - jest to raczej klasyczny typ bramkarza, który w dodatku wyczynia cuda na linii. W tym miejscu należy zapisać plusik przy nazwisku trenera Tworka, który nie forsuje na golkiperze nieodpowiadającego mu stylu gry, tylko dostosowuje go do profilu zawodnika. 

DOMINACJA W POJEDYNKACH

Skoro jesteśmy już przy zapisywaniu plusików, to nie można przejść obojętnie obok dobrej i ambitnej postawy Śląska przy pojedynkach. Wrocławianie zdominowali Lecha w powietrzu, wygrywając 30 na 47 (64%) starć. Poprawkę trzeba jednak wziąć na to, że gol dla Kolejorza padł właśnie po takim starciu. Zawodnicy WKS-u nieźle wyglądali również na ziemi - 58 na 103 (56%) wygranych pojedynków to bardzo przyzwoity wynik, szczególnie, gdy popatrzymy na to, z jakim przeciwnikiem przyszło nam się mierzyć. Trener Tworek tchnął w zespół nowego ducha, który nie akceptuje choćby najmniejszej oznaki odpuszczania, co przekłada się później na dobre statystyki.

DOŁOŻYĆ COŚ Z PRZODU

O ile gra poprawa gry w defensywie może nas cieszyć, o tyle przed Śląskiem do wykonania wciąż pozostaje praca z przodu. Cieszyć mogą ciekawiej i lepiej rozgrywane stałe fragmenty, lecz na samych rzutach rożnych nie da się regularnie punktować. Problem zauważa sam trener Tworek, choć nie chciał zdradzić, w jaki sposób się z nim upora:

“Będziemy doskonalić nasz pomysł na grę ofensywną, bo obecny nie daje oczekiwanego efektu. Znajdujemy się pod polem karnym, ale nie przynosi to jeszcze konkretów.”

- mówił na konferencji po meczu z Lechem.

Jedno jest pewne - efekty muszą pojawić się jak najszybciej. Terminarz wrocławian nie rozpieszcza, a punkty potrzebne są od zaraz. W najbliższym meczu Śląsk zmierzy się z Rakowem, gdzie chcielibyśmy zobaczyć już nieco więcej niż dobrą postawę w defensywie. Wracając na koniec do tytułowego pytania - koń trojański waży kolejne stracone oczka w tabeli, a nastawianie się tylko na bronienie sprawia, że później jeden błąd może zadecydować o lokacie na koniec sezonu.

 

ZOBACZ też: Bejger powraca i daje nadzieję

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet na kanale WhatsApp. Odwiedź nas także na Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.