Taktycznie: Nam strzelać nie kazano

10.02.2021 (06:00) | Jakub Luberda
uploads/images/2020/5/trening_5eb4151e9ba0c.jpg

fot.: Mateusz Porzucek

Początek roku 2021 okazał się dla Śląska bardzo nieudany. W dwóch spotkaniach wrocławianie zdobyli zaledwie jeden punkt, lecz jest to wynik, który przy dobrej grze można by było zaakceptować. Niestety, podopieczni Vitezslava Lavicki w obu meczach prezentowali się wręcz fatalnie, a sygnały wysyłane przez trenera na konferencjach prasowych są przynajmniej niepokojące. W dzisiejszej odsłonie taktycznie zamiast standardowo analizować ostatnie spotkanie, postaramy się trochę szerzej omówić problemy, z jakimi zmaga się Śląsk po przerwie zimowej.
 



 

W analizie wyjazdowego meczu ze Stalą odwołałem się do słów trenera Lavicki z pomeczowej konferencji, a konkretnie do wskazanych przez Czecha elementów gry, z którymi Śląsk w Mielcu sobie nie radził. Aby nie przedłużać i nie powielać opublikowanych już treści, pozwolę sobie w skrócie przytoczyć wyciągnięte z tej analizy wnioski, a cały tekst możecie znaleźć TUTAJ.

  1. Sztab szkoleniowy ma problemy ze zdiagnozowaniem źródła słabej gry.
  2. Śląsk nie potrafi budować ataków.
  3. Granie długimi podaniami jest nieskuteczne.
  4. Asekuracja w defensywie stoi na bardzo niskim poziomie.


Wypisując te 4 wnioski mam bardzo mieszane uczucia, bo z jednej strony mecz z Piastem potwierdził każdy z nich, więc moja diagnoza była trafna, a z drugiej strony mecz z Piastem potwierdził każdy z nich, więc niespełna 23-letni półamatorski dziennikarz z Wrocławia wykonuje lepszą analityczną robotę niż cały sztab szkoleniowy Śląska. Oczywiście jest to żartobliwa i duża hiperbola, lecz nie umniejsza ona sporego problemu, jaki pojawił się w klubie.

Niepokojące konferencje

Po spotkaniu ze Stalą, w którym Śląsk oddał zaledwie jeden strzał celny, a beniaminek całkowicie zdetronizował środek pola wrocławian oraz nie pozwolił wypracować podopiecznym Vitezslava Lavicki ani jednej dogodnej sytuacji na zdobycie gola, trener stwierdził, że problemem była “gra prosto, dłuższą piłki, z klepki” w wykonaniu Stali. Po tej konferencji myślałem, że jest to tylko niefortunny dobór słów, a także chęć ucięcia tematu i szybkiego powrotu do Wrocławia w zimną poniedziałkową noc. Niestety, mecz z Piastem pokazał, że to rzeczywiście były wnioski wyciągnięte przez sztab, a wszystkie elementy, które najbardziej raziły w oczy w Mielcu, przyjechały ze Śląskiem również do Gliwic. Spotkanie z zespołem Waldemara Fornalika jeszcze dobitniej obnażyło bardzo słabą asekurację w obronie, całkowity brak pomysłu na budowanie ataków, a także całą masę długich, nic niewnoszących podań, które niejako symbolizowały ofensywną bezradność Śląska. Po tym ciężkim dla oka meczu na pomeczowej konferencji trener Lavicka stwierdził, że “w Mielcu nie zagraliśmy słabego meczu. Nie strzeliliśmy bramki, ale po analizie tego meczu nie czułem, że trzeba robić zmiany w składzie”. Patrząc na wynik, a także na niektóre indywidualne występy, można jednak, delikatnie mówiąc, odnieść wrażenie, że trener nie miał racji. Nie wiem, jakie były kryteria oceny spotkania w Mielcu, jeśli po jego wnikliwej analizie stwierdzono, że nie było ono słabe. Martwić może to, że trener powiela swoje błędy i zamiast je eliminować lub przyznać się do pomyłki, to brnie w zaparte. Oczywiście, trzeba pamiętać, że konferencje to tylko urywek pracy Vitezslava Lavicki i nie na ich podstawie powinno się oceniać Czecha. Najbliższą okazję do rehabilitacji trener wraz z całym zespołem ma już w piątek i z wielką chęcią zobaczę, jak Śląsk zamyka mi usta dobrą grą.

Nam strzelać nie kazano

Abstrahując już jednak od wypowiedzi trenera, trzeba pochylić się nad tym, co spędza sen z powiek kibiców Śląska. Oglądając grę wrocławian, można odnieść wrażenie, że zatracili oni wszelkie umiejętności konstruowania ataków. Repertuar ofensywnych zagrań ogranicza się do przysłowiowej “lagi” na Erika Exposito, na czym cierpi tak właściwie każdy. Obrywa się przez to obrońcom, od których oczekujemy spokojnego wprowadzania piłki. Obrywa się pomocnikom, którzy często, zamiast robić to, w czym są najlepsi, muszą obserwować, jak futbolówka raz za razem przelatuje gdzieś nad ich głowami. I na końcu obrywa się także samemu Exposito, bo skoro adresatem praktycznie każdego podania do przodu jest Hiszpan, to cała odpowiedzialność za grę ofensywną spada na niego. O tym, jak źle wygląda sytuacja, świadczy statystyka strzałów celnych. W przeciągu dwóch spotkań Śląsk oddał zaledwie 3 strzały celne. Żeby było ciekawiej, dwa z nich oddawali rezerwowi. Pokazuje to nie tylko słabą grę w ataku Śląska, ale także najwyraźniej złe wybory personalne. Zamiast jednak gdybać, czy wrocławianie wyglądaliby lepiej z którymś z nieobecnych w pierwszej jedenastce piłkarzy, to skupmy się na samym źródle tego problemu. W grze podopiecznych trenera Lavicki nie widać absolutnie żadnych schematów w ofensywie. Na początku sezonu Śląsk straszył chociaż stałymi fragmentami, ale spotkania z Piastem i Stalą pokazują, że niestety te czasy już minęły. To właśnie opracowaniem pewnych schematów i rekonstrukcją nici porozumienia między zawodnikami ofensywnymi powinien w pierwszej kolejności zająć się sztab.

Fala frustracji

Komentując spotkania w Mielcu i Gliwicach dostrzegłem jedną rzecz. Z zawodników Śląska frustracja wręcz wylewa się na boisku. To nie jest tak, że oni nie chcą, czy nie zależy im na wynikach. W wielu elementach są na boisku najzwyczajniej bezradni. Z poziomu trybun przy pustym stadionie doskonale słychać liczne bluzgi i krzyki, które towarzyszą wszelkim niepowodzeniom. Po meczu z Piastem opuszczając już boisko wraz z redakcyjnymi kolegami, byliśmy świadkami pomeczowego wywiadu Tomasza Lipińskiego z Robertem Pichem, który kipiał złością po przegranym meczu i narzekał na poczynania ofensywne całego zespołu. Piłkarze sami czują, że stać ich na dużo więcej i chcą wygrywać.

Słowo końcowe

Dzisiejsza odsłona taktycznie ma w sobie dużo mniej wydarzeń wziętych z boiska, a jest bardziej analizą tego, co dzieje się w klubie i wokół niego. Gra Śląska nie różniła się za bardzo od spotkania w Mielcu, a problemy nękające wrocławian były bardzo zbliżone do tych, które widzieliśmy w meczu ze Stalą. Chciałem jednak przedstawić nieco szerzej sytuację, jaka ma miejsce w Śląsku, nie oceniając przy tym personalnie piłkarzy, a raczej skupiając się na postaci trenera i jego sztabu. Należy pamiętać, że były to jedynie dwa nieudane spotkania, w dodatku wyjazdowe, które oczywiście mogą zwiastować coś złego, ale równie dobrze mogą być jedynie nieudanym wejściem w nowy rok, o którym za parę tygodni zapomnimy.

ZOBACZ też: Z kim się zadajesz, takim się stajesz