TAKTYCZNIE: Pogoń za utrzymaniem

11.05.2022 (16:00) | Jakub Luberda
uploads/images/2020/5/trening_5eb4151e9ba0c.jpg

fot.: Mateusz Porzucek

Po remisie w Białymstoku przyszedł czas na remis we Wrocławiu. Ten z Pogonią przed pierwszym gwizdkiem bralibyśmy w ciemno, lecz po niezłych 45 minutach apetyty kibiców zostały znacznie bardziej zwiększone. Problemem okazała się druga połowa, która podobnie jak w meczu z Jagiellonią wypadła znacznie gorzej w wykonaniu zawodników Śląska.



 

Na wstępie musimy oddać królowi to, co królewskie, a może raczej Stiglecowi to, co Stiglecowe. W kilku poprzednich odsłonach tego cyklu można było przeczytać dosyć surowe opinie o Chorwacie, lecz w starciu z Pogonią w końcu zagrał na przyzwoitym poziomie. Jego asysta przy trafieniu Erika Exposito była świetna, choć kamyczkiem do ogródka bez wątpienia są dwie niewykorzystane sytuacje, kiedy to nasz lewy obrońca miał sporo czasu na przymierzenie zza szesnastki. 

PROBLEMY PRAWEJ FLANKI

Największe problemy pod bramką wrocławianie mieli, gdy Pogoń atakowała swoją lewą stroną. Grający na prawej obronie Patryk Janasik nie mógł poradzić sobie z blokowaniem kolejnych dośrodkowań, lecz oczywiście nie jest to tylko jego wina. Szczecinianie regularnie angażowali w swoje poczynania ofensywne większą liczbę zawodników i naciskali na boczny sektor. Tam do pomocy Janasikowi powinien ruszyć Robert Pich, a także Krzysztof Mączyński, lecz wrocławianie nie byli w stanie powstrzymać Pogoni od kolejnych wrzutek. Największe problemy Śląsk miał jednak już w polu karnym, gdzie po dośrodkowaniach niemały chaos. Poniżej prezentujemy dwie sytuacje strzeleckie z pierwszej połowy.

Obie akcje były niemal bliźniacze - po rajdzie wzdłuż linii bocznej jeden z zawodników zawracał i dogrywał w pole karne prawą nogą. Piłka dochodząca lądowała w okolicy dalszego słupka, a obrońcy WKS-u mieli problem z identyfikacją krycia. Nie inaczej było w drugiej połowie, kiedy to kilka akcji przeprowadzonych tą stroną zakończyło się strzałami. 

45 MINUT I DO DOMU

Powtarzającym się problemem Śląska na przestrzeni dwóch ostatnich spotkań jest również fakt, że wrocławianie realizują założenia trenera Tworka tylko przez pierwszą połowę. Wtedy widzimy WKS w miarę aktywny w pressingu, a także próbujący kreować sobie sytuacje bramkowe. W drugich odsłonach meczów ten Śląsk chowa się jednak gdzieś na swojej połowie i w oczekiwaniu na ruch przeciwnika traci gola. Tak stało się w Białymstoku, gdzie pierwsze 45 minut było lepsze od drugich, tak było również we Wrocławiu, gdzie po 3 kwadransach podopieczni trenera Tworka zasłużenie prowadzili z Pogonią. 

“Straciliśmy impet w zakładaniu pressingu. Kiedy wcześniej wyłączaliśmy Damiana Dąbrowskiego Pogoń nie mogła zmieniać strony i kreować, w drugiej połowie tego w naszych poczynaniach już nie było. Szybkimi podaniami w prosty sposób przedostawali się goście i robił się bałagan. Trzeba dalej nad tym wszystkim pracować, pierwsza polowa, zdobyta bramka mogły podświadomie zadziałać na zawodników korzystnie. Tak jednak nie było, bo bardzo szybko straciliśmy na 1:1 i zaczęły się problemy”

- mówił po meczu Piotr Tworek.

Jest to przypadek o tyle interesujący, że można odnieść wrażenie, iż plany szkoleniowca na drugą odsłonę wcale nie zakładały zamknięcia się na swojej części boiska. Gdzie w takim leży problem? Prawdopodobnie w głowach zawodników, którzy po licznych wpadkach zwyczajnie zatracili pewność siebie. 

“NAPASTNIK ŻYJE Z POJEDYNKÓW”

Problemem WKS-u w drugiej połowie była między innymi całkowita bezzębność w ofensywie. Pogoń mogła angażować w swoje ataki praktycznie dowolną liczbę zawodników, bo Śląsk i tak nie potrafił skonstruować groźnej kontry. Nie było tak, że wrocławianie nie próbowali - kilkakrotnie udało im się wyjść z własnej połowy, ale największymi hamulcowymi okazali się ci, którzy grali z przodu. Bez echa nie może z pewnością przejść występ Fabiana Piaseckiego. Napastnik wszedł na boisko w drugiej połowie, więc można było oczekiwać, że parę razy coś z przodu “szarpnie”. Niestety, to właśnie on zastopował dwie najgroźniejsze kontry Śląska. Oba w ten sam sposób. 

Piasecki dwukrotnie miał już piłkę na połowie przeciwnika, a przed nim znajdował się zaledwie jeden obrońca Pogoni. Jak na pomeczowej konferencji powiedział nam trener Tworek - “napastnik żyje z pojedynków”. Tych jednak Fabian unikał jak ognia i zamiast wejść w drybling i spróbować rozstrzygnąć losy meczu, to spowalniał ataki, przez co w obu przypadkach wrocławianie nie oddali nawet strzału. 

DO UTRZYMANIA JEDEN KROK

Starcie z Pogonią to kolejny mecz Piotra Tworka z rywalem, który bije się o mistrzostwo i trzeba powiedzieć, że do tej pory we wszystkich trzech wstydu nie było. Śląsk utrzymania wciąż sobie nie zapewnił, ale z pewnością punkt z tak mocnym rywalem jest niezwykle cennym kapitałem. Nie tylko pod względem oczek w tabeli, ale przede wszystkim pod względem mentalnym. 

 

ZOBACZ też: Putnocky ratuje punkty Śląskowi