TAKTYCZNIE: Uczyć się na własnych błędach

12.10.2021 (06:00) | Jakub Luberda
uploads/images/2020/5/trening_5eb4151e9ba0c.jpg

fot.: Mateusz Porzucek

Po wysokiej porażce w Poznaniu na zawodników Śląska czekała reprezentacyjna przerwa, podczas której mogli oni przepracować nieudane starcie z Lechem i przygotować się do nadchodzącego spotkania. Mecz z Rakowem dla układu tabeli będzie niezwykle ważny - wrocławianie muszą wrócić na zwycięskie tory, jeśli chcą myśleć o czymś więcej niż miejsca 4-8. Częstochowianie jednak do łatwych rywali nie należą. Wręcz przeciwnie, ekipa Marka Papszuna jest jedną z najsolidniejszych drużyn w ekstraklasie. Jak wobec tego przygotować się do nadchodzącej bitwy?



 

Raków jest jednym z dwóch zespołów, które zdołały pokonać Śląsk pod wodzą Jacka Magiery w lidze. Zeszłosezonowe starcie zakończyło się dla wrocławian niekorzystnie - czerwona kartka dla Konrada Poprawy, mizerny występ ofensywnej części WKS-u i porażka 0:2 w meczu na otwarcie stadionu w Częstochowie. Z jednej strony jest to już przeszłość - trener Magiera był wówczas dopiero na początku swojej pracy ze Śląskiem - lecz nie oznacza to, że tamto spotkanie można puścić w niepamięć. Wręcz przeciwnie - to właśnie na jego podstawie można wiele się nauczyć.

Błędy indywidualne

We wspomnianym powyżej meczu bolączką wrocławian były pomyłki podopiecznych trenera Magiery. Pierwsze trafienie dla Rakowa padło po indywidualnym rajdzie Tudora, a następnie słabej komunikacji defensorów WKS-u i złym przekazywaniu krycia. Po straconym golu kolejnym kluczowym momentem była czerwona kartka dla Konrada Poprawy. Będący wówczas w gazie obrońca próbował ratować zespół i sfaulował wychodzącego oko w oko ze Szromnikiem zawodnika. Nie wpłynęło to jednak znacząco na to, co stało się przy drugim golu dla częstochowian. Marcin Cebula po indywidualnej akcji uderzył przy bliższym słupku, który pokryć powinien golkiper Śląska. 

Znaleźć sposób

To jednak nie defensywa spędzała nam w Częstochowie sen z powiek. Oczywiście, dwa stracone gole i czerwona kartka nie świadczą najlepiej o postawie drużyny w obronie, lecz jeszcze bardziej zatrważające były próby przedostania się pod bramkę Rakowa. Szczególnie w oczy rzucał się słaby występ Fabiana Piaseckiego, który został schowany w kieszeń przez podopiecznych Marka Papszuna. Nasz napastnik miał za zadanie grać jak typowy odgrywający - utrzymywać się przy piłce, czekać na kolegów, grać plecami do bramki i dawać alternatywę do rozegrania. Niestety, Piaseckiemu w tamtym meczu szło to jak krew z nosa. W większości przypadków przegrywał pojedynki fizyczne, a przeciwnicy skutecznie grali na wyprzedzenie.

Rozczarowująca była również postawa naszych kreatorów, bo o ile sam Piasecki nie rozgrywał swojego najlepszego spotkania w barwach Śląska, o tyle koledzy z drużyny nazbyt mu nie pomagali - niewielka liczba wykreowanych sytuacji, przewidywalna i mało dynamiczna gra oraz mało podań progresywnych. Wynikało to po części z dobrej dyspozycji Rakowa, lecz ciężko odeprzeć wrażenie, że dało się zrobić na tej płaszczyźnie nieco więcej. 

Bądźmy optymistami

Przed sobotnim starciem należy pamiętać jednak o jednej rzeczy. Śląsk przeszedł od tamtego meczu sporą przemianę, ma do dyspozycji nowych zawodników, a także jest drużyną znacznie bardziej uniwersalną. O ile poprzednio środek pola był dosyć jednowymiarowy, a defensorzy nie do końca radzili sobie jeszcze ze sztuką wprowadzania piłki, o tyle teraz te elementy są już na wyższym poziomie. Trener Magiera może wystawić jedenastkę opartą na zwinnych i szybkich zawodnikach, ale może także postawić na wzrost i siłę fizyczną. Może pomyśleć o przebojowych wahadłowych, ale może również zdecydować się na bardziej zachowawczy wariant. W nadchodzącym spotkaniu chcemy przede wszystkim zobaczyć progres względem poprzedniego starcia i liczymy na to, że Śląsk uczy się na własnych błędach. 

Śląsk Wrocław - Raków Częstochowa, 16 października, sobota, godz. 20:00, Stadion Wrocław

 

ZOBACZ też: Plejada gwiazd w nowych spotach TV Superbet