''Ten zespół zasługuje na utrzymanie'' (OPINIA EKSPERTA)

12.05.2022 (06:00) | Karol Bugajski
uploads/images/2022/5/stal_627bedbe41279.jpg

fot.: Paweł Lipnicki

W niedzielnym meczu 33. kolejki ekstraklasy Śląsk Wrocław zagra na wyjeździe ze Stalą Mielec. O nierównej formie, utrzymaniu na wyciągnięcie ręki i przyszłości trenera Adama Majewskiego rozmawiamy z Miłoszem Bieniaszewskim, dziennikarzem Nowiny24.pl.



 

Ubiegłotygodniowy mecz Stali w Gdańsku (2:3) zakończył się wielkimi kontrowersjami z udziałem VAR w doliczonym czasie, ale kibice ostatecznie chyba mogą być zadowoleni z walki mielczan. Odrobienie dwubramkowej straty na terenie faworyta było niemałym pokazem charakteru.

Zdecydowanie tak, Stal już nie raz pokazywała, że nie załamuje się nawet w takich, wydawałoby się, beznadziejnych sytuacjach. W pierwszej połowie zespół trenera Adama Majewskiego wyglądał słabiutko, jednak po wyjściu z szatni potrafił się odnaleźć, w czym na pewno pomogła i napędziła trochę szczęśliwa bramka Mateusza Żyro w 49. minucie na 1:2. Trzeba pamiętać, że Lechia to nie był pierwszy lepszy przeciwnik, tylko ekipa, która tym zwycięstwem praktycznie przypieczętowała awans do europejskich pucharów i Stal na jej tle udowodniła, że stać ją na wiele. Również nie pierwszy raz martwi tylko fakt, jak bardzo nierównym zespołem są mielczanie. Potrafią zagrać świetne 45 minut czy pół godziny, a później prezentować się już dokładnie odwrotnie i to jest w tym momencie chyba największy problem. Sądzę, że jest to bardziej kwestia mentalna niż umiejętności, bo tych zawodnikom dwukrotnego mistrza Polski nie brakuje.

Stal w 2022 roku ma również kłopoty z grą w defensywie, bo na czyste konto czeka już od jedenastu spotkań, to najdłuższa seria w lidze (od 1:0 przy Reymonta 12 lutego). To kontrastuje z zasłużonymi pochwałami choćby dla bramkarza Rafała Strączka, który od nowego sezonu będzie już grał w Bordeaux, więc jak realnie należy oceniać obronę mielczan?

To jest trochę paradoks, bo generalnie Stal nie gra źle w defensywie, tylko teraz, w rundzie wiosennej, przytrafiają jej się kuriozalne pomyłki, czego nie oglądaliśmy w pierwszej części sezonu. Wtedy była chyba totalna koncentracja, wynikająca być może też z większej pewności siebie, bo Stal kadrowo jesienią była jednak mocniejsza. 2022 rok zaczął się od domowych porażek z Górnikiem Zabrze (1:2) i Pogonią (0:1) – w tym pierwszym meczu w doliczonym czasie Grzegorz Tomasiewicz nie wykorzystał rzutu karnego, a w drugim również rzutem na taśmę Portowcy wygrali po jedynym błędzie świetnie grającego Strączka. Stal wtedy chyba straciła tę pewność i z tego wynikały późniejsze pomyłki w bronieniu dostępu do własnej bramki. Błędy indywidualne, one nie wynikały z tego, że zespół trenera Majewskiego danego dnia grał gorzej czy lepiej.

Mielczanie po 32 kolejkach mają pięć punktów przewagi nad strefą spadkową, co matematycznej pewności utrzymania jeszcze nie daje, ale raczej pozwala już spać spokojnie. Takie jest przekonanie w obozie Stali?

Z jednej strony tak, ale z drugiej każdy ciągle nie przyjmuje do wiadomości, że Wisły Kraków mogłoby zabraknąć w ekstraklasie, nawet jeśli nic ich nie predestynuje do utrzymania. Cały czas trzeba samemu spróbować ugrać tyle punktów, ile będzie potrzebne i nie gwarantować sobie ligowego bytu tylko tym, że rywale byli słabsi. Nie, pokazać, że sami na dalszą grę w ekstraklasie zasługujemy, a patrząc na cały sezon, tak dokładnie należy przedstawiać sytuację Stali Mielec.

Ciekawym wątkiem wydaje się również ocena dotychczasowej pracy trenera Adama Majewskiego, dla którego klub z Solskiego to przecież pierwszy pracodawca w ekstraklasie. Po świetnej rundzie jesiennej, teraz jest konsumowanie wypracowanej zaliczki punktowej, ale wszystko wskazuje na happy end. Należy się zatem spodziewać przedłużenia współpracy?

Z tego co wiem, jakieś rozmowy na temat podpisania nowej umowy już były prowadzone, chociaż oczywiście pewnie wszyscy czekali na efekt końcowy, czyli przypieczętowanie utrzymania. W Mielcu myśleli na pewno, że stanie się to zdecydowanie szybciej, bo brakuje tak naprawdę jednej wygranej w dowolnym momencie rundy wiosennej – gdyby tak się stało, spokój przy Solskiego byłby od dobrego miesiąca. Sam szkoleniowiec w mojej opinii sprawdził się w stu procentach. Na Stal często można patrzeć z przyjemnością, bo przede wszystkim chce grać w piłkę i to jest podstawa. To nie jest „lagowanie”, jak to bywało wcześniej, ale proszę nie brać tego jako zarzut w kierunku trenera Leszka Ojrzyńskiego, bo wtedy to był inny, słabszy personalnie zespół i inne warunki, nóż na gardle w tabeli. Trener Majewski od pierwszego momentu swojej pracy w Mielcu wprowadzał to, żeby drużyna rozgrywała spokojnie, od tyłu, a nie z pominięciem drugiej linii. Warto przypomnieć, że na początku sezonu Stal płaciła za to pewną cenę, pierwsze wyniki nie były optymistyczne, na premierowe zwycięstwo musiała poczekać do 4. kolejki (2:1 z Wisłą Kraków). Już wtedy pojawiały się opinie, że mielczanie zatrudnili wuefistę i tak dalej, ale jesienią na korzyść trenera Majewskiego działały kolejne przerwy reprezentacyjne. Co miesiąc przerwa, półtora tygodnia na spokojną pracę i to w końcu zatrybiło.

Wiadomo, że w rundzie jesiennej wiele zmieniło się na korzyść Stali również dzięki wypożyczeniu Fabiana Piaseckiego ze Śląska, a jego nieobecność często była przywoływana jako przyczyna kłopotów w nowym roku. Czy w niedzielę należy się spodziewać szczególnej motywacji mielczan na starcie z niedawnym kolegą?

Ja bym popatrzył na to trochę inaczej, bo Fabianowi trzeba podziękować za to, co zrobił dla Stali, a nie cokolwiek udowadniać. Pamiętamy przecież jakie były okoliczności jego zimowego powrotu do Wrocławia, on nie ukrywał, że wolałby zostać na Podkarpaciu, ale o wszystkim zadecydowały kwestie finansowe. Natomiast co do samego Piaseckiego, ja uważam, że nawet ważniejsze od jego bramek, które oczywiście dawały ważne punkty, była sama jego obecność na boisku w zespole Stali. On swoją postawą, walką oraz charakterem idealnie wpasował się do tego, co chce grać zespół trenera Majewskiego. On się umiał utrzymać przy piłce i poczekać na skrzydłowych, wtedy Mateusz Mak, a także Maksymilian Sitek mieli świetny czas, to głównie oni korzystali na obecności Fabiana w Mielcu. Teraz kogoś takiego nie ma, bo Oskar Zawada gabarytami może przypomina Piaseckiego, ale to jest jednak inny typ napastnika.

Inny, ale czy z perspektywami na kogoś równie znaczącego dla ofensywy Stali? Trzy bramki w pierwszych ośmiu meczach po transferze na Solskiego wyglądają na obiecujący początek Zawady.

Jeśli chodzi o stricte porównanie tych dwóch graczy, to dla mnie lepszym piłkarzem jest Fabian Piasecki, ale Oskar według mnie będzie cały czas szedł w górę. Pamiętajmy, że on miał wielomiesięczną przerwę spowodowaną kontuzją w swoim poprzednim klubie w Korei Południowej. Do Mielca trafił pod sam koniec zimowego okienka transferowego, więc musiał wejść z marszu, ale widać, że z każdym meczem wygląda lepiej. A też nie gra w każdym, bo trener Majewski nieraz ze względów taktycznych stawia na Dominika Steczyka, który jest bardziej dynamiczny, ma inne atuty. Oceniam, że Oskar jak na liczbę szans, jakie otrzymał, wykorzystał je w 70 procentach. Jeśli latem Stali nie udałoby się pozyskać jeszcze jednej klasycznej dziewiątki, to ja mimo wszystko o ofensywę zespołu byłbym spokojny, bo Zawada około tych dziesięciu goli w sezonie spokojnie jest w stanie strzelić.

ZOBACZ też: WYPOŻYCZENI: Jedyny grający ze spadkiem