''To było bolesne zderzenie Jana Urbana'' (OPINIA EKSPERTA)

02.12.2021 (06:00) | Karol Bugajski
uploads/images/2021/11/gornik_61a668a5130d4.png

fot.: Paweł Kot

W piątkowym meczu 17. kolejki ekstraklasy Śląsk zagra na wyjeździe z Górnikiem Zabrze. O Lukasie Podolskim, szkoleniowcu czternastokrotnego mistrza Polski z przeszłością we Wrocławiu oraz grze w defensywie, rozmawiamy z Rafałem Musiołem, zastępcą szefa działu Sport "Dziennika Zachodniego".



 

Górnik Zabrze do meczu ze Śląskiem przystępuje po dwóch kolejnych zwycięstwach (3:2 z Legią oraz 2:1 w Łęcznej) i wydaje się, że zwłaszcza wygrana z mistrzem Polski dała mu bardzo pozytywnego kopa. W pozostałych meczach roku należy oczekiwać równiejszej gry niż wcześniej?

Komplet punktów z Legią rzeczywiście był elementem, który zmienił tę jesienną grę Górnika Zabrze. Odzyskali wiarę, a chyba przede wszystkim poprawił się mental Lukasa Podolskiego. To jest bardzo istotne, bo w obu wymienionych spotkaniach dało się zaobserwować, że był liderem zespołu, czyli robił to, czego cały czas od niego oczekiwano. W obu zdobył również po bramce, a to mówi samo za siebie. Górnik tej jesieni miał problem z regularnością w skali makro, czyli całych meczów, natomiast teraz mam wrażenie, że w skali mikro, to znaczy zdarzają mu się trudne momenty w skali jednego spotkania. I z Legią widzieliśmy przecież te dwie minuty na początku drugiej połowy, które wstrząsnęły zabrzanami (w tym czasie mistrz Polski ekspresowo odrobił straty z 0:2 na 2:2 – przyp. red.) i w Łęcznej to też nie była równa gra przez pełne 90 minut, zespół trenera Jana Urbana przegrywał przecież na stadionie beniaminka. Myślę, że w tym tkwi ten największy obecny problem Górnika Zabrze – utrzymywanie koncentracji przez cały mecz, żeby nie mieć takich 20 czy 30 minut, które dają tlen rywalowi. Najlepszy tego przykład był z Legią, bo bądźmy szczerzy, że zespół z Łazienkowskiej tego dnia już leżał na łopatkach, a te kilka minut pozwoliło mu się podnieść.

Trener Jan Urban pojawił się latem w Zabrzu w miejsce Marcina Brosza, który prowadził Górnika przez pięć lat. Po piętnastu meczach obecnego sezonu czternastokrotny mistrz Polski plasuje się w środku tabeli, jak ocenia się pracę nowego szkoleniowca przy Roosevelta?

Ocena jest bardzo skomplikowana. Urban podobnie jak Podolski, musiał się Górnika Zabrze uczyć. Musiał się także uczyć polskiej ligi, bo jego przerwa od poprzedniej pracy w ekstraklasie (właśnie w Śląsku – przyp. red.), była jednak długa, trwała ponad trzy lata. Obaj musieli poznawać pewną mentalność, także poziom, tego co się w tej lidze tak naprawdę dzieje. Mam wrażenie, że początkowo u trenera Urbana to było bardzo bolesne zderzenie ze ścianą. Świadczyły o tym zresztą jego pierwsze wypowiedzi na konferencjach prasowych, niedługo po tym jak przyszedł do klubu. Był bardzo krytyczny chociażby wobec transferów, od razu pokazywał, że nie będzie łatwo. Przed sezonem ciężko było sprecyzować jakiekolwiek realne oczekiwania wobec tego zespole.

Teraz chyba już wszystko idzie w dobrym kierunku.

Jednocześnie trzeba jednak pamiętać, że w trakcie tej rundy następowały bardzo poważne zawirowania wewnątrz klubu. Urban przychodził, gdy prezesem był Dariusz Czernik, a dyrektorem sportowym Artur Płatek. Zapowiadało się, że ten sezon będzie testem dla wspomnianego układu plus Lukas Podolski, a dopiero po 34. kolejce zostanie ocenione czy to wypaliło. Ani Płatka ani Czernika dziś już w Zabrzu nie ma, a do tego doszedł również klimat kibicowskiego bojkotu (trybuna najzagorzalszych fanów była pusta podczas październikowego meczu z Zagłębiem Lubin – przyp. red.). To są dodatkowe elementy, które musiały mieć wpływ na to wszystko, co działo się wewnątrz szatni i na pracę trenera Urbana. Po meczu z Legią zapytałem go czy to był właśnie ten punkt zwrotny, na który wszyscy czekali, nie tylko punktowym czy sportowym, ale mentalnym, kibicowskim, atmosfery. Wyraził nadzieję, że tak właśnie będzie, chociaż po ostatnim spotkaniu w Łęcznej, ja jeszcze nie wyciągałbym zbyt daleko idących wniosków, że wszystko się już w tym klubie pozmieniało, ale mam wrażenie, że idzie już w stronę, w którą tego oczekiwali.

Jednym z odkryć trenera Urbana jest Krzysztof Kubica – on regularnie grał już w poprzednim sezonie, jednak nie był tak skuteczny. Czy biorąc pod uwagę jego systematyczny rozwój i nieprzewidywalność, to właśnie na niego Śląsk w piątkowy wieczór powinien szczególnie uważać?

Zdecydowanie tak, zwłaszcza, że zaciął się Jesus Jimenez i tak naprawdę zasadne jest również pytanie, co tak naprawdę wydarzyło się z Hiszpanem, czy być może nie zablokowało go trochę przyjście Podolskiego. Powszechnie spodziewano się, że współpraca Jimeneza z mistrzem świata to będzie oś napędowa całej ofensywy Górnika, coś podobnego, co w przeszłości Jesus potrafił robić razem z Igorem Angulo. To w tej chwili nie do końca działa, a napastnik z Półwyspu Iberyjskiego zaczyna wyglądać na trochę sfrustrowanego tą blokadą strzelecką. Na pewno spodziewał się więcej, również patrząc na to, jak wyglądał w jego wykonaniu początek sezonu - w dziesięciu pierwszych kolejkach strzelił przecież sześć goli. Kubica wykorzystuje swoją szansę. Znalazł się między dwoma gwiazdami zespołu, czyli Jimenezem i Podolskim, jego nieobliczalność, o której pan wspomniał, z pewnością jest dużym atutem Górnika. Myślę, że tutaj trener Urban wykonuje bardzo dobrą robotę, który jednocześnie pokazuje, że potrafi stawiać na młodzież, z czym do tej pory jednak niespecjalnie go kojarzyliśmy, zwłaszcza w porównaniu z poprzednikiem na ławce zabrzan. W meczu z Legią okazało się jednak, że może wystawić w podstawowym składzie niespełna 16-letniego Dariusza Stalmacha, czyli najmłodszego piłkarza w historii Górnika i dobrze na tym wyszedł. Z Kubicą jest podobnie.

Przed sezonem w Zabrzu doszło również do zmiany w bramce – uznanego Martina Chudego zastąpił Grzegorz Sandomierski. Doświadczenia byłemu golkiperowi Jagiellonii odmówić nie można, jednak poza błędem w meczu z Legią, nie wyróżnił się chyba jeszcze niczym specjalnym.

Dokładnie tak jest, Górnikowi brakuje mocnego punktu w bramce, który budziłby większe zaufanie. Sandomierski jest solidnym bramkarzem, ale takiego przymiotnika nie można przypisać całej defensywie zabrzan. Z biegiem czasu to i tak wygląda coraz lepiej, jednak zespół trenera Urbana w obronie popełnia jednak bardzo dużo błędów, a to oznacza, że między słupkami trzeba mieć kogoś ponadprzeciętnego, kto będzie umiał uratować zespół w sytuacjach do których doprowadzą defensorzy. Nie mówię już nawet o tych błędach „samodzielnych”, bo taki też Sandomierskiemu już się przytrafił. Wypuszczenie w świat Chudego, któremu z końcem poprzedniego sezonu po prostu skończył się kontrakt, na skalę Górnika było jednak pewnym błędem i to nawet pomimo tego, że nie ustawiły się po niego żadne kolejki, a nowy klub znalazł sobie dopiero w połowie listopada na Słowacji. Ja rozmawiałem z Sandomierskim między innymi o tej postawie obrony, ale też pomyśle na rzuty karne, bo charakterystyczne dla niego jest stawanie zdecydowanie bliżej jednego słupka. Odpowiedział, że nie myli się ten, kto nic nie robi, razem wygrywają, razem przegrywają i trudno mieć do siebie wzajemne pretensje, bo błędy zdarzają się wszystkim. Jednak generalnie, patrząc na defensywę Górnika Zabrze jako całość, wydaje mi się, że tych pomyłek jest zdecydowanie za dużo. To one aktualnie stanowią największy problem i balast tej drużyny blokując marsz w górę tabeli.

ZOBACZ też: Przełamanie Petra Schwarza